SKLEP
Nikodem Sobas 25.09.2017
NBA 2K18 - recenzja gry
1698V

NBA 2K18 - recenzja gry

NBA zaskakuje, jak co roku. Niby nic się nie zmienia, niby wydają tę samą grę co roku, ale małe zmiany powoli się na siebie nawarstwiają, dzięki czemu gra nabiera, niczym diament, dodatkowych szlifów podnoszących jego wartość. W tym roku Visual Concepts (czy raczej wydawca - 2K) zafundowało nam istną rewolucję. Obawiam się jednak, że nie taką, na jakiej nam wszystkim mogłoby najbardziej zależeć...

NBA 2K18
  • Platformy:  PS4   XONE   NS   PC   PS3   X360 
  • Data premiery - Polska: 19.09.2017
  • Nie
  • od lat 3

NAS IS LIKE

Oto, co pisałem w recenzjach poprzednich iteracji serii NBA 2K:

NBA 2K15: "Niekoniecznie trzeba lubić i znać koszykówkę, by dostrzec i docenić jakościowy kunszt NBA 2K15 - w każdym aspekcie tej gry. (...) NBA 2K15 to majstersztyk, wzór do naśladowania i jezusek, który powinien wisieć nad drzwiami wyjściowymi z każdego studia deweloperskiego. Przed wyjściem, po pracy, należy na niego popatrzeć, zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, czy aby na pewno podążamy ścieżką jednego z nielicznych mających szacunek do gracza studiów. Gdyby wszyscy tworzyli gry na modłę modelu 2K - nasz growy świat byłby znacznie piękniejszy."

NBA 2K16: "Nie wiem. Nie wiem jak oni to zrobili, ale zrobili. Nie chcę wiedzieć jak, bo to już graniczy z czarną magią, ale ekipa z Visual Concepts stworzyła jeszcze lepszy produkt (w każdym aspekcie!) niż ubiegłoroczne NBA 2K15. (...) Niemożliwe stało się możliwe. NBA 2K16 jest jeszcze lepsze od wybitnej poprzedniczki. Jeżeli nieobce są Ci gry sportowe i trzymałeś kiedyś w rękach piłkę do kosza - grzech nie spróbować 2K16."

NBA 2K17: "Genialne NBA stało się jeszcze bardziej... genialne! (...) Gra jest też czysta w swojej formie. Nie atakowała setkami podrasowanych trailerów, szumnymi zapowiedziami i obietnicami z kapelusza. Developerzy znają wartość swoją i swojej produkcji i pozwalają jej samej obronić się jakością, nie hypem. Gdyby każdy dev tak podchodził do tematu swoich produkcji, uniknęlibyśmy w branży wielu rozczarowań. Wrócilibyśmy do oldschoolowych czasów, w których pierwszy kontakt z grą był niczym odpakowywanie prezentów po wigilijnej wieczerzy. Szanuję to jak cholera. (...) Rozbudowane tryby, płynna i intuicyjna rozgrywka, ogarnięte sterowanie - aż strach pomyśleć nad czym się teraz skupią i przy czym będę zbierał szczękę z podłogi w przyszłym roku. Ale póki co król gier sportowych jest jeden i ani myśli nawet ściągnąć nogi z tronu."

Sądziłem, że szczękę będę musiał zbierać z podłogi z powodu zachwytu. Stało się, jak pewnie zdążyliście się domyślić, inaczej.

SHOOK ONES, PT. II

Od lat moim ulubionym trybem jest MyCareer. Wiecie - tworzenie zawodnika, rozwijanie kariery, uczestniczenie w życiu klubu, osobiste rozterki. Tryb ten zawsze wiązał się z grindowaniem statystyk, od których zależały umiejętności bohatera. Tych jest jak wiadomo sporo, punkty VC potrzebne do ich podnoszenia sączyły się z wolna, ale jednostajnie. Nigdy nie doskwierało znane z mmowych tworów typowe farmienie. Ot, robiło się swoje, a cierpliwość była wynagradzana. Aż do czasu. Do czasu, w którym pojawiło się NBA 2K18. To, co tutaj się wyprawia w trybie kariery, przechodzi ludzkie pojęcie... Jeżeli chcecie przeczytać dokładnie o co chodzi, zapraszam tutaj:

Miesięcznik PSX Extreme
Dodatek
W tym roku przedstawiono graczom Road to 99 - ostateczny cel gry polegający na podniesieniu wszystich statystyk na maksymalny poziom. Tworząc jednak postać wybieramy jej charakterystykę związaną z rolą na boisku oraz podstawową i drugorzędną umiejętność, które wpływają na maksymalny zakres danej statystyki. Na przykład tworząc centra na początku nigdy nie będziemy mogli podnieść jego przyspieszenia powyżej 40 punktów na 100 możliwych. Dłuuugie i mozolne uczęszczanie na siłownię oraz partycypacja w meczach naszej drużyny powoduje ładowanie się specjalnego paska, który krok po kroku odblokowuje maksymalny poziom rozwoju, ograniczonego początkowo głównymi cechami, zawodnika.

Kupowanie za punkty VC (virtual currency - wirtualna waluta) upgrade'ów statystyk powoduje zwiększanie naszego overall "średniej ogólnej" z początkowej 60, aż do tytułowej 99. Powiem tak: po 10 godzinach grania kupiłem może z 15 ulepszeń skilli, co przełożyło się na OVERALL w wysokości 63. Mało to czy dużo? Szybko czy wolno? Spieszę z wyjaśnieniem. Na początku (bez ładowania paska odblokowującego maksymalne poziomy umiejętności) możemy podnieść statystyki chłopka do OVERALL 85. Potrzebne jest do tego ok. 190 000 VC. Za dobrze zagrany mecz otrzymasz 700 VC. Daje to porypaną liczbę 300 potrzebnych do rozegrania meczów! Średnio policzmy pół godziny na mecz. 150 godzin samego ślęczenia w meczach kariery, a doliczyć trzeba treningi, żmudne upgrade'owanie odznak, filmiki podczas kariery, loadingi, słabsze mecze... I to "tylko" na podniesienie OVERALL z 60 na 85. A ile zejdzie do 99? Licząc wzrastające ceny za kolejne punkty tych samych skilli, pewnie drugie tyle. Z pomocą przychodzą tak uwielbiane przez nas mikrotransakcje! Za jedyne 209 zł możesz kupić oszałamiającą liczbę 200 000 VC, które starczą na podniesienie statystyk na 85 i jeszcze zostaną drobne na ciuchy! Ale to nie wszystko! Jeżeli zadzwonicie w ciągu najbliższych 5 minut, będziecie mogli kupić NBA 2K18 LEGENDARY EDITION na jedyne 649 zł, w skład którego wchodzi 250 000 VC! Nie możecie przegapić takiej okazji!

Mikrotransakcje są w NBA 2K od zawsze. Dlaczego boli to akurat teraz? Zaimplementowano w grę The Neighbourhood - niewypał jak cholera. To, co do tej pory mieliśmy wybieraliśmy w menu, teraz mamy w otwartym świecie (żartuję - są tylko dwie ulice), na których nic się nie dzieje. No, poza tym, że jest to super miejsce dla product placementu - sklepy Footlocker, billboardy Mountain Dew, słuchawki JBL. No bo nie ma innego powodu, dla którego muszę biegać z eventów do mieszkania, zaliczając długie loadingi, tylko po to żeby zmienić koszulkę. Po drodze przecież zawieszę oko na jakiejś reklamie, bo nic innego ciekawego się nie dzieje. Owszem, biegają inni gracze, ale nie sposób wejść z nimi w jakąkolwiek interakcję, nie można nawet podejrzeć ich statystyk. Jedyne co widzimi to ich awatar oraz osiągnięty poziom OVERALL. Są dwa rodzaje graczy w NBA 2K18 - ci, co kupili punkty (pełny swag, level >70) oraz tych biednych (podstawowa koszulka, bo szkoda hajsu na ciuchy, level 60-70). Ma to duże gameplay'owe znaczenie. Nikt nie zagra z Tobą w drużynie Pro-Am (esportowy aspekt rywalizacji drużyn składających się z żywych graczy), bo po prostu jesteś za słaby. To samo tyczy się boisk umiejscowionych w The Neighbourhood - ustawisz się w kolejce, ale grają tam same koksy z OVERALL większym od 80, więc nawet nikt do ciebie nie poda piłki. Gra jest w tym aspekcie zepsuta, frustrująca, nie dająca szansy na podnoszenie statystyk w tempie poprzednich odsłon serii. Cholera, usunęli nawet mnożnik zdobywanych po meczu punktów VC, którego wysokość była uzależniona od wybranego poziomu trudności. W 2K17 grałem na superstar, co zapewniało mnożnik x1.5 do zdobywanych VC. Teraz poziom trudności nie ma żadnego znaczenia. Nie ma żadnego mnożnika i dawajcie nam swoje pieniądze!

19 września wyszedł patch, ale wyobraźcie sobie, że nawet fryzurę się teraz kupuje (poprzednio się po prostu wybierało w menu tworzenia zawodnika). Mało tego - nie ma podgląda wybranego uczesania - żeby zobaczyć jak się w nich wygląda, trzeba je kupić. Jeszcze mało? Ok, kupione wcześniej fryzury nie są naszą własnością - za każde kolejne uczesanie trzeba płacić - nawet za to, które mieliśmy uprzednio.

W każdym NBA się grindowało. W każdym. Zawsze jednak z sensem i ciekawie, nie czuło się tego, po prostu się grało, człowiek nawet nie myślał o kupowaniu punktów, a tutaj już złapałem się na tym, że wklepywałem numer karty kredytowej... W NBA 2K18 grind odbiera jakikolwiek cel zabawy widząc, że po 10 godzinach zrobiłeś ledwo kroczek do przodu. Całość rozgrywki w MyCareer upchana jest wszędobylskimi długimi loadingami i nic niewnoszącymi w kwestii fabuły cutscenkami z udziałem bohatera zarówno przed, jak i po KAŻDYM meczu. Tak, nie ma opcji ich skipowania. Rozgrywka przed meczem, ukazana z dziwacznego, przypodłogowego rzutu kamery nie wnosi nic do rozgrywki, a ile czasu minie oglądając loadingi, to już nasze.

Podsumowując ten nieszczęsny MyCareer: jeżeli był to Wasz ulubiony tryb i coś dla czego kupowaliście NBA 2K, a nie macie zamiaru wydawać dodatkowych, poza ceną samej gry, 209 zł (co i tak nie zapewni Wam wypasionego zawodnika), odpuśćcie w tym roku. Cholera wie co strzeliło do głowy 2K, że postanowili na taki rozwój gry. Może mają tarapaty finansowe? Może dlatego wydają naprędce zremasterowane L.A. Noire? Ich nieobecność na tegorocznym gamescomie też jest zastanawiająca... Może Michael B. Jordan i Spike Lee z poprzednich odsłon za dużo ich kosztowali i trzeba odrobić trochę kasy?... OK, ale my nie o tym, wracamy do recenzji!

[TL;DR] Nie kupujcie NBA 2K18 jeżeli Waszym priorytetem jest MyCareer i nie uśmiecha Wam się pomysł korzystania z z-nie-takich-znowu-mikro-transakcji. Po 10 godzinach trybu MyCareer zauważasz, że zrobiłeś nikły progres, i że tak to będzie wyglądać przez następne 200 godzin, jeżeli nie zechcesz wydawać prawdziwej gotówki. The Neighborhood - dwie ulice na krzyż - stworzone tylko po to, by podziwiać efekty wydawania prawdziwej gotówki przez innych graczy. Dlaczego nie można korzystać z fryzjera, szafy, siłowni i innych trybów gry wybierając je z menu? Czy może to mieć związek z reklamami sponsorów w The Neighborhood? Eee, chyba nie.[/TL;DR]

Jestem rozerwany. Znienawidziłem MyCareer, ale docenię to, co docenić trzeba. A doceniam to, że team odpowiedzialny za rozwiązania gameplay'owe nie próżnował. W dalszym ciągu udoskonalana jest gra w obronie i działa ona wprost idealnie. Na PS4 za pomocą prostych ruchów na touchpadzie szybko zmieniamy ustawienie zawodników lub krycie przeciwnika, a na L1 umiejscowiono z kolei skróty do bardziej skomplikowanych zagrywek obronnych. Model podawania zaprezentowany pierwszy raz w zeszłym roku również uległ usprawnieniu polegającemu na tym, że po przytrzymaniu guzika odpowiedzialnego za zwykłe podanie (X na PS4) i zagraniu piłki do kolegi z drużyny, możemy w dalszym ciągu sterować osobą podającą, a otrzymujący stoi w miejscu gotowy do oddania nam piłki (po puszczeniu X) kiedy już odpowiednio się ustawimy. Shortmeter, tym razem w postaci ćwierćokręgu, umiejscowiony jest nie pod nogami, a nad głową zawodnika, co początkowo utrudnia rozczytanie wskaźnika, ale w opcjach znajdujemy opcję jego koloryzacji, co ułatwia rozeznanie się w sytuacji.

FEEL SO GOOD

Obrońcy nie zatrzymują już wpadających w nich obrońców niczym ściana, wszystko wygląda jeszcze bardziej organicznie i naturalnie kiedy zwinny zawodnik mija przeciwników, Westbrook potrafi charakterytycznie dla siebie skulić się, zajmując możliwie jak najmniej miejsca podczas wjazdów pod kosz. Rzuty z dystansu również przekazują wykonującemu więcej informacji na temat wykonanego rzutu. Teraz, poza informacją o timingu wypuszczenia piłki z ręki, dostajemy również tę, która mówi o tym jak dobrze/źle byliśmy kryci przez przeciwnika, co ma niebagatelny wpływ na celność. Przedzieranie się przez stawiających zasłony obrońców jeszcze nigdy nie było tak naturalne i gra na wyższych poziomach trudności staje się bardziej taktyczna właśnie ze względu na to, że odpowiednio zagranym pick and rollem skutecznie możemy eliminować próby obrony.

Małe, malutkie usprawnienia, które nakładając się na siebie krok po kroku i rok po roku, tworząc z NBA 2K18 prawdziwego, grywalnościowego potwora. Powracają wszystkie główne tryby z poprzedniej części - również z poprawkami. W funkcjonalność MyGM polegającą na zarządzaniu klubem według własnego widzimisię, spełniając jednocześnie wolę właściciela, wpleciono fabułę, co orzeźwia rozgrywkę po częstych i długich pobytach wśród statystyk, trade'owaniu zawodników i scoutowaniu zawodników. MyLeague dalej pozwala stworzyć ligę z takimi składami i zasadami, o jakich nam się marzy, a w MyTeam pobawimy się fantasy teamem stworzonym ze zbieranych kart. Ten ostatni tryb bardzo mi w tym roku przypadł do gustu - początkowy starter zdaje się zawierać lepszych zawodników niż w zeszłym roku, co pozwala łagodniej zacząć grę. Challenge również zdają się być ciekawsze, nie stroniąc od tych absurdalnie trudnych, nie zapominając jednak o podłożeniu nam czasem jakiejś bułki z masłem. Challenge to jednak nie wszystko - można rozegrać play-offy online, korzystając z customowych, bardzo dobrych kart. W Super-Max z kolei skład naszej drużyny jest ograniczony przez maksymalną wartość jaką może ów skład osiągnąć - potyczki z przeciwnikami są wtedy wyrównane jak to tylko możliwe. Ponadto, na podstawie pięć kontrolnych spotkań przypisywani jesteśmy do jednej z "lig", w której konkurujemy z graczami o podobnym do naszego skillu o wyjątkowe nagrody. Jest co robić w MyTeam, szanuję to.

Szkoda jednak, że po raz kolejny nie pozwolono nam zaimportować danych w poprzedniej części. Ponownie w MyTeam muszę budować stadion i stroje od zera, setki godzin poświęcone w innych zeszłorocznych trybach również nie pozostawiają śladu w 2K18. Nawet o tak banalnej rzeczy jak import wyglądu MyPlayera można zapomnieć. Szkoda, że nie pokuszono się o jakieś nowe tryby, stagnacja powoli daje znać o sobie, po tylu latach trudno już sobie przypomnieć co konkretnie rozróżniało poszczególne części. A wystarczyłoby wrzucić coś w rodzaju Jordan Challenge z NBA 2K11 czy LeBron Path To Greatness z "czternastki". All-Star można rozegrać tylko w MyLeague lub w tfu-tfu MyCareer, czemu nie mogę rozegrać konkursu wsadów z kolegami w dedykowanym temu wydarzeniu trybie?

HIP HOP HOORAY

NBA 2K18 cholernie mnie frustruje. Za bezbłędnym wprost gameplayem żywo przypominającycm rzeczywiste rozgrywki, idą niezrozumiałe decyzje sprawiające, że tryb kariery jest niegrywalny. Ogromnie cieszy przywiązanie do detali (koszulki Charlotte Hornets zdobi logo Air Jordan - właścicielem klubu jest Michael Jordan), ale irytują glitche (znika hud podczas treningu, nieraz kompletnie nie wiadomo co robić, co wcisnąć). Jednak to mechanika w dalszym ciągu broni tej gry, nie sposób na to przymknąć oko. Rewelacyjna, dająca mnóstwo satysfakcji rozgrywka nie przestaje cieszyć, ale z niepewnością spoglądam w przyszłość. Nie takiego obrotu spraw spodziewałem się po NBA 2K18. Widać tu jak na dłoni jak na grę dobrze wpływają decyzje game directorów, że poprawiane jest to, co powinno i w taki sposób, w jaki powinno. Widać również jak na grę wpływają decyzje korpopracowników najwyższego szczebla. Może pora się do tego przyzwyczaić? Może MyCareer już na zawsze zostanie modelem pay-to-win? Może nadchodzi pora żeby to NBA Live, wydaje się wracający powoli do formy, zaczął święcić triumfy? Co jak co, ale to wyszłoby nam tylko na dobre...

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + NBA w całej okazałości
  • + Uzależniający MyTeam
  • + Fabuła w MyGM
  • + Soundtrack
  • + Wciąż kładący na łopatki klimat prawdziwych meczów
  • + Drużyny all-time best
  • - Rozwój MyPlayera w formacie pay-to-win
  • - Nieskipowalne cutscenki w MyCarrer
  • - Nic nie wnoszący, marnujący czas The Neighbourhood
  • - Brak możliwości importu save'ów z NBA 2K17
  • - Po raz pierwszy w serii - glitche graficzne
  • - Brak istotnych nowości
Nikodem Sobas
Nikodem Sobas Malutkie, drobne kroczki w przód, które usprawniają rozgrywkę w niuansach, przybliżając styl gry NBA ku ideałowi. Jednocześnie suseł w tył, bezczelnie wydębiający kasę od klientów chcących pograć na najwyższym możliwym poziomie.
Oceń recenzję
+ +8 -