SKLEP
Kryspin Kras 27.07.2017
Bulb Boy - recenzja gry
935V

Bulb Boy - recenzja gry

Kiedy dowiedziałem się, że małe, krakowskie studio wydaje grę na Switcha, tym samym przecierając szlak dla rodaków tworzących na nową konsolę Nintendo, lekko się zaniepokoiłem. W końcu, mamy tylko jedną szansę by zrobić pierwsze dobre wrażenie. Co dokładnie nam zaserwowali Polacy? Przygodówkowy horror o chłopcu-żarówce.

Bulb Boy
  • Platformy:  NS   PC   Mobile 
  • Data premiery - Polska: 29.10.2015
  • Nie
  • od lat 12 przemoc

Nie mam pojęcia co dokładnie autorzy Bulb Boya brali, ale musiał to być niezwykle mocny towar. W grze wydanej już wcześniej na Steamie i na urządzeniach mobilnych bowiem wcielamy się w tytułowego Bulb Boya – żarówko-głowego dzieciaka, który żyje sobie spokojnie w domu wraz z dziadkiem Naftalinem pamiętającym czasy sprzed elektrycznych lamp oraz swoim ulubieńcem ćmo-psem. Pewnej nocy, gdy wszyscy poszli spać po opowiastkach dziadunia i oglądania seansu żarówkowych horrorów (The Ring, Alien) nad domem pojawia się dziwne, demoniczne „coś”, co wtargnęło do żarówkowego mieszkania i zaatakowało dziadka. Nasz słodko śpiący dzieciak budzi się, odkrywa, że domostwo zostało przejęte przez jakieś demoniczne siły i musi uratować ćmo-psa i opiekuna. Myślicie, że opis historii jest dziwny? Spokojnie, gra dopiero się rozkręca. 

Żarówka nad głową

Bulb Boy to w zasadzie bardzo prosta pod względem rozgrywki przygodówka „point & click” w której mamy bezpośrednią kontrolę nad postacią. Nie ma tu zbyt wielu przedmiotów do zebrania, na próżno szukać łączenia tychże czy abstrakcyjnych rozwiązań problemów. Wszystko w tytule krakusów podane jest jak na tacy i zaciąć się właściwie nie sposób, ale w razie czego z pomocą przychodzi system podpowiedzi, który dość jasno nam powie co w danej sytuacji mamy zrobić. To jednak nie elementy przygodowe, a zręcznościowe sprawią nam największe trudności, gdyż szalony, zielono-czarny Bulb Boy ma takich sekwencji całkiem sporo. Ba, ma nawet walki z bossami! 

Świat żarówkowego chłopca podzielony jest na poziomy, segmenty, składające się zazwyczaj z jednego pomieszczenia wewnątrz którego musimy zebrać jakieś przedmioty i użyć ich w odpowiednim miejscu w celu pchnięcia fabuły dalej. Musimy np. nakarmić pająka znalezionymi robakami by ten eksplodował i przepuścił nas dalej. Czasem, jak już wspominałem, w grę wchodzą elementy zręcznościowe i tak, poza zebraniem paru kluczowych przedmiotów, musimy unikać ataku rozsierdzonego, pozbawionego głowy i piór, gigantycznego indyka. Albo unikać ataków gigantycznej kupy... fekaliów którą sami przed chwilą wyprodukowaliśmy, bo zjedliśmy tego całego indyka z wcześniej z uśmiechem na żarówce...

Pora na... czerń i zieleń! 

Bulb Boy jest chory, szalenie nienormalny. Klimat wprost wylewa się z ekranu konsoli Nintendo (lub TV jak gramy w trybie TV). Lekką dozę normalności dają nam swoiste flashbacki do radośniejszych fragmentów życia żarówy, ale te są w zasadzie tylko krótkimi pauzami, sugerującymi nam przy okazji jakiej kolejnej dozy szaleństwa możemy się spodziewać w kolejnym etapie gry. Nawet sam styl graficzny gry, choć ogólnie lekki i „przyjemny”, nie należy do najnormalniejszych przypominając ten z „Pora na przygodę” przedstawioną głównie w odcieniach czerni i zieleni, tylko, że polaną sosem schizofrenika z dodatkiem garści kału, całą masą różnych eastereggów odnoszących się do popkultury. Udźwiękowienie również stoi na dość wysokim poziomie, muzyka w tle dodaje klimatu, dźwięki otoczenia, protagonisty również. W grze nie znajdziemy żadnych dialogów mówionych, wszystkie „rozmowy” przedstawiane są w formie ikon w chmurkach. 

Zielone światło

Pomimo tego, że jakoś bardzo za przygodówkami nie przepadam, a horror to gatunek który omijam szerokim łukiem, bawiłem się świetnie przy Bulb Boyu. Szkoda, że gra jest niezwykle krótka bo w jakieś 2 godzinki idzie zobaczyć napisy końcowe, ale może to i lepiej, bo nie dosięga nas znużenie prostackimi zagadkami. Tytułem warto się zainteresować, choćby dla samego poznania tego wykreowanego świata i szalonych pomysłów ekipy z Bulbware. Jak na debiut rodaków na konsoli – jest dobrze.

Miesięcznik PSX Extreme
Problemy z prądem
Bulb boy nie miał z początku lekko. Choć gra podbiła serca graczy na Steam Greenlight, kampania Kickstarterowa nie odniosła sukcesu (zebrano 14 tysięcy dolarów z 40 wymaganych). Kampania crowfundingowa przyciągnęła jednak do projektu sporo YouTuberów i inwestorów, co skończyło się tym, że dzieło Bulbware zostało w całości ufundowane przez... Felixa „PewDiePie” Kjelberga. Więc jeśli macie kogoś obwiniać o senne koszmary, to jego ;).  Sama gra osiągnęła spory sukces zdobywając kilka nagród (w tym jedna na Digital Dragons w 2015 roku) i utrzymując całkiem dobry wynik na metacriticu. 

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Klimat
  • + Elementy grozy
  • + Wykręcone postacie
  • + Styl graficzny
  • + Udźwiękowienie
  • - Jako czysty point & click nas nie porwie
  • - Czas gry
  • - Drobne bugi
Kryspin Kras
Kryspin Kras Ekipie z Bulbware udało się stworzyć coś tak ekstrawaganckiego, tak dziwnego, tak nieprawdopodobnego, że nie sposób przejść obok Bulb Boya obojętnie. Nawet jeśli pod tą całą warstwą szkła i fekaliów znajdziemy dość średniego point & clicka.
Oceń recenzję
+ +9 -