SKLEP
Wojciech Gruszczyk 30.08.2017
Mario + Rabbids Kingdom Battle - recenzja gry
1436V

Mario + Rabbids Kingdom Battle - recenzja gry

Nowa platforma Japończyków od kilku miesięcy bombarduje ciekawymi produkcjami na wyłączność. Jeśli jednak znajdujecie się w gronie tych mniej uradowanych klientów, którzy wciąż narzekają na brak nowych IP, to łapcie konsole w łapy, wrzucajcie do niej Mario + Rabbids: Kingdom Battle, a następnie podziwiajcie. Francuzi nie wymyślają nowego gatunku, ale pokazują, że nawet tak niedorzeczny mix może odnieść zdumiewający sukces.

Mario + Rabbids Kingdom Battle
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: 29.08.2017
  • Nie
  • od lat 7 przemoc

18 listopada 2016 roku, czyli dwa miesiące przed prezentacją Nintendo Switcha, cztery przed premierą urządzenia, a ponad pół roku przed E3 2017, na którym gra została zaprezentowana, pojawiła się pierwsza plotka o Mario + Rabbids: Kingdom Battle. Zamiast wielkiego show, na konferencji Ubisoftu w Los Angeles znaliśmy już długość historii, widzieliśmy grafikę z pudełka i w zasadzie brakowało tylko oficjalnych materiałów wideo. Mimo tak wielkiej wpadki, francuska korporacja zdołała pozytywnie zaskoczyć, bo wrzucając swoje Kórliki do świata wąsatego Mariana stworzono produkcję, która śmiało może okazać się jedną z największych niespodzianek 2017 roku.

Trzy koncepcje tworzą idealną całość

Na papierze Mario + Rabbids: Kingdom Battle wyglądało źle, ale na szczęście już pierwsze filmy pokazały, że taki pomysł może odnieść sukces. W grze nie natraficie na głęboką, zapadającą w pamięć historię, bo opowieść jest wyłącznie tłem dla rozgrywki oraz świetnego humoru zaczerpniętego z najlepszych produkcji Francuzów. W telegraficznym skrócie: produkcja oferuje prostą opowiastkę, w której wspomniane Kórliki zyskują tajemniczy sprzęt do łączenia dwóch elementów i dzięki jego możliwościom zagrażają całemu Grzybowemu Królestwu. Gdyby tego było mało, w ten wielki chaos znacząco wplątuje się młody Bowser, a naszym zadaniem jest zebranie ekipy i uratowanie całego świata. Przygoda naprawdę nie jest skomplikowana, ale zarazem nie przeszkadza, a dzięki mocnemu humorowi nie miałem problemu z uczestniczeniem w tej niespełna dwudziestogodzinnej opowieści.

Sporym atutem wydarzeń są postacie. Mario, Luigi, Księżniczka Peach, Yoshi oraz Kórlik Mario, Kórlik Luigi, Kórlik Księżniczka Peach oraz Kórlik Yoshi to zestaw, który w wyjątkowy sposób potrafi ubarwić te nawet najzwyklejsze sceny – dobrą robotę wykonują tutaj postacie ze świata Ubisoftu, które nie dość, że wyglądają przekomicznie, to posiadają swoje charakterystyczne ruchy. Pewnie nie każdemu przedstawiona forma żartów przypadnie do gustu, ale ja jako zagorzały miłośnik Kijka Prawdy potrafię docenić pracę Francuzów.

Gra może dodatkowo pochwalić się świetną, kolorową oprawą, którą po prostu ogląda się ze sporą przyjemnością, bo obok dwóch głównych trybów rozgrywki, bardzo często przyglądamy się przerywnikom filmowym prezentującym zaskakującą jakość. W zasadzie wszystkie cztery odwiedzone przez zespół światy wyglądają dobrze – wpadamy tutaj do wielkiego ogrodu, innym razem biegamy po pustyni, mamy okazję sprawdzić nawiedzone okolice, czy też miejscówkę przesiąkniętą lawą. Pozytywne wrażenie sprawia także udźwiękowienie, które szczególnie przypadnie do gustu największym fanom produkcji z serii Mario, bo nietrudno odnaleźć tutaj dźwięki zaciągnięte z popularnych przygód. Pozycja jest w zasadzie sporą dawką najróżniejszych Easter Eggów, które odkrywa się ze sporą radością – plakaty prezentujące inne tytuły, rozmowy o wcześniejszych historiach, powracające postacie, czy też nawet sam sprzęt, który pozwala łączyć przedmioty.

Walcz, twórz taktyki, rozwijaj postacie

W pierwszych przeciekach nikt nie uchylił rąbka tajemnicy na najważniejszy element produkcji. Mario + Rabbids: Kingdom Battle to w głównej mierze połączenie ostatnich przygód z serii XCOM z prostą platformówką z zagadkami logicznymi. To właśnie te dwa zróżnicowane elementy rozgrywki sprawiają, że tytuł od początku nie nuży, bo autorom udało się zachować zdrowy balans pomiędzy walką a bieganiem po lokacjach – zdaniem oficjalnych informacji proporcje to 65% pojedynków do 35% biegania, ale możecie mi uwierzyć na słowo, że deweloperom udało się znaleźć złoty środek.

Najważniejsza jest oczywiście walka. Wchodząc do wyznaczonych miejsc trzyosobowy oddział przenosi się na wydzieloną arenę, a cała rozgrywka polega na dobrym wykorzystaniu broni oraz zdolności postaci. Każdy z bohaterów posiada inne zdolności, ma własne drzewko umiejętności, a także dysponuje innymi broniami, więc już po kilku pierwszych godzinach z łatwością dostrzeżecie, że Ubisoft pod płaszczem kolorowej przygody dla najmłodszych, stworzył rasową, strategiczną, a zarazem taktyczną produkcję, która potrafi wymęczyć.

W trakcie rywalizacji, podobnie jak w przygodach studia Firaxis Games, musimy chować się za przeszkodami, dobrze obserwować przeciwników, uczyć się ich zachowań, a w ostateczności i tak sporo zależy od naszego podejścia oraz przygotowanego zespołu. Francuzi nie zdecydowali się na rozbudowę bazy, szukanie szczątków obcych, czy inne przyjemności znane z XCOM-ów, ale tutaj przed każdym pojedynkiem wybieramy lub kupujemy spluwy, dobieramy umiejętności i układamy zespół. A nie jest to łatwa sprawa, bo po kilku dłuższych walkach okazuje się, że musimy dogłębnie poznać możliwości postaci, bo dzięki licznym zależnościom kreujemy taktyki, które nadają się na konkretnych przeciwników.

Twórcom udało się rozłożyć „niespodzianki” w formie nowych oponentów w czasie, więc w trakcie rozgrywki na każdym kroku natrafiamy na nowych rywali, a i tak największą przyjemność sprawiają starcia z bossami – studio stworzyło wyśmienite indywidualności, które nie tylko wyglądają świetnie (projekt wszystkich postaci to mistrzostwo świata!), ale w dodatku potrafią zmusić do jeszcze większego kombinowania.

Mario + Rabbids: Kingdom Battle zaskakuje w momencie, gdy faktycznie orientujemy się, że postacie nie są tylko „kukiełkami z giwerami”, a w naszym arsenale zawitają bronie charakteryzujące się statystykami oraz specjalnymi mocami - w dodatku za zdobytą walutę stale kupujemy nowe egzemplarze. Każdy z bohaterów może korzystać z dwóch zabawek korzystających z dwóch zdolności, które możemy w ciekawy sposób łączyć i w konsekwencji lepiej radzić sobie z przeciwnikami znajdującymi się na arenach. Tytuł rośnie z każdą kolejną godziną i dopiero przy końcówce trzeciego świata zacząłem odczuwać skromne znużenie materiałem.

Biegaj, eksploruj, szukaj i przesuwaj

Na szczęście nawet po najtrudniejszej walce przychodzi chwila relaksu. Wtedy to bohaterowie biegają za małym robotem Beep-O, który z wyglądu przypomina automatyczny odkurzacz z uszkami oraz oczami. To właśnie ta maszynka pomaga lepiej zrozumieć sytuację na ekranie i pozwala uczestniczyć bohaterom w wielkiej eksploracji.

Francuzi nie zdecydowali się na typową platformówkę, więc trójka postaci biega za wspomnianym robotem, a w trakcie podróży Marian z ekipą nie mogą skakać - ich zadaniem jest po prostu zbieranie monet, czy też rozwiązywanie prostych zagadek logicznych. Nikt raczej nie zapłacze z powodu poziomu łamigłówek, bo wszystkie zostały stworzony w dobry-łagodny sposób i w trakcie zabawy po prostu nie męczą. To banalne „przesuń, wsuń, znajdź, otwórz”, które jest kapitalną odmianą dla trudniejszych pojedynków z giwerami w rolach głównych.

Kozacko zostały przygotowane również poszczególne światy, bo trudno się w nich zatracić, a przemierzanie kolejnych krain jest przyjemne. Mimo tych wszystkich zachwytów właśnie podczas eksploracji kilkukrotnie napotkałem na niedogodności z kamerą, która została zablokowana i przez to miałem problem z odpowiednim rozwiązaniem zagadki. Sytuacja nie jest na szczęście standardem, a wyłącznie wypadkiem przy pracy, który zapewne zostanie naprawiony przez jedną z pierwszych aktualizacji.

Sporą niespodzianką była dla mnie kooperacja. W tym wypadku dwóch graczy korzystając po jednym z Joy-Conów może uczestniczyć w przyjemnych misjach, jednak szkoda, że autorzy nie zdecydowali się na rywalizację sieciową. Dodatkowo w grze brakuje kilku trybów PVP, które po prostu idealnie nadają się do przygotowanego systemu walki – taki wariant sprawdza się w serii XCOM i na pewno tutaj byłby przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Małym urozmaiceniem przygody po zakończeniu głównej historii jest możliwość odwiedzania wcześniej niedostępnych miejsc – w każdym ze światów mijamy kilka miejscówek, do których możemy wejść dopiero po zdobyciu odpowiednich zdolności. Niektórzy mogą nawet pokusić się o zdobycie wszystkich znajdziek, czy też ukończenie każdego pojedynku na 100%, jednak to już raczej zabawa dla graczy, którzy nie mają większych planów na kolejne wieczory.

XCOM dla fanów Mario

Nie wierzyłem, że to może się udać. Mario + Rabbids: Kingdom Battle to świetne połączenie trzech światów (Mario + Kórliki + XCOM), w którym każdy element ma swoje miejsce i dobrze współgra z pozostałymi aspektami projektu. Autorzy stworzyli kapitalną rywalizację, która została dobrze „złamana” za pomocą eksploracji, a w dodatku całość wygląda uroczo i oferuje wyważone zagadki z kapitalnym humorem. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to jednorazowa „niespodzianka”, a Francuzi zaskoczą zapowiedzią kontynuacji… Już teraz potwierdzono przygotowanie fabularnych dodatków, jednak taka marka musi zostać kontynuowana czymś większym niż tylko kolejnymi misjami. To bez wątpienia jeden z tytułów, który musi znaleźć się w bibliotece posiadaczy Nintendo Switchów, a jednocześnie kolejny powód, by przychylniej patrzeć w stronę najnowszej platformy Japończyków.

Tagi: mario + rabbids kingdom battle nintendo switch recenzja ubisoft

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Satysfakcjonujące i wymagające walki
  • + Współpraca bohaterów
  • + Przyjemna eksploracja
  • + Dobrze przygotowane zagadki
  • + Kapitalna oprawa idealnie pasująca do koncepcji
  • - Problemy z kamerą
  • - Brak dodatkowych (oczekiwanych) trybów
  • - Od pewnego momentu odrobinę nuży
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Lubię takie niespodzianki. Nic nie zwiastowało tak dobrze wykreowanej przygody z przyjemną rozgrywką. Grać, brać, a Francuzi tworzyć! Prawdziwy must-have dla fanów serii XCOM.
Oceń recenzję
+ +21 -

Miesięcznik PSX Extreme