SKLEP
Wojciech Gruszczyk 17.07.2017
The Binding of Isaac: Afterbirth+ - recenzja gry
1432V

The Binding of Isaac: Afterbirth+ - recenzja gry

Mając kilka lat na karku przeraźliwie bałem się piwnicy. Nigdy nie wydarzyło się tam nic złego, ale bujna wyobraźnia za każdym razem tworzyła przeraźliwe stwory. Wspominam o tym nie bez powodu, bo ostatnie dni spędziłem na… Bieganiu po piwnicy. Z miejsca powróciły wszystkie najstraszniejsze kreatury, ale teraz byłem gotowy na to spotkanie. W skórze Isaaca, małego, bezbronnego dzieciaka, mierzyłem się z wieloma bestiami i dawno nie czułem takiej satysfakcji.

The Binding of Isaac: Afterbirth+
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: Nie wydano
  • Nie
  • od lat 16 używki przemoc

W 2011 roku na rynku zadebiutowała skromna produkcja zatytułowana The Binding of Isaac. Twórca – Edmund McMillen – w tamtym czasie pewnie nawet nie marzył, że w kolejnych latach przygotuje pięć dodatków, które dosłownie podbiją kolejne platformy. Jego marka wciąż się rozrasta, deweloper kreuje dodatkowe elementy, a najnowsza odsłona – z podtytułem „Afterbirth+” – wkrótce wskoczy na europejskie półki sklepowe w wersji na Nintendo Switcha. Ja miałem okazję zapoznać się właśnie z najnowszą odsłoną i szczerze mówiąc, od dawna nie zostałem tak pozytywnie zaskoczony. Teraz, po kilkunastu godzinach na karku, wiem, że właśnie dla takich małych perełek od czasu do czasu warto ryzykować.

Historia pewnej piwnicy

Zarys fabularny w „rogalach” nie jest zazwyczaj specjalnie intrygujący, ale akurat w tym wypadku warto choć na chwilę przystanąć, zobaczyć krótką, rysowaną wstawkę, bo autorzy w prosty sposób przekazują prostą informację. Główny bohater – Isaac – nie może mówić o wielkim szczęściu, bowiem matka dzieciaka doznaje błogiego oświecenia i głos z „góry” każe jej odciąć malca od wszystkich uciech życiowych. Tak też się staje, jednak głos znowu przemawia i zmuszając kobietę do zamknięcia pociechy w jego pokoju. Trzecia odezwa jest najmroczniejsza, bo rodzicielka pod wpływem namowy z „góry” decyduje się chwycić za nóż i „ofiarować swojego syna” bogu. Protagonista na szczęście w odpowiednim momencie odnajduje tajne przejście do piwnicy, w której rozgrywa się cała przygoda. Historia jest oczywiście luźnym potraktowaniem biblijnej opowieści, w której Abraham ma ofiarować bogu swojego jedynego syna, jednak nietrudno znaleźć w Sieci najróżniejsze teorie dotyczące „prawdy” przedstawionej przez dewelopera. Gracze doszukują się ukrytych znaczeń, starają się zrozumieć wydarzenia, ale nie jest to łatwe, bo twórca świetnie przygotował narrację, która jest ukryta w dwudziestu zakończeniach… A i tak nawet widząc ostatnią scenę, nie otrzymujemy wszystkich niezbędnych informacji.

Gra zachęca do odkrywania, łączenia faktów, szukania dodatkowych szczegółów, bo jednocześnie oferuje piekielnie satysfakcjonujący i przyjemny system rozgrywki. W głównym trybie wpadamy do wspomnianej piwnicy, która za każdym razem jest generowana losowo, a każdy jeden pokój stanowi dla gracza wyzwanie, bo Isaac na swojej drodze do szczęścia napotyka najróżniejsze potwory, o których nie śnił w najgorszych koszmarach. Bohater na szczęście nie jest bezbronny, bo może oponentów eliminować za pomocą… Łez. Heros znajdując się w opłakanej sytuacji może na początku korzystać wyłącznie z tak prostego „ataku”, ale dość prędko wpadamy w pomieszczeniach na kolejne przedmioty, które wpływają na możliwości postaci. Ponad 500 znajdziek wpływających na możliwości herosa dość prędko sprawia, że Isaac z bezbronnej pierdoły staje się gotowym do walki wojownikiem. Ogromna jest przy tym skala produkcji, bo w grze niemal systematycznie wpadamy na nowe przedmioty, które tak naprawdę na początku są dla nas sporą tajemnicą. Autor nie spędził miesięcy na tłumaczeniu podstaw każdego z dodatków, a gracz wszystko odkrywa w trakcie rozgrywki. Jest to genialny pomysł, bo za każdym razem czujemy pewną nutkę „tajemniczości”.

Walka, walka, walka i śmierć

McMillenowi udało się stworzyć rogala „niemal idealnego”, bo gra oferuje banalnie prostą oprawę, a jednocześnie serwuje wymagający i przy tym piekielnie satysfakcjonujący gameplay. Każda rozgrywka w trybie podstawowym wygląda tak samo – wpadamy do piwnicy, możemy wchodzić do kolejnych pokoi, gdzie niemal za każdym razem czekają na nas przeciwnicy, pułapki lub skarby i dopiero po pokonaniu wszystkich oponentów możemy wejść do kolejnego pomieszczenia. Autor przygotował ponad 6000 lokacji i jednocześnie zadbał o świat generowany losowo, który podobno pozwala na 4 miliardy kombinacji… W konsekwencji nie można trafić na identyczny układ miejscówek, więc biegamy z błogą radością, mordujemy i próbujemy przetrwać. Produkcja jest wymagająca, a jak na przyzwoitego „rogala” przystało, śmierć jest tutaj bardzo kosztowna. Mimo, że na początku giniemy odrobinę za często, to nietrudno narzekać na poziom trudności, bo każda śmierć jest wywołana wyłącznie naszym błędem – system walki jest banalny, bo klawisze X/A/Y/B odpowiadają za atak w poszczególnym kierunku, więc naszym zadaniem jest po prostu dobre opanowanie sytuacji na ekranie.

Czy jest to proste? Zdecydowanie nie, ale właśnie w tym tkwi najmocniejszy aspekt Isaaca, bo tytuł potrafi wymęczyć, bo gdy akurat uda się pokonać jednego z bossów, zostaje nam pół serduszka, czujemy tę błogą satysfakcję… A po chwili wpadamy na małego karalucha, który przez przypadek nas pacnie i rozpoczynamy wszystko od początku.

Mądrze został również przygotowany system rozwoju bohatera. Nie znajdziecie tutaj typowego poziomu doświadczenia, a wszystko opiera się na wspomnianych przedmiotach – poszczególne elementy wpływają na nasz wygląd, atak, celność, jakość „łez”, siłę, zasięg strzałów, czy po prostu pozwalają nam skorzystać ze specjalnych zdolności. Część z nich możemy użyć tylko raz, inne można ładować, choć jednocześnie możemy korzystać wyłącznie z jednej „broni”, a jeszcze po drodze zdobywamy monety, które możemy wydawać na leczenie lub specjalne dodatki. To wszystko sprawia, że tak naprawdę przez dobre kilkanaście pierwszych godzin uczymy się podstaw, chłoniemy pozycję i trudno tutaj o chwilę nudy.

Więcej walki, więcej śmierci, więcej Isaaca

Isaac od 2011 roku systematycznie rośnie. W grze pojawiają się dodatkowe postacie, które różnią się wyglądem i statystykami, wciąż rodzą się kolejne zakończenia, wspomniane bronie, bossowie (teraz jest ich ponad 50 z różnymi wariantami), kolejne bestie, czy też wyzwania. Te ostatnie pozwalają zainteresowanym biegać po specjalnie spreparowanych lochach, w których otrzymujemy z góry specjalne umiejętności, czy też możliwości – najlepiej wspominam wcielenie się w anioła, który musiał ochraniać za pomocą wielkiego miecza jednego z potworów. Rozgrywka nie zmieniła się jakoś specjalnie, bo nadal biegałem po kolejnych pokojach, ale walka była naprawdę konkretna. W Afterbirth+ pojawia się jeszcze przystępny bestiariusz (z liczbą zgonów przez daną postać), dzienne wyzwania (szybka akcja na wyznaczonych regułach), a na pewno warto również wspomnieć o nowym trybie nazwanym „Greed Mode” (dostępny już w Afterbirth).

W Greed Mode nie biegamy po wielkiej, generowanej losowo piwnicy, a wpadamy do małego pomieszczenia o określonej budowie, w których otrzymujemy „guzik” do włączania kolejnych fal przeciwników – problem polega jednak na tym, że każde wyłączenie akcji kosztownie wpływa na zdrowie. Rozgrywka jest wyjątkowo dynamiczna, bo bestie atakują po wyznaczonym czasie, losowo wpadają mini-bossowie, a na końcu zawsze mierzymy się z potężniejszym przeciwnikiem. Poziom trudności jest tutaj zdecydowanie podkręcony, a w trakcie rozgrywki musimy mądrze dysponować zbieraną gotówką (sklep pozwala kupować życia i przedmioty). Ten wariant zabawy to przyjemna odskocznia od standardowych elementów gry.

Wersja na Nintendo Switcha oferuje również rozgrywkę w kooperacji, jednak wciąż żałuję, że w grze nie znalazła się normalna współpraca połączona z sieciową walką o przetrwanie. Za każdym razem drugi gracz w Isaacu jest wyłącznie dodatkiem – oddajemy mu życie, ale on nie może zbierać nowych zdolności i powiększać swojej siły. Pewnie stworzenie pełnoprawnego trybu sieciowego z kooperacją zajęłoby sporo czasu, ale myślę, że byłoby to świetne uzupełnienie trybów, bo po pewnym czasie pozycja pozostawia skromny niedosyt.

Mała, przerażająca i wymagająca… Perła

The Binding of Isaac: Afterbirth+ trafi do Europy dopiero we wrześniu, ale już teraz bez najmniejszego problemu możecie zagrać w amerykańską wersję. Gra charakteryzuje się prostą oprawą, która jednak potrafi oczarować niezwykłym, mrocznym i odrobinę groteskowym klimatem.

Tytuł nie należy do najtańszych, bo to jedna z tych produkcji, która wciąż rośnie i jednocześnie wciąż trzyma cenę. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem wydaje się wypróbowanie jednej z wersji na Steam, a gdy wsiąkniecie w ten świat, bez przeszkód można inwestować w najdroższą wersję. Tytuł został świetnie przygotowany w wersji na Nintendo Switcha i działa idealnie w każdych warunkach (60 klatek na sekundę) – najwięcej czasu aktualnie grałem leżąc na kanapie w trybie przenośnym, ale odbyłem też kilka sesji przy włączonym telewizorze.

Fanów pierwowzoru pewnie nie muszę specjalnie zachęcać, ale wspomnę tylko, że najnowsza odsłona charakteryzuje się 68 nowymi przedmiotami, 29 „drobiazgami", 19 „pickupami”, 4 kolejnymi bossami, jednym świeżutkim finalnym bossem, wieloma alternatywnymi formami bossów, 3 transformacjami, nową postacią (Apollyn), setką pokoi, następnymi przeciwnikami z różnymi wariantami, 5 nowymi wyzwaniami, nowym finalnym rozdziałem, czy też wspomnianym bestiariuszem i Greed Mode. Jest tutaj co robić, odkrywać, biegać, ale bez wątpienia jest to typowy „rogal” – z wszystkimi przyjemnościami oraz wadami takiej propozycji.

Od dobrych kilkunastu dni zagrywam się w Isaaca i trudno mi wyobrazić sobie wieczór bez przynajmniej jednej sesji. Przy większym szczęściu „szybka gra przed snem” zamienia się w trzydziestominutową posiadówę, po której chce zazwyczaj zagrać „jeszcze jeden raz”. Gra silnie uzależnia, ale przy tych wszystkich swoich blaskach jest jednak świetnym uzupełnieniem biblioteki – grając kilka godzin bez przerwy miałem często ochotę zrobić sobie przerwę, załączyć coś innego, a gdy już to zrobiłem to… Chciałem ponownie wrócić do piwnicy.

Tagi: www.powerplay.com.pl

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Silnie wciągająca i uzależniająca rozgrywka
  • + „Mamo, jeszcze tylko jedna sesja”
  • + Zawsze wpadamy do innego miejsca
  • + Często zbieramy nowe zabawki
  • + Poziom trudności został mistrzowsko zbalansowany
  • + Świetna gra w każdym trybie Nintendo Switcha
  • - Przydałyby się dodatkowe warianty zabawy
  • - Porządny tryb sieciowy jest marzeniem
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Nie wierzyłem w siłę tego małego golasa, ale dość prędko przekonałem się o jego mocy. To taka mała perełka, którą po prostu trzeba sprawdzić… A następnie przygotować sobie kilka godzin wolnego, bo trudno odejść od konsoli.
Oceń recenzję
+ +8 -

Miesięcznik PSX Extreme