SKLEP
Kryspin Kras 19.09.2017
Pokkén Tournament DX - recenzja gry
770V

Pokkén Tournament DX - recenzja gry

Nintendo kontynuuje grową ofensywę na swoim najmłodszym dziecku, Switchu, wynikiem czego jest udoskonalona wersja Pokken Tournament, znanego już posiadaczom Wii U i szczęśliwcom, którzy zagrali w KKW na automatach. Czy świat potrzebuje kolejnej wersji Pokkena? Zapraszam do recenzji Pokken Tournament DX.

Pokkén Tournament DX
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 7 przemoc

Powiem to już na wstępie: Pokken Tournament DX to po prostu ulepszona i rozwinięta pod paroma względami wersja oryginału z Wii U. Mamy kilka nowych postaci znanych z automatów, parę nowych trybów i w zasadzie tyle, jeśli chodzi o najbardziej istotne zmiany. Jeśli więc, drogi czytelniku, grałeś sporo w Pokkena na poprzedniej konsoli Nintendo, wersja Switchowa nie zrobi na Tobie wielkiego wrażenia. No, chyba, że do szczęścia faktycznie wystarczy Ci te kilka nowych postaci i fakt, że możesz nimi walczyć dosłownie wszędzie. Co dla mnie samego jest już sporym atutem. 

Skoro wyjaśniliśmy już jedną kwestię, tę dla obytych graczy, pora skupić się na reszcie gawiedzi, która, pokuszę się o stwierdzenie, jest dużo liczniejsza niż ludzie, którzy faktycznie w Pokkena już grali. Skupmy się więc na detalach i wydedukujmy, czy ta gra jest właśnie dla Ciebie!

Czy to Tekken? Czy to Naruto? Nie, to Pokken!

Pokken Tournament DX to nic innego niż fighter z Pokemonami. Nie byle jaka to jednak mordoklepka, bo stworzona wspólnymi siłami przez speców z Bandai Namco i The Pokemon Company czerpie silne inspiracje nie tylko z klasycznych dwuwymiarowych bijatyk w stylu Tekkena, ale również z tych trójwymiarowych takich jak Naruto Shippuden czy Dragon Ball Xenoverse. 

Fabułę pomińmy, bo jest tak słaba, że szkoda nawet o niej wspominać (choć gdyby twórcy się postarali – mogliby zrobić z tego coś ciekawego), skupmy się zamiast tego na mięsku. Na starcie, podobnie jak w Mario Kart 8 Deluxe, mamy odblokowane wszystkie postacie: oryginalną szesnastkę z Wii U, plus cztery Pokemony dostępne wcześniej tylko na automatach i ekskluzywny dla tego wydania gry Decidueye z 7 generacji, co daje nam łącznie 21 zawodników. Trochę mało, a biorąc pod uwagę to, że materiałem źródłowym było przeszło 800 stworków... No trochę słabo, zwłaszcza, że wybór niektórych zawodników jest dość specyficzny. Chandelure zamiast Himtonchana/lee/topa? Zapaśnikowa wersja Pikachu (Pikachu Libre), podczas gdy jego miejsce wspaniale by mógł zając np. Hawlucha, który faktycznie jest stylizowany na meksykańskich luchadores? Osobiście kilka stworków bym wymienił, albo po prostu dodał ich więcej. 

Po wybraniu Pokemona (podzielone na cztery typy: Speed, Power, Technique, Standard, każdy z nich ma swoje mocne i słabe strony), przychodzi pora na wybór supportu. Tutaj znowuż mamy odblokowane wszystkie wspierające pary Pokemonów z dodatkiem w postaci jednej nowej pary. Wsparcia używać możemy w trakcie walki po naładowaniu i wykorzystać go, zgodnie z przeznaczeniem opisanym w sekcji wyboru, do np. zwiększenia siły ataku, lekkiego uleczenia, czy zaatakowania przeciwnika. Wspierającego Pokemona z dwójki wybranych będziemy wybierać przed każdą rundą walki.

Gdy w końcu wybierzemy naszego zawodnika i parę wspierającą, pora na danie właściwe – walkę, która podzielona jest na dwie fazy, 3D i 2D. Walka w fazie 3D (Field Phase) przebiega podobnie jak w Naruto Shippuden: Pokemony w walce 1 na 1 poruszają się po owalnej, trójwymiarowej przestrzeni i walczą między sobą. Kiedy jednej ze stron uda się mocno przywalić drugiej, gra automatycznie przechodzi do trybu 2D (Duel Phase), w której to walczymy w bardziej standardowym formacie, z kamerą umieszczoną z boku, gdzie poruszamy się w dwóch płaszczyznach. Naturalnie, ponownie, po jakimś mocniejszym combosie, gra wraca do Field Phase. Żeby skomplikować trochę sprawę, sterowanie postacią różni się delikatnie w zależności od tego w jakiej fazie się znajdujemy, podobnie niektóre ataki są dostępne jedynie w konkretnym etapie walki. Brzmi skomplikowanie, ale skoro nawet taka sierota bijatykowa jak ja ogarnęła o co chodzi w trymiga to i Ty ogarniesz.

A może trójkącik i grzmot?

Jeśli jesteś przyzwyczajony do kręcenia ćwierć-kółek z Street Fightera czy wyciskania skomplikowanych combosów w Tekkenie, lekkim szokiem może być dla Ciebie kontakt z Pokkenem, bo tutaj nie ma ani tego, ani w zasadzie i drugiego. Do dyspozycji mamy cztery przyciski + piąty odpowiedzialny za tarczę. Jeden przycisk jest odpowiedzialny za skok, a pozostałe za ataki, gdzie w zależności od fazy pełnią inną funkcję. Oczywiście combosy w tej grze występują, jednak nie licz na zapamiętywanie długich sekwencji przycisków, Pokken jest szybki, stosunkowo prosty i efektowny, gdzie często nawet naciskając przyciski chaotycznie na ekranie coś fajnego się wydarzy. Oczywiście o ile nie grasz z ogarniętym przeciwnikiem, który słyszał o trójkącie ataków. 

„Trójkąt ataków? A cóż to?”, mógłbyś zapytać, gdybyś nie czytał wcześniej w sieci absolutnie niczego o Pokkenie, łącznie z recenzją oryginalnej wersji autorstwa naszego drogiego Igora. Jeśli jednak nie wiesz, to spieszę z wyjaśnieniem: Ataki w Pokken Tournament DX oparte są na prostej zasadzie kamień-papier-nożyce, gdzie na każdy atak mamy dostępną kontratak. Zwykłe ciosy (wspomniane trzy przyciski, A,X,Y) pokonują chwyt (Y+B), chwyt pokonuje kontrę (X+A), a kontra pokonuje zwykłe ciosy. Umiejętność czytania ataków przeciwnika i odpowiednie reagowanie jest kluczowe do zwycięstwa w walce. Nie możesz zbyt długo atakować zwykłymi ciosami, bo przeciwnik w końcu użyje na Tobie kontry. Jeśli jesteś na tyle sprytny i ogarnięty, na czas możesz użyć chwytu, by pokonać jego kontrę i zyskać jeszcze większą przewagę w walce.

Poza wymianą ciosów i używaniem od czasu do czasu wspierającego Pokemona, podczas walki uzupełnisz pasek Burst. Gdy ten się wypełni, możesz wzmocnić swojego Pokemona, dzięki czemu będzie on mniej wrażliwy na ciosy wroga, sam będzie miał więcej siły, trochę się podleczy i generalnie stanie się chwilową maszyną do zabijania. Żeby było lepiej, w trakcie Burst możesz jednorazowo wykonać dewastujący i efektowny atak. O ile trafisz we wroga, bo tego typu ciosy łatwy można uniknąć, bądź po prostu w porę zablokować tarczą. Tarcza, swoją drogą, chroni zawodnika przed wszelkimi ciosami, choć szybko się niszczy, a i tak lekko obrywamy podczas ochrony. Dodatkowo tarczę bardzo łatwo obejść chwytem.

Cała ta mechanika przechodzenia z walki 3D w 2D i na odwrót, różne ataki w zależności od fazy potyczki, trójkąt ciosów, pokemony wspierające, burst potrafią przyprawić o zawrót głowy i sam osobiście na początku nie wiedziałem co się w ogóle dzieje. Tu z pomocą przychodzi kilka tutoriali dokładnie wyjaśniających jak się to wszystko je, dzięki czemu każdy ogarnie mechanikę. 

W pojedynkę...

Pokken Tournament DX oferuje klasyczną ligę, po której szczeblach będziesz się wspinać walcząc z kolejnymi uczestnikami turnieju. W ramach nowości, na każdym poziomie ligi będziesz mógł wypełniać misje z panelu, który po ukończeniu da Ci jakiś skromny bonus + ładną graficzkę do podziwiania. Mała rzecz, a cieszy. Zadania są zróżnicowane (od wygrania X walk, po użycie Y razy danego Pokemona czy ataku) i wprowadzają troszeczkę świeżości do dość szybko nudzącego się trybu dla gracza pojedynczego. Inna nowością jest wprowadzenie codziennych wyzwań, za wykonanie których zostaniesz nagrodzony paroma punktami rozwoju dla danego Pokemona. Po co? Po każdej walce  zawodnik nabiera coraz to większego doświadczenia i raz na jakiś czas zdarzy mu się nabić nowy poziom i zyskać punkt umiejętności do wykorzystania. Punkty te możesz przeznaczyć na rozwój jednej z czterech statystyk (atak, obrona, długość działania bursta i skrócenie czasu ładowania supportu). Inną nowością jest nowy tryb walki, gdzie obie strony wybierają po trzy pokemony i walczą ze sobą 1 vs 1 dopóki jedna ze stron nie straci wszystkich swoich zawodników.

I we dwoje!

Kiedy znudzi Ci się gra singlowa (poza ligą dostępne są też klasyczne pojedyncze walki na ustalanych przez Ciebie regułach) możesz skoczyć do walki z oponentem na kanapie lub grać po sieci. Skupię się na chwilę na lokalnym multiplayerze bo jest to temat trochę bardziej drażliwy. Zacznę może od plusów: Switch z racji swojej hybrydowości i możliwości korzystania z każdego Joy-cona jako osobnego kontrolera, oferuje lokalny multiplayer (prawie) bez żadnych kompromisów. Pojedynczy Joy-con w zupełności wystarcza by w pełni komfortowo grać z kimś w Pokkena, ale niestety sama gra już sprawy nie ułatwia Grając lokalnie, mamy do wyboru dwa tryby gry: Albo z podzielonym ekranem, albo z jednym, ustawionym z perspektywy pierwszego gracza. Pierwszy tryb jest tragiczny, bo nie dość, że chodzi w 30 klatkach na sekundę, to jeszcze obraz dla obu graczy jest pomniejszony by zachować proporcje. Drugi tryb jest znacznie lepszy, bo oferuje stabilne 60 klatek, ale z drugiej strony drugiemu graczu może być trudno przestawić się na to, że w fazie 3D zawsze jest z „tyłu” ekranu. O Online niestety niewiele mogę powiedzieć, gdyż zwyczajnie nie udało mi się trafić na żadnego gracza. Nic dziwnego – w końcu gra debiutuje za kilka dni. Podejrzewam jednak, że wzorem oryginału z Wii U – wszystko chodzi bez żadnych problemów.

1080p nie ma ale też jest bardzo fajnie

Tyle się opisałem o mechanikach i trybach gry, że zapomniałem wspomnieć o grafice i udźwiękowieniu! Tutaj przybijam piątkę ekipie odpowiedzialnej za szatę graficzną i sferę muzyczną Pokkena bo odwalili solidną robotę. Modele Pokemonów są szczegółowe, każdy z unikalnymi i płynnymi animacjami. Tła aren tętnią życiem i detalami, a utwory muzyczne pobrzmiewające w tle są co najmniej dobre, z moim osobistym faworytem jest Magikarp Festival, który jest zwyczajnie fenomenalny. By dopiąć technikalia: Pokken śmiga w 720p i 60 klatkach na sekundę zarówno w trybie przenośnym jak i stacjonarnym, co może być pewnym problemem dla co niektórych, ale trzeba przypomnieć, że oryginał z Wii U chodził w niepełnym HD Ready przy chwilowo niestabilnych 60 fps. Naturalnie, przy podzielonym ekranie w lokalnej walce klatkarz spada do 30 klatek. Dodatkowo, brak w tej grze jakiegokolwiek anty-aliasingu, dlatego na zrzutach gra wygląda dość słabo. No i Pokkena możemy wziąć wszędzie ze sobą co jest niepodważalną zaletą. 

Jeśli powyższe informacje utwierdziły Cię w swoim przekonaniu do tego by kupować, bądź nie, Pokken Tournament DX, to moje zadanie zostało wykonane. Na koniec chciałbym jedynie dodać, że fighter od Nintendo jest naprawdę solidnym kawałkiem kodu z ciekawą mechaniką walki, świetną rozgrywką (w multiplayerze, singiel średni), bardzo dobrym wykonaniem technicznym. Mi, jako laikowi fighterów tytuł przypadł mocno do gustu, szkoda jedynie, że wprowadził niewiele zmian względem materiału źródłowego.

Finalnie, jeśli nie grałeś nigdy w Pokkena, do oceny możesz śmiało dodać jedno, okrągłe oczko. Dla graczy już z tytułem zaznajomionych zmian może być po prostu za mało. Nadal jest to jednak tytuł solidny i dobry.

Tagi: pokken pokken tournament pokken tournament dx

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Mechanika
  • + Grafika, animacje
  • + Muzyka
  • + Zadania do wykonania w lidze
  • + Codzienne wyzwanie
  • + Nowe tryby
  • + Nowe Pokemony
  • - Split-screen to jakiś ponury żart
  • - Tryb dla pojedynczego gracza, fabuła
  • - Mimo wszystko dla niektórych - tylko 720p
Kryspin Kras
Kryspin Kras Pokken Tournament DX to bardzo dobra bijatyka i pozycja obowiązkowa dla posiadaczy Switcha, jeśli tylko nie grali w oryginał. Szkoda, że zmian jest mało, ale to nadal solidny szpil godny polecenia.
Oceń recenzję
+ +6 -

Miesięcznik PSX Extreme