SKLEP
Czarny Ivo 21.01.2014
Księżniczka Zmierzchu
459V

Księżniczka Zmierzchu

Twilight Princess było gorącym powitaniem dla posiadaczy Wii i godnym pożegnaniem dla tych którzy zaufali GameCube'owi. Podobno w Ameryce można było składać "preordery" na nowe przygody Linka  już na 22 miesiące przed premierą. Czy było warto? Już teraz nie będę ukrywał, że tak. W recenzji raczej należy się skupić na aspekcie "jak bardzo".

The Legend of Zelda: Twilight Princess
  • Platformy:  Wii U   Wii   GC 
  • Data premiery - Polska: 08.12.2006
  • Nie
  • od lat 12 przemoc

Cała przygoda zaczyna się od wiejskiej sielanki w miejscowości Ordon. Link wiedzie spokojne życie jeżdżąc konno, pomagając mieszkańcom w prostych codziennych pracach jak zaganianie kóz, poszukiwanie zagubionych kotów czy dzieci. To jedne z pierwszych zadań jakie napotkamy. Zapoznają nas one z mechaniką gry i są swoistym instruktarzem "co i jak". Początki są raczej długie i zanim zobaczymy pierwsze "lochy" minie dobrze od 3 do 5 godzin. "Długie" nie znaczy, że nużące. Co toto to nie, a wręcz przeciwnie.  Z chęcią oddajemy się tej błogości, w której z czasem atmosfera zaczyna się zagęszczać i wrzuca nas do właściwej przygody.

 

Jednym  z pierwszych takich zagęszczeń, a zarazem charakterystycznym novum (niczym okaryna w Ocarinie, albo maska w Majorze) jest fakt, że Link może przeistaczać się w wilka. Na początku dzieje się to przymusowo, co początkowo trąci nadmierną schematycznością, jednakże potem możemy to czynić wedle uznania co bardzo pozytywnie wpływa na urozmaicenie rozgrywki. W formie wilka bowiem Link przechodzi do świata mroku. Jest w stanie wtedy widzieć duchy, a jako przedstawiciel canis lupus posiada takie umiejętności jak wyostrzony węch czy kopanie dołów. Brzmi śmiesznie, ale świetnie to implementuje zabawy w śledczego czy też odszukiwanie ukrytych przejść i wiele innych ciekawych patentów.

Kwintesencją każdej Zeldy są oczywiście Dungeony. Tutaj przyjdzie nam zmierzyć się z dziewięcioma. W przerwie między nimi przyjdzie czas na socjalizację z mieszkańcami rozległego świata, zadania poboczne i pchnięcie fabuły na kolejny poziom. Wiąże się to również z wszelkimi "znajdźkami", których w grze jest mnóstwo. Serca, robaki, dusze - w ilości kilkadziesiąt każde, więc dla odkrywców zabawy będzie co nie miara. Wróćmy jednak do lochów. W każdym z nich zostaniemy zalani bardzo zmyślnymi zagadkami. Niekiedy czysto logicznymi jak ułożenie w odpowiedni sposób klocków czy pokierowanie owładniętym posągiem po szachownicy by osiągnąć postawiony przed nami cel, do zagadek opartych na aspekcie eksploracyjnym czyli rozkminienie jak i gdzie użyć danego przedmiotu. Na późniejszych etapach będziemy musieli odpowiednio żonglować posiadanym ekwipunkiem by rozgryźć stawiane przed nami wyzwania. Z uwagi na to lepiej jest nie robić dłuższych przerw między kolejnymi sesjami, bo łatwo, jak ja to nazywam, "wypaść z obiegu", czyli przestać kojarzyć fakty, jak można było użyć danej rzeczy, którą zdobyliśmy 3 lochy temu. Ponadto na końcu każdego z dangeonów czyha na na boss. "Szefowie" to prawdziwe perły. To nie są jakieś tam ecie pecie tylko naprawdę przemyślane walki, strategie, które wymagają od nas sprawnego mózgu i zręcznych dłoni. Na szczególną uwagę zasługują tu 2 smoki i przedostatni jegomość, ale nie będę zdradzał szczegółów, trzeba to sprawdzić samemu.

 

 

Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie, oczywiście jak na 6 generację. Napotkamy tu rozległe regiony, po których pokłusujemy na Eponie lub pod postacią wilka. Świetnie zaprojektowane dungeony, z których każdy ma swój unikalny klimat. Moim faworytem jest upiorny zamek na pustkowiu. Problemem może być tylko dogrywanie. O ile jeszcze zrozumiem "loadingi" przed wstąpieniem w jakiś większy obszar, tak nie potrafię przymknąć oka na ciągłe doczytywanie danych poruszając się po zamku Hyrule, gdzie wejście w każdą jedną, małą uliczkę wymaga od nas kilkunastu sekundowego oczekiwania. Pozostając jeszcze przy aspektach technicznych - sterowanie jest bardzo czułe i nie mam do niego zastrzeżeń. Bardzo mi się podoba w tej Zeldzie, jak i właściwie całej serii, kontekstowe wykonywanie ruchów. Chodzi o to, że jeden przycisk może odpowiadać za różnorodne czynności, o czym informacja wyświetla się na ekranie, dzięki czemu nawet po długiej przerwie, nie da się zapomnieć "klawiszologii".
 

Muzyka jest poprawna. Melodie są przyjemne, harmonijne i dobrze oddają klimat odwiedzanych krain. Nie są to raczej melodie, których bym słuchał poza grą, ale pojedyncze utwory naprawdę mogą się spodobać. Samo udźwiękowienie typu szczęk oręża czy okrzyki walczącego Linka (ewidentnie podkładane przez Japończyka o samurajskich korzeniach) wypadają bezbłędnie.

 

 

Księżniczka Zmierzchu dostarczyła mi wielu pięknych godzin. Czasem tylko czas się dłużył, gdy zadania polegały na bezcelowym lataniu z punktu do punktu po całej mapie świata trochę sztucznie podbijając licznik. Jeśli posiadasz GameCube'a albo Wii, zafunduj sobie trochę przygody i zainwestuj w Twilight Princess. Gwarantuję, że po raz kolejny uratujesz świat z niezwykłą satysfakcją i miodem na sercu.

Tagi:

Werdykt
  • + Przygoda
  • + Czas gry
  • + Dungeony
  • + Bossowie
  • + Zagadki
  • + Klimat
  • - NPC bez wyrazu
  • - Link mógłby w końcu przemówić
  • - Miejscami sztuczne wydłużanie rozgrywki
Czarny Ivo
Czarny Ivo Kawał świetnej Zeldy, który nie zawodzi w żadnym miejscu. Zdecydowanie jedna z najlepszych w serii.
Oceń recenzję
+ +7 -

Miesięcznik PSX Extreme