SKLEP
1345V

Moja pierwsza wizyta w Londynie

Asasyni zawitali do Londynu, a wraz z nimi i ja zobaczyłem Tamizę po raz pierwszy. Mi Londyn podobał się bardzo, ale czy dla Jacoba i Evie to również była udana podróż? Zapraszam.

Assassin’s Creed: Syndicate
  • Platformy:  PS4   XONE   PC 
  • Data premiery - Polska: 23.10.2015
  • Napisy
  • od lat 18 wulgarny język online przemoc

Nie podobał mi się Black Flag. Już. Wyrzuciłem to z siebie, od razu mi lepiej, możemy przejść dalej. Chociaż tak naprawdę jeszcze nie możemy, ponieważ fakt ten ma wpływ na mój odbiór najnowszej przygody z zakapturzonymi zabójcami w roli głównej. Tak więc po kolei.

 

Jestem fanem serii praktycznie od samego początku. Pierwsze pokazy gry z komentarzem ślicznej Jade Raymond rozpaliły moją wyobraźnię (co do gry! Zboczeńcy...). Przy pierwszej nadarzającej się okazji pożyczyłem od kolegi PS3 wraz z grą i... niemal padłem z nudów. Jasne, z początku wszystko jest nowe i ciekawe, ale kiedy w połowie gry w po raz dwudziesty kogoś śledziłem, biłem, czy podsłuchiwałem, to ciężko było nie zauważyć, że de facto powtarzam w kółko dosłownie 5-6 czynności. Na szczęście później pojawiła się trylogia Ezio, która w niemal doskonały sposób dopracowała formułę. Następnie w części trzeciej dostaliśmy coś zupełnie nowego - możliwość dowodzenia własnym okrętem. Ludzie zakochali się w tym nowym segmencie, więc, niewiele myśląc, Ubisoft przygotował kolejną część w oparciu właśnie o pływanie, a publika eksplodowała entuzjazmem. Black Flag został okrzyknięty najlepszą odsłoną serii, wspaniałym pożegnaniem z odchodzącą generacją konsol i w ogóle mesjaszem gier z otwartym światem. Dlatego, kiedy ukazało się Unity, wszyscy zaczęli narzekać, że to krok w tył, że brakuje im pływania, że bugi uniemożliwiają im rozgrywkę... No, ten ostatni przytyk to akurat słusznie, bo gra na premierę była dziurawa jak szwajcarski ser, ale w moim odczuciu fakt, że asasyni wrócili do biegania po budynkach jest czymś dobrym. Nudziło mnie pływanie po Karaibach, niekończące się, przebiegające w identyczny sposób walki z innymi okrętami, czy zbyt długi czas potrzebny na otwarcie jednej małej skrzyneczki na jakiejś mini wysepce (wyskoczyć, dopłynąć, otworzyć, wrócić). Ja lubiłem bieganie po dachach i wszystko to czym z początku był Assassin's Creed. Dlatego kiedy usłyszałem, że Assassin's Creed
 Syndicate zostanie osadzone w wiktoriańskim Londynie serce zabiło mi mocniej niż zwykle. Gra wpadła w moje ręce zaraz po premierze wraz ze świeżutkim egzemplarzem PS4 i, jak zwykle w przypadku tej serii, nie spocząłem dopóki ostatnie trofeum nie zrobiło wdzięcznego 'dzyń'.

 

Przepraszam za ten przydługawy wstęp. Tak więc! Jaki jest Assassin's Creed Syndicate? Mega nierówny! Z jednej strony bieganie po Londynie daje masę frajdy. Z drugiej strony fabuła to żart. Z jednej strony graficznie gra potrafi zauroczyć. Z drugiej, najciekawsze misje znajdziesz w DLC. Nie o takie Assassin's Creed walczyłem.

Historia kręci się wokół Jacoba oraz Evie Frye, rodzeństwa asasynów, którzy przybywają do Londynu aby pomóc jego mieszkańcom/zdobyć kolejny fragment edenu. Tak się składa, że oba te cele wiąże postać naszego głównego adwersarza, niejakiego Crawforda Starricka, więc całość sprowadza się do odnalezienia i zabicia go. I to już w zasadzie tyle. Właśnie opowiedziałem Ci o czym jest cała gra. Jasne, co sekwencję spotkamy jakieś postacie poboczne, bo kogoś mordować trzeba, ale poza sporadycznym, ciekawym charakterem, nie mają one nic do zaoferowania i równie dobrze mogłoby ich nie być. Oczywiście poboczni bohaterowie są też po naszej stronie. Jest kobieta jeżdżąca pociągiem, której imienia nawet nie zapamiętałem. Jest pan Henry Green, który robi szczenięce oczy do panny Frye i jest hindusem, bo czemu by nie. Są też postacie historyczne, jak Darwin, Dickens, Disraeli, Doyle (zaczynam zauważać pewien wzór...), czy Marks (i po wzorze). Na samym końcu poznajemy nawet Królową Wiktorię, ale co z tego skoro chwilę później gra się kończy. Jest nawet postać transseksualna, bo niech żyje poprawność polityczna. Podsumowując jednym, krótkim zdaniem: fabuła jest marna.

Mam wielkie wąsy = jestem zły


Na szczęście rozgrywka nadal daje masę frajdy. Jasne, to wciąż po prostu kolejny AC i nikt tu Ameryki nie odkrywał, ale stara formuła nadal potrafi bawić. Tak więc skaczemy po dachach, eliminujemy pojedynczych wrogów kryjąc się w tłumie (albo tłumy wrogów w pojedynkę, bez krycia się - zależy jak wolisz), szukamy pierdyliarda drobiazgów porozrzucanych po mapie, itepe itede. Oczywiście nie obyło się bez kilku zmian i nowości. Po ulicach możemy poruszać się pieszo, lub przy pomocy różnego rodzaju dorożek. Fizyka jazdy takim konnym pojazdem pozostawia trochę do życzenia, ale, dzięki wielu absurdalnym uproszczeniom (jeszcze nie widziałem konia, który skosiłby sześć słupków, dwie latarnie i trzy drzewka, a następnie jechał dalej jak gdyby nigdy nic), spełnia swoje zadanie, oferując względnie szybki sposób na poruszanie się po mieście. Jeśli mamy zaznaczony na mapie cel podróży to pojawia się nawet trasa przejazdu jak w nawigacji samochodowej. Niby możemy też korzystać z tak zwanych punktów szybkiej podróży, ale szybkie to one są jedynie z nazwy, bo loadingi trwają tak długo, że zwykle bardziej opłaca się podjechać. Z dorożkami wiąże się druga nowość w serii - linka z hakiem do szybszego ganiania po budynkach, tak w pionie jak i w poziomie. Gadżet przypomina zastosowaniem linkę z której korzysta Batman w serii Arkham. Z początku takie 'czitowanie' wydawało mi się zupełnie bezcelowe, bo przecież wspinanie się na budynki to jedna z większych radoch kolejnych "assassinów", ale doceniłem je względnie szybko. Dlaczego? Z biegiem lat architektura miast staje się coraz bardziej strzelista i budynki po których wesoło lataliśmy we Florencji są w porównaniu z zabudową wiktoriańskiego Londynu dosyć niskie. Wspinanie się kilka razy na pałac Buckingham, czy mury opactwa Westminsterskiego może być na dłuższą metę nudne. Do tego londyńskie ulice są już na tyle szerokie, że nawet Spiderman miałby problem, żeby tak o przeskoczyć z dachu na dach, więc w tych sytuacjach linka jest jak najbardziej pożyteczna. Z pozostałych nowości mamy jeszcze chociażby możliwość chodzenia 'normalnie' i 'skradania sie', co jest tak niepotrzebne, że aż boli. Więcej sensu miałoby automatyczne przechodzenie z jednej postawy w drugą w zależności od sytuacji. Prócz tego możemy jeszcze dopakowywać naszą postać o kolejne umiejętności, które zrobią z niej niezniszczalnego terminatora. Fajnie, że każda postać ma swoje własne drzewko rozwoju, niestety w praktyce różnią się one tylko trzema najwyższymi umiejętnościami, które i tak niewiele zmieniają w kwestii rozgrywki, a bohaterowie zdobywają doświadczenie wspólnie, więc naprawdę nie ma większego znaczenia kim będziesz grać. Aż ma się wrażenie, że początkowo w Syndicate miała być tylko jedna postać, a drugą dodali pod koniec, bo czemu by nie. Wisienką na torcie nowości są misję detektywistyczne, zmieniające grę w coś na wzór uproszczonego L.A. Noire, które... Dostępne są tylko w DLC, które... Dostępne jest tylko dla posiadaczy wersji na ps4. DOUBLE HIT FACE SLAP! Nie powiem, bawiłem się przy nich przednio, ale zgorszyło mnie tak bezczelne wykastrowanie wersji dla Xbone'a z nie tyle dodatkowej zawartości, co contentu schowanego już na płycie i dostępnego od premiery. Łatka odblokowująca misje ważyła może z 1mb.

Ciekawostka: Big Ben to nie ta wieża, którą widzisz na obrazku, tylko znajdujący się w niej dzwon. 



Miło mi zakomunikować, że udało mi się wbić platynę bez napotykania żadnych psujących zabawę bugów. Animacja nie szarpie, tekstury są szczegółowe, ludzie zwykle zachowują się jak ludzie. Londyn robi dobre wrażenie. W dopełnieniu obrazka pomaga muzyka, która robi bardzo pozytywne wrażenie... W tych momentach, w których dane jest nam jej posłuchać. Przysięgam, że poza momentami spokoju zaraz po wczytaniu gry, nie pamiętam, żeby w którymś momencie muzyka przygrywała w tle. Wielka szkoda, bo jak już jest czego posłuchać, to są to dźwięki miłe dla ucha.

Ponarzekałem na fabułę, ponarzekałem na nowości i oprawę, to ponarzekam jeszcze trochę, bardziej szczegółowo.

Nie mogłem doczekać się tajnej sekwencji rozgrywającej się w tym samym miejscu, lecz w innych czasach. Luzik, nie będę zdradzał o co kaman. Nie powiem, wizja biegania po Londynie w dwóch różnych epokach zadziałała mi na wyobraźnię. Tym bardziej zawiodło mnie to co dostałem, a był to ledwie mały wycinek całej mapy (która przecież też jest ledwie wycinkiem prawdziwego Londynu), na którym czekało do zrobienia dosłownie kilka, nudnych z resztą, misji.
Deweloper pokusił się o dodanie chyba najgłupszego trofeum jakie w życiu robiłem. Wspominałem wyżej, że końmi możemy bez większego bólu traktować latarnie, słupki, baldachimy i niewielkie drzewa. Aby zdobyć ten pucharek nie tyle możemy to robić, co wręcz musimy. Pięć tysięcy razy. Tak, to dużo. Jeśli nie chcesz później grindować jeżdżąc w kółko po tych samych ulicach i kosząc słupki to radzę od samego początku poruszać się głównie powozami i jeździć wyłącznie poboczem. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo psuje to immersję?

Jestę Asasynę! Szkoda, że muszę jeździć jak idiota...


To już może czepianie się na siłę, ale niezmiernie irytowało mnie, że niby jestem wytrenowanym asasynem, ale każda postać, którą muszę dogonić i złapać jest ode mnie szybsza. Większość gonitw kończy się kiedy nasz adwersarz wpadnie na kogoś/coś, lub gdy zatrzyma się w ustalonym przez dewelopera miejscu i będzie na nas grzecznie czekać.
Na modłę poprzednich części i tu możemy przejmować teren z rąk templariuszy. I tak samo jak w poprzednich odsłonach, szereg czynności które należy w tym celu wykonać szybko staje się nudny i repetetywny. Uwolnij dzieci, porwij zbira, zabij templariusza, wyczyść ich kryjówkę - cztery rodzaje misji powtarzane w nieskończoność. A jeśli nie zależy Ci na pucharkach to każde z tych zadań możesz wykonać w ten sam sposób: wpadając "na Jana" i wybijając wszystkich w pień. Przejmowanie każdej dzielnicy kończy się potyczką z wrogim gangiem i ich liderem. Żeby było ciekawiej, lidera można zabić jeszcze przed konkretną ustawką, czyli te 'walki z bossami' można zupełnie ominąć. Miodzio.

Przez cały ten tekst nic tylko narzekam, a jednak jest w tej serii coś magicznego, coś co sprawia, że mimo wszystko grało mi się świetnie, a wbicie platyny traktowałem jako zupełnie normalną sprawę. Bycie mordercą na zlecenie nadal daje dużo frajdy, a fakt, że nudne sekcje w czasach teraźniejszych zostały ograniczone do dosłownie kilku nie za długich przerywników sprawił, że nie było momentów w których nie chciałoby mi się grać dalej. Podsumowując, jeśli jesteś fanem serii to i Syndicate przypadnie Ci do gustu. Jeśli natomiast nie jesteś fanem tej formuły, lub interesuje Cię tylko fabuła, szkoda Twojego czasu i pieniędzy.

Tagi:

Werdykt
Graliśmy na: PS4
  • + Grafika
  • + Wciąż ten sam przyjemny gameplay
  • + Ciekawe misje poboczne
  • - Fabuła jest cienka jak dupa węża
  • - Wciąż ten sam przyjemny gameplay
  • - Trofeum "bez urazy" strasznie psuje immersję
Darek
Darek Dla jednych zaledwie kolejny AC, dla innych aż kolejny AC. A Po której stronie barykady stoisz Ty?
Oceń recenzję
+ +3 -

Miesięcznik PSX Extreme