SKLEP
Wojciech Gruszczyk 26.09.2017
Marvel vs. Capcom: Infinite - recenzja gry
908V

Marvel vs. Capcom: Infinite - recenzja gry

Wielkie starcie bohaterów Marvela z herosami Capcomu to kolejna tegoroczna bijatyka. Fani nie mogą narzekać na ilość tytułów oraz ich różnorodność, a najnowsza propozycja wyróżnia się na tle konkurencji celowaniem w ogromną rzeszę fanów. Marvel vs. Capcom: Infinite to gra przygotowana dla bardzo szerokiego grona odbiorców, jednak czy tym razem chęć zgarnięcia publiki przyniosła oczekiwany rezultat? Zapraszam na recenzję.

Marvel vs. Capcom: Infinite
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 19.09.2017
  • Nie
  • od lat 12 przemoc

Marvel vs. Capcom: Infinite podążając drogą Injustice 2 oraz Tekken 7 oferuje fabularną kampanię, która jest w zasadzie świetnym wprowadzeniem do systemu walki, dobrze przedstawia wszystkich bohaterów, a jednocześnie w ciekawy sposób pokazuje założenia głównego mechanizmu występującego w produkcji, czyli Kamieni Nieskończoności. Dla wielu będzie to również dobra rozgrzewka, która niestety może okazać się daniem głównym.

Zaskakująco dobra i zdecydowanie za krótka

Twórcy nie tracili czasu na jakikolwiek wstęp. Akcja opowieści rozpoczyna się już w momencie, gdy bohaterowie Capcomu łączą siły z herosami Marvela i wspólnymi siłami muszą zmierzyć się z kolejnymi mechami. Wszystko nabiera zdecydowanie bardziej zrozumiałych kształtów, gdy poznajemy Ultrona Sigmę, czyli połączoną formę dwóch antagonistów. Ten wypakowany jegomość oczywiście ma jeden cel – zniszczyć wszechświat, a na jego gruzach zbudować nowy. Przygoda jest zaskakująco dobra, nie liczyłem nawet na tak ciekawą akcję, która mnie po prostu wciągnęła – choć jest zdecydowanie za krótko, bo całość pęka po zaledwie trzech godzinach. Od pewnego momentu scenarzyści dostrzegli, że muszą „zwijać interes”, więc wyraźnie brakuje przynajmniej kilku dodatkowych scen końcowych, chociaż jakość historii zaskakuje. Bez zbędnego wciskania niepotrzebnych informacji wspomnę tylko, że wojownicy muszą odnaleźć tajemnicze Kamienie Nieskończoności, których poszukuje również główny antagonista. Ze względu na ich ilość, drużyna tworzy kilka małych zespołów, a wydarzenia obserwujemy z kilku perspektyw. Taki zabieg dobrze wpływa na rozgrywkę, bo akcja nie nudzi, odwiedzamy kilka miejscówek, a jednocześnie autorom udało się pokazać kanoniczne charaktery niektórych z bohaterów. Nie sądziłem, że w tym sporym zestawieniu postaci uda się zaprezentować charakter Spider-Mana, ubarwić wszystko humorem Franka Westa, dobrze pokazać problem Hulka, zwariowany umysł Rocket Raccoona, ale takie detale łatwo się docenia.

Oczywiście Japończycy korzystają z wyjątkowo utartych schematów, jednak i tak największym problemem w tym wszystkim jest dla mnie niepotrzebny pośpiech, bo gdyby akcja trwała przynajmniej 2-3 dodatkowe godziny, to moglibyśmy mówić o sporym sukcesie. Pośpiech zdecydowanie widoczny jest w trakcie rozgrywki, bo twórcy przygotowali kilka ciekawych motywów, które jednak pojawiają się maksymalnie dwukrotnie – w głównej mierze walczymy z armią Ultrona, ale trzykrotnie pojawiają się okoliczności, które zdecydowanie ubarwiają walkę. Dlaczego tylko trzy razy? Bo trudno byłoby wrzucić podobne zwroty akcji w tę 180 minutową batalię, gdy jeszcze przez sporą część oglądamy przerywniki filmowe, czasami walczymy z bossem lub tracimy czas na odrobinę za długie ekrany wczytywania.

Wspomniane wstawki zostały wykonane naprawdę dobrze i ogląda się je ze sporą przyjemnością. Ciekawie wyglądają sceny, gdy Spider-Man pomaga Chrisowi Redfieldowi lub w trakcie wspólnej walki Gamory ze Striderem, ale niestety takie przyjemności szybko się kończą. Co ciekawe, Capcom wpadł na nietypowy pomysł i włączył pełne HDCP na kampanię, z tego powodu nie można wykonać nawet jednego screena lub krótkiego materiału wideo z opowieści.

Bijatyka dla każdego Janusza

Opowieść jednak spełnia swoje główne zadanie – pozwala poznać postacie i uczy założeń rozgrywki. Trudno w tym wypadku mówić o samych podstawach, bo autorzy zdecydowali się jeszcze bardziej uprościć gameplay, który ma teraz zadowolić bardzo szerokie grono odbiorców. Każdy pojedynek odbywa się na zasadach dwóch na dwóch (jedynie podczas fabuły są małe odstępstwa od reguły), a gracz ma pełną kontrolę nad wpuszczeniem do rywalizacji towarzysza. Mechanika „Active Switch” pozwala tworzyć fantastyczne kombinacje ciosów lub po prostu uciekać w gorących momentach, a gdy dodamy do tego fakt, że podstawowe combosy oraz efektowne super ataki wykona dziecko, to możecie liczyć na widowiskowe pojedynki w każdej sytuacji.

Capcom celuje we wszystkich fanów bijatyk, a nawet okazjonalnych graczy, dlatego proste kombinacje wykonujemy nawet ośmiokrotnie klikając kwadrat. Widowiskowy atak? Nic prostszego, wystarczy naładować Hyper Combo Gauge, wcisnąć dwa przyciski i możemy oglądać krótką wstawkę. Pasek można również poświęcić na kontratak niszcząc tym samym kombinację oponenta, ale podstawy są w produkcji wyjątkowo łatwe do wykonania. Taka mechanika zachęca do rozgrywki, bo nie trzeba poświęcać dziesiątek godzin, by za jednym zamachem zbić połowę zdrowia przeciwnikowi, a co ważne, taka rozgrywka nie nuży nawet po kilkunastu godzinach.

Obawiałem się, że zaniżając próg wyjścia, Capcom zapomni o tych bardziej doświadczonych graczach, ale studio przygotowało mechanikę kamieni, która zdecydowanie ubarwia rozgrywkę. Przed walką wybieramy jeden z sześciu, a każdy oferuje dwa inne ataki: podstawowy oraz specjalny. Tak dla przykładu, Space przyciąga wroga do siebie lub zamyka go w polu siłowym, Time oferuje mały teleport lub możliwość łączenia ataków, a Soul umożliwia wysysanie mocy życiowej lub ożywia poległego – deweloperom udało się połączyć nową mechanikę z bazą pozostałych ciosów i dzięki temu gracz otrzymuje możliwość świetnego budowania zestawów ataków. Nie jest to jeszcze poziom szachów, jednak kamienie sprawiają, że rozgrywka nie jest nudna. Bardziej doświadczeni gracze na pewno ze sporą rozkoszą będą tworzyć skomplikowane kombinacje, szukać odpowiednich połączeń ataków z kamieniami i przy takich przyjemnościach spędzą sporo czasu.

Twórcy zdecydowali się na cztery przyciski ataku (dwa lekkie + dwa ciężkie), mechanikę Active Switch, Kamienie Nieskończoności, owocne kontry, proste combosy, a nie mogę przy tym zapomnieć o charakterystycznych dla bohaterów ciosach pokroju „wirowania mieczami” Dantego, strzelania siecią przez Spider-Mana, korzystania z łuku przez Hawkeye’a, czy też wykorzystywania bazooki przez Nemesisa. Każdy wojownik jest faktycznie inny, posiada własną posturę, sporą różnicą w walce jest wzrost, a znaczenie ma nawet zasięg ramion. Możecie mieć pewność, że walka jest naprawdę przyjemna oraz satysfakcjonująca. Pomaga w tym bez wątpienia efektowność starć, bo pojedynki są dynamiczne, na ekranie zawsze coś się dzieje, a super-ataki wyglądają po prostu świetnie.

Indywidualności i pewne braki

Marvel vs. Capcom: Infinite oferuje na starcie trzydzieści postaci, autorom udało się zachować zdrowy balans w sile wojaków. Zespół Marvela w tym wypadku reprezentuje Capitan America, Capitan Marvel, Doctor Strange, Dormammu, Gamora, Ghost Rider, Hawkeye, Hulk, Iron Man, Nova, Rocket Raccoon, Spider-Man, Thanos, Thor, Ultron, a w formacji Capcomu znaleźli się Arthur, Chris Redfield, Chun-Li, Dante, Firebrand, Frank West, Jedah Dohma, Mega Man X, Mike Haggar, Morrigan Aensland, Nemesis, Nathan Spencer, Ryu, Strider Hiryu oraz Zero. Kogo tutaj brakuje? Zdecydowanie X-Menów i nie potwierdziły się plotki, według których „Ludzie X” trafią do gry za pośrednictwem dodatków. Najwidoczniej problemy licencyjne zrobiły różnice, więc dzięki DLC do gry trafi Black Window, Winter Solider, Venom oraz Monster Hunter – a należy tu na pewno wspomnieć, że postacie pojawiają się już podczas historii… Nietrudno dostrzec, że większość herosów zawędrowała do gry z poprzedniej odsłony, a sama lista nie jest też szczególnie rozbudowana, bo poprzednie części wielkich starć MvC były obładowane większą liczbą postaci. Warto na pewno wspomnieć, że gra posiada zaledwie kilku debiutantów: Capitan Marvel, Gamora, Ultron, Jedah Dohma, Mega Man X.

Pewne braki pojawiają się również w przypadku trybów, bo obok historii dla singlistów w grze znalazł się jeszcze tryb Arcade składający się z siedmiu walk bez najmniejszych wstawek filmowych, misje uczące podstaw każdego bohatera, trening oraz typowe starcia jeden na jednego (z PC lub drugim graczem). Gdy zechcemy wskoczyć do Sieci, możemy brać udział w zmaganiach rankingowych, nierankingowych, ligowych, zawitać w lobby, sprawdzić rankingi i… Koniec. Rywalizacja sieciowa działa dobrze (brak lagów), zbieranie punktów doświadczenia motywuje, ale zdecydowanie przydałoby się w tym miejscu kilka dodatkowych opcji – problemem też może okazać się liczba graczy, bo nawet w okolicach premiery czasami oczekiwanie na rywala jest długie. W tytule brakuje znaczącego wyróżnika, który sprawiłby, że gracze chcieliby spędzać przy tytule więcej czasu – co prawda dzięki bazie danych Dr. Lighta możemy oglądać filmiki (nadal zablokowane przez HDC), poznajemy informacje o bohaterach, zdobywamy obrazki, dźwięki, ale to zdecydowanie za mało. Wojownicy posiadają po cztery stroje, jednak nie możemy w tym miejscu czegokolwiek zmieniać – po prostu kolejne warianty charakteryzują się inną kolorystyką.  

O oprawie również nie można mówić w samych superlatywach – dobrze prezentują się specjalne ataki, przerywniki filmowe, areny zostały ozdobione w szczegóły, ale już w przypadku bohaterów wrażenia są różne. Niektórym może nie podobać się prezentacja Thora, dziwnie wyglądają twarze Gamory oraz Franka Westa, a dodatkowo graficy zdecydowali się tym razem na bardziej realistyczną wizję fighterów i wybrany styl średnio pasuje do całej otoczki produkcji. 

Podstawy są…

Marvel vs. Capcom: Infinite pokazuje, że Capcom potrafi wyciągać lekcje po ostatnich błędach, ale firma choć stworzyła podstawy pod świetną bijatykę, to jednak nie ubrała ją w odpowiednią zawartość. System walki z pozoru odstrasza płytkością, jednak pokazuje drugi charakter przy bliższym poznaniu, a zastosowane mechaniki faktycznie sprawiają, że rozgrywka jest bardzo przyjemna. Tryb fabularny nakręca, pomimo że kończy się zdecydowanie za szybko, a reszta trybów zadowoli raczej graczy nastawionych na sieciowe zmagania… Chociaż nawet w tym miejscu powinniśmy zobaczyć przynajmniej dwa dodatkowe warianty rywalizacji. Wśród bohaterów nietrudno znaleźć faworytów (Spider-Man + Dante w białych strojach!), lecz nie jesteśmy rozpieszczani. Twórcy potwierdzili, że nadal potrafią stworzyć świetną bijatykę, choć przełożenie premiery o kilka miesięcy byłoby dla produkcji zbawieniem.

Tagi: capcom marvel vs. capcom: infinite recenzja

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + System walki dla każdego (nowi i doświadczeni)
  • + Kamienie Nieskończoności wpływają na taktyki
  • + Efektowna akcja w zespołach (combosy, zmiany, super-ataki)
  • + Fabuła dobrze wprowadza do rozgrywki
  • - Za mało trybów
  • - Liczba bohaterów nie zachwyca
  • - Historia jest za krótka
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Macie w domu wielkiego fana bijatyk z serii Marvel vs. Capcom? Szykujcie się na dziesiątki godzin niezapomnianych walk. W innej sytuacji zawartość może odrzucić po kilku pierwszych dniach.
Oceń recenzję
+ +8 -

Miesięcznik PSX Extreme