SKLEP
Wojciech Gruszczyk 14.03.2017
1-2 Switch - recenzja gry
2423V

1-2 Switch - recenzja gry

Na konsolach Nintendo nigdy nie brakowało świetnych gier imprezowych, dlatego z wypiekami na ustach wyczekiwałem na pierwsze sesje z 1-2 Switch. Dobra zabawa przy konsoli w doborowym towarzystwie? Jak najbardziej, ale Japończycy tym razem nie serwują głównego dania każdej zakrapianej imprezy, lecz pokazują, że Nintendo Switch ma ogromny potencjał. Szkoda, że płacimy za niego aż tyle.

1-2-Switch
  • Platformy:  NS 
  • Data premiery - Polska: 03.03.2017
  • Nie
  • od lat 7 przemoc

Nintendo sporo czasu antenowego poświęciło na promocję 1-2 Switch. Zestaw gier imprezowych, które umilą każde spotkanie ze znajomymi? Brzmi idealnie, a gdy zerkniemy na listę prezentowanych tytułów, to nietrudno chwycić się za głowę i jęknąć z podniecenia. 28 produkcji na małym kartridżu brzmi niczym spełnienie wszystkich pragnień największych fanów part-gameów, jednak kolejny raz przekonałem się, że nie liczy się ilość, a najważniejsza jest jakość.

Patrz mi w oczy, nie drgnij, graj!

Po krótkim wstępie i wypróbowaniu pierwszych tytułów, do naszej dyspozycji deweloperzy oddają całą gamę 28 produkcji. To naprawdę sporo, jednak trzeba mieć świadomość, że rozgrywka w każdą z propozycji trwa maksymalnie 2 minuty. Na pewno dużym plusem są tutaj krótkie, instruktażowe filmiki, które dokładnie tłumaczą zasady i pozwalają bez przeszkód zapoznać się z przygotowaną zabawą. W dodatku przełączanie pomiędzy tytułami, a nawet samo uruchomienie działa w ekspresowym tempie i pod tym względem nie można do produkcji się przyczepić.

Tutaj niemal każda gra została przygotowana dla dwóch graczy, którzy trzymając po jednym Joy-Conie muszą stać naprzeciwko siebie i patrząc sobie w oczy, wykonują polecenie. W tej sytuacji ekran Nintendo Switch lub telewizora jest wyłącznie dodatkiem prezentującym wynik – to ciekawy pomysł, który sprawia, że gra staje się wyłącznie dodatkiem (narzędziem) do prawdziwej zabawy. Nintendo wpadło na świetny pomysł, bo bardzo łatwo pomiędzy graczami dochodzi do interakcji – uśmiechy, śmieszne komentarze, a nawet najróżniejsze uszczypliwości to tylko kwestia czasu. 1-2 Switch zaprasza graczy do integrujących i zarazem interesujących zmagań, które jednak nie otrzymały najważniejszego – ciekawej rozgrywki.  

Problem pojawia się jednak po półtorej godziny. W tym czasie bez problemu można sprawdzić każdy z tytułów i zaczynają się schody. Bez trudu, nawet obudzony w nocy, a dodatkowo z uśmiechem na ustach, wymienię kilka tytułów, które szczególnie przypadły mi do gustu, ale po kilku pierwszych chwilach rozgrywki nie odczuwałem potrzeby powtórki danego zmagania. Przygotowanym grom brakuje bodźca zachęcającego do morderczego katowania konkurencji, które w wielu przypadkach przy pierwszym spotkaniu oczarowują.

"Nie róbcie tego z teściową"

Nie zamierzam opisywać każdej z mini-gier, bo jedną z większych przyjemności jest poznawanie ich z kontrolerem w łapie, ale wspomnę o kilku, które potrafią „sprzedać” pudełko. Największym zaskoczeniem jest produkcja, w której naszym zadaniem jest odgadnięcie ile metalowych kulek znajduje się w Joy-Conie – tutaj magiczne właściwości pokazuje HD Rumble, bo właśnie przez tę technologię podczas obracania padem faktycznie mamy świadomość, że w środku „coś się znajduje”. Obracamy, kręcimy, liczymy i czujemy!

Podobne pozytywne wrażenie pozostawia po sobie otwieranie sejfu – urządzenie trzymamy w dłoni i obracając je staramy się wyłapać minimalne drganie, które zaalarmuje nas, że w tym miejscu trzeba się na chwilę zatrzymać. Wymagająca zabawa i sporo śmiechów, bo z upływającym czasem i kolejnymi wyskokowymi napojami, można się napocić, by znaleźć właściwy moment na zatrzymanie dłoni.

Gdy już wspominam o śmiechu, to na pewno muszę Wam polecić dojenie krowy. Nie róbcie tego z teściową, która pewnie do końca życia będzie na mnie krzywo patrzeć (dobra, robiła to wcześniej), ale nawet starsza babka potrafiła okiełznać pada i chyba… Dobrze się bawiła. W tym wypadku do Joy-Cona należy dołączyć „ramiączka”, które umożliwiają łatwiejsze klikanie dodatkowych klawiszy.

Kilka przyjemnych chwil spędziłem również przy bieganiu do flagi – tutaj jak we wszystkich grach „ruchowych” musimy imitować rękami bieg, a po dotarciu do wyznaczonego celu, należy podnieść rękę. Rozgrywka potrafi wymęczyć podobnie jak „Zen”, czyli yoga. Ta propozycja spodoba się graczom-skałom, którzy potrafią na kilka minut zastygnąć w bezruchu. Małym problemem jest dość nienaturalna poza i fakt, że najmniejszy ruch jest przechwytywany przez Joy-Cona. Nie jest łatwo!

Wyśmienitą prezentacją możliwości kontrolerów Nintendo Switch jest również otwieranie skarbu – mały pakunek został oplątany metalowym łańcuchem, a zadaniem śmiałków jest obracanie sprzętem w taki sposób, by rozwiązać pakę. Pierwsza myśl? Kręć jak najszybciej w dowolnym kierunku, ale to nie jest takie oczywiste, bo ta koncepcja sprawia, że jeszcze bardziej komplikujemy sytuację. Konkretną próbą nerwów jest pojedynek na dzikim zachodzie, ale tutaj do odpowiedniej prezentacji musicie wyobrazić sobie scenę – stoję naprzeciwko żony, trzymam Joy-Cona w łapie, patrzę w jej oczy, ona zalotnie się uśmiecha sprawiając, że zapominam o rozgrywce, w tle słychać okrzyk zawiadamiający o rozpoczęciu rozgrywki, BAM, kobieta strzela mi w serce. Koniec miłości. Innym razem panikuję, strzelam za szybko, a następnym ładuję kulkę w… Swoją stopę. Mistrz rozgrywki z nerwami ze stali… To ja!

Na deser tylko jeszcze wspomnę o grze „nie pokazuj swojej kobiecie, która pragnie dziecka”. To jedyny tytuł z zestawu, w którym zamiast Joy-Conów łapiemy do ręki Nintendo Switch. Na ekranie pojawia się bobas, a zadaniem gracza jest go „ululanie” i następnie odłożenie w wygodne miejsce. Konsola podlicza nasze starania, pokazują się wyniki i… Partnerka ze łzami w oczach i wyrzutem na twarzy mówi „widzisz, nadaję się do tego jak mało kto”. Game over.

Czasami brakuje... Pomysłu 

To oczywiście nie jest tak, że wszystkie 28 gier prezentuje świetny poziom. Nadal nie potrafię zrozumieć idei „Soda” – naszym zadaniem jest wstrząsanie Joy-Conem, w którym niby znajduje się woda gazowana, ale musimy robić to tak umiejętnie, by ciecz wydostała się z butelki dopiero po chwyceniu pada przez konkurenta. Gra jednak w żaden sposób nie tłumaczy ile trzeba wykonać ruchów przed oddaniem pada do drugiego gracza. Podobne mieszane uczucia wywołuje walka samurajów, w której jeden zawodnik stara się zaatakować oponenta, a drugi musi chwycić miecz i tym samym zablokować cios – rozgrywka jest zdecydowanie za łatwa i po dwóch minutach „łapania” wszystkich ciosów zrezygnowaliśmy z zabawy. Pewne niedopracowanie pojawia się w przypadku konkursu jedzenia – to również mały ewenement, bo w rozgrywce uczestniczy tylko jeden gracz, który łapiąc prawy Joy-Con musi za pomocą ruchów ust musi „jeść”. Niestety, pad nie zawsze łapie ruchy i czasami wariuje. Zresztą „chyba coś zepsuliśmy” padło również podczas chodzenia po wybiegu – zadaniem graczy jest chodzenie po wyznaczonej trasie, ruszanie biodrami w rytm muzyki i pozowanie w wyznaczonych miejscach… Po kilku sesjach nadal nie potrafię zrozumieć koncepcji.

Mam przy tym pełną świadomość, że całą przyjemność z rozgrywki w przypadku 1-2 Switch (jak i w zasadzie całego gatunku) jest uzależniona od ekipy. Przy doborowym towarzystwie i dobrych trunkach większość gier sprawia sporo radości, jednak ta ekstaza, śmiechy i „tyyy, ale teraz moja kolej”, ginie gdzieś po 2-3 sesjach. Sytuację odrobinę ratuje drugi z trybów rozgrywki (pierwszy to po prostu dowolne wybieranie każdej mini-gry), w którym to ekipa znajdująca się w pokoju dzieli się dowolnie na dwie drużyny i za pomocą kostki (takiej wirtualnej) losujemy konkurencję. Zespoły zdobywają punkty i wygrywa zespół, który zgarnie odpowiednią liczę oczek. Problemem takiej rozgrywki jest jednak fakt, że łatwo można wpaść na te bardziej męczące konkurencje.

Zdecydowanie w 1-2 Switch brakuje zachęty do powtarzania nawet tych najciekawszych gierek, bo choć kilka z nich potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć, to jednak po maksymalnie pięciu sesjach (około 5-10 minut w zależności od tytułu) trudno z uśmiechem na ustach zdecydować się na kolejną powtórkę. Błyskawiczne konkurencje dość szybko nudzą po pierwszych godzinach. Nawet włączając do zabawy dodatkowe wyzwania (przegrany/wygrany pije shota – w zależności od upodobań) możecie jedynie zdecydowanie za szybko zakończyć imprezę.

Dobry pokaz możliwości… Ale czy za pełną cenę?

1-2 Switch jest dla mnie wyśmienitą „pokazówką” możliwości Nintendo Switch. Nie jest to idealny party-game, brakuje tutaj zdecydowanie pomysłu na rozgrywkę, ale przy odpowiednim liftingu kolejna pozycja może zdziałać cuda i przykuć do ekranów na wiele godzin. Tutaj również można się dobrze bawić, ale trzeba spełnić jeden z dwóch warunków – mieć około 10-13 lat lub kupić sporo alkoholu. Nie łączcie tego, bo zamiast zabawy będą problemy, jednak mimo wszystko w tej propozycji drzemie potencjał. Czy jest on wart pełnej, premierowej ceny? Sporo zależy od Waszego portfela, ale na pewno trzeba sprawdzić tytuł przy pierwszej dobrej promocji. Jeśli jesteście fanami gatunku, to zachęcać Was pewnie nie trzeba, a gdy jednak preferujecie bardziej hardcorowe wyzwania, to lepiej wstrzymajcie się z zakupem.

Tagi: 1-2 switch nintendo recenzja www.powerplay.com.pl

Werdykt
Graliśmy na: NS
  • + Kilka naprawdę dobrych gier
  • + Prezentuje potencjał konsoli i Joy-Conów
  • + Jest alkohol, jest impreza!
  • - Kilka totalnie nieudanych propozycji
  • - Brak zachęty do kolejnej zabawy
  • - Tylko dwa tryby
  • - Nawet najlepsza zabawa nuży przez szybką i powtarzalną rozgrywkę
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Kilka ciekawych gier, kilka gorszych i brak „przynęty”. Pewnie nie doczekamy się aktualizacji wprowadzającej dodatkowe tryby (to jednak Nintendo…), ale warto sprawdzić propozycje przy pierwszej nadającej się okazji (czytaj. dobrej promocji).
Oceń recenzję
+ +13 -

Miesięcznik PSX Extreme