SKLEP
Wojciech Gruszczyk 21.03.2015
Recenzja gry: Battlefield: Hardline
13159V

Recenzja gry: Battlefield: Hardline

Dobry glina? A może zły glina? W Miami mamy całą śmietankę osobowości i mogę śmiało przypuszczać, że wielu z Was poczuje się w tym pięknym mieście jak w domu. Warunek jest tylko jeden... Macie ochotę na powiew świeżego powietrza? 

Battlefield: Hardline
  • Platformy:  PS4   XONE   PC   PS3   X360 
  • Data premiery - Polska: 19.03.2015
  • Pełna

Przed rozpoczęciem tego tekstu mam do Ciebie drogi czytelniku jedno, zasadnicze pytanie – masz dość wszystkich war shooterów, w których fabuła sprowadza się do podniosłego ratowania świata i dosłownie od samego początku wiesz, że na końcu zostaniesz wielkim bohaterem? Cieszę się bardzo, bo Hardline odchodzi od tego mdłego kanonu i chociaż w pewnym momencie autorzy nie patyczkują się z atrakcjami, to oferują nam zdecydowanie bardziej przyziemną zabawę. No jeśli przyjmiemy, że niemal każdy glina to skorumpowana świnia i koks w Miami sypie się po ulicach? Jest tak? Ja tam nie wiem... Ale jestem jednocześnie pewien jednego – Visceral Games proponuje całkiem przyjemną produkcję.

Jest to opowieść o dobrych glinach, złych glinach i wszystkich urokach Miami

Głównym bohaterem opowieści jest Nick Mendoza, który pełni funkcję detektywa w Miami. Protagonistę poznajemy w bardzo nietypowej sytuacji, gdy w trakcie misji (prolog) nie wszystko idzie po jego myśli. Z tego powodu otrzymuje nową partnerkę – Khai Dao – która ma mu pomóc w naprostowaniu spraw.

Zastanawiacie się, co stróże prawa mogą robić w Magicznym Mieście? W tym miejscu koks sypie się tonami, więc każdy szanujący się glina ma pełne ręce roboty. Historia rozpoczyna się od z pozoru błahej sprawy, ale z każdą minutą, każdym ukończonym etapem orientujemy się, że zostaliśmy wciągnięci w wielkie, głębokie i wyjątkowo brudne bagno. Twórcy nie chcą przedstawiać „dobrych i praworządnych obrońców lokalnej społeczności”, a dosłownie od samego początku pokazują, że ulice Miami wymagają bardzo radykalnych środków. Chcesz walczyć z handlarzami koksu? To nie możesz grać czysto.

Na szczęście tak bawić się nie musimy, a twórcy pozwalają nam wykorzystywać kilka nowych gadżetów oraz usprawniają rozgrywkę o innowacje. Jak na typowego policjanta przystało, możemy machać bandytom przed głowami odznaką, a następnie ich obrączkować. Ten element sprawia, że gra jest odrobinę ułatwiona – możemy jednocześnie obezwładnić 3 przeciwników – i chociaż rywale czasami próbują odwrócić bieg wydarzeń, to jednak w ostatecznym rozrachunku zazwyczaj stróż prawa wraca z tych pojedynków z tarczą. W dodatku autorzy pozwalają odwracać uwagę rabusiów za pomocą rzucania łuskami i te dwa aspekty sprawiają, że często jesteśmy zachęcani do rozwiązywania problemów bez wykorzystywania broni. To dość zaskakujące, ale w wielu misjach wystarczy podejść do przeciwników w odpowiedni sposób i wyczekać na dobry moment. Zmiana o 180 stopni, która w ciekawy sposób wpisuje się w otoczkę produkcji.  

W tym miejscu na pewno warto wspomnieć o sztucznej inteligencji, która niestety nie prezentuje oczekiwanego poziomu. Przeciwnicy zazwyczaj nie przeszkadzają w wykonywaniu zadań i są typowym mięsem armatnim. W trakcie całej historii trafiłem tylko na kilka wymagających momentów, ale wierzę, że zabawa nabierze rumieńców na nowym poziomie trudności – po zakończeniu kampanii otrzymujemy dostęp do poziomu „Hardline”.

Wspomniałem wcześniej o zabawkach i jak na typowego policjanta przystało, możemy bawić się między innymi paralizatorem (jeden strzał i długie przeładowanie), różnymi pałkami (kosy są dla lamusów), a nawet hakami (do wspinaczki oraz szybkiego przemieszczania się). Te przedmioty oczywiście pasują do pozycji i są niezbędne do wykonania kilku zadań, ale w trybie sieciowym są totalnie zbędne. Tam liczy się ostra amunicja.

Kolejnym nowym patentem jest wykorzystywanie skanera – ten mały gadżet pozwala odznaczać na placu boju przeciwników, beczek z łatwopalnymi substancjami oraz alarmów. Przedmiot ten pozwala Mendozie wsiąknąć w skórę detektywa, ponieważ umożliwia wyszukiwanie dowodów, odnajdowanie kluczowych rzeczy, czy też ułatwia wykradanie haseł. Jest to spora innowacja, która ubarwia rozgrywkę – to nie gra, w której tylko strzelamy. Warto jednak pamiętać, że większość dowodów jest opcjonalna i zainteresują się nimi wyłącznie osoby, które lubią szperać po mapach i wcielać się we współczesnych Sherlocków. Ciekawostką na pewno jest łapanie przestępców ściganych listem gończym – wykorzystując skaner zauważamy złych typków, których później możemy złapać. Prawie w każdej misji mamy takie dodatkowe smaczki, które wydłużają zabawę. 

Serial? Film akcji? Wszystkiego tutaj po trochu, ale pomysł nie zawodzi!

Przygoda została podzielona na dziesięć odcinków, a całość zrealizowano w formie serialu. Poznajemy kolejne opowieści, po zrobieniu sobie przerwy, otrzymujemy skrót informacji na temat „co było w ostatnim epizodzie?”, a przed każdym fragmentem zostajemy obdarowani stosownym wstępem. Jest to wyjątkowo udana innowacja, dzięki której twórcy budują wydarzenia – mnóstwo tutaj udanych zwrotów akcji, kilkukrotnie w trakcie rozgrywki odłożyłem kontroler z myślą „ok koniec”, a po dosłownie sekundzie musiałem wracać do gry. Trzeba przy tym zauważyć, że ta opowieść przypomina bardziej Prison Break (jeden główny wątek prowadzony przez całą opowieść) niż Bones (powtarzanie utartego schematu przez wszystkie epizody). Autorzy nie boją się słowa „rozmach” i z każdym kolejnym odcinkiem przekonujemy się o jednym –  Visceral Games ma pomysł na tę produkcję!

Chociaż nie można odmówić autorom koncepcji na „Battlefielda z gliniarzami”, to z łatwością wyczujecie, że całość była przygotowywana w biegu. Pod względem graficznym otrzymujemy skrajność nad skrajnościami – raz zachwycamy się lokacją (odbijanie się księżyca w mokrym asfalcie!), innym razem śmiejemy się z wykonania samochodów rodem z poprzedniej generacji. Później przypominamy sobie drętwą jazdę, aby po chwili wspomnieć o wielu niekonsekwencjach – samochód nie może zniszczyć płotu, ale już zwykły gnat potrafi zrobić w nim sporą dziurę. Często „pierwszy plan” wygląda dobrze, ale gdy zerkniemy trochę dalej, widzimy bardzo przeciętne wykonanie otoczenia. Wielokrotnie w trakcie rozgrywki miałem wrażenie, że chociaż cała koncepcja (policjanci i złodzieje) jest świetna, to brakuje tej produkcji ostatnich szlifów.

Ciekawym zagadnieniem natomiast jest dubbing, który akurat tym razem nie zawodzi. Rodzimy oddział Electronic Arts uraczył nas pełną polską wersją językową i chociaż nie wszyscy aktorzy pasują do swoich ról, to przygotowane teksty budują atmosferę. Postacie nie stronią od siarczystych przekleństw, pokazują emocje i w pewien sposób urzeczywistniają projekt. Czasami tylko brakuje konsekwencji w wykorzystywaniu tych mniej pięknych zwrotów i można znaleźć kilka głupich błędów.

Wracając jednak jeszcze na sekundę do samej historii – jeśli wkręcicie się w serialową otoczkę gliniarzy, to na pewno docenicie przygotowany scenariusz. Jasne, że z łatwością można tutaj zarzucić twórcom odejście od pierwotnego pomysłu, narzekać na odrobinę bezpłciowego bohatera, głupich przeciwników, ale prowadzenie opowieści pozwala z łatwością zapomnieć o tych mankamentach. Jest szybko, jest ciekawie i po prostu dobrze. Od dawna nie miałem przyjemności zapoznać się z tak przyjemną kampanią w strzelance (ostatni raz The New Order?) i z łatwością można wyczuć tutaj ducha serii Dead Space. Te dziesięć odcinków mija bardzo szybko, ale nie ze względu na długość opowieści (7-8 godzin), a intensywność i płynącą przyjemność. Trudno się oderwać od przygody Mendozy, identycznie jak od perypetii Isaaca... Przypadek?

W Sieci również nie brakuje klimatu – będziesz złym gliną, czy równie złym rabusiem?

Nie samą historią człowiek żyje i pod względem sieciowych przyjemności Hardline oferuje nam jeszcze więcej atrakcji, w których główną rolę odgrywają policjanci i złodzieje. Chociaż w grze możecie zapoznać się z typowym Podbojem (mały / wielki) czy oklepanym, zespołowym DeathMatchem, to jednak najciekawszymi i „robiącymi robotę” wariantami rozgrywki są nowe tryby.

Mamy tutaj Napad (przestępcy muszą zebrać dwa łupy i doprowadzić je do helikoptera, policjanci oczywiście bronią punktów), Fuchę (zabawa przypomina podbój, ale zamiast punktów kontrolnych są samochody. Należy zdobyć jedną z dostępnych fur i rozpędzić ją – dzięki temu przeciwnicy tracą pakiety), Krwawą Forsę (walka o gotówkę – oba zespoły muszą zdobyć kasę i zebrać ją do swojego skarbca), Na Ratunek (kryminaliści mają dwóch zakładników, policjanci muszą ich odbić w odpowiednim czasie), Na Celowniku (policjanci dostarczają VIP-a do wyznaczonego miejsca, a kryminaliści chcą się go pozbyć. W tego przyjemniaczka wciela się jeden z graczy).  Po spędzeniu w trybie sieciowym kilkunastu godzin trudno mi wybrać najlepszy wariant rozgrywki, bo każdy z nowych ma swój urok. I na pewno warto wspomnieć, że nawet w dniu premiery nie zauważyłem problemów na serwerach – wyszukiwanie spotkań działa sprawnie, nie zostałem wyrzucony z gry, a lagi nie zniszczyły mojego średniego ratio.

Na Celowniku oraz Na Ratunek oferują szybką rozgrywkę na małych mapach. Tutaj trudno o długie rozmyślanie i planowanie działań. Trzeba atakować, bronić i działać w zespole. W obu przypadkach w rozgrywce biorą udział małe ekipy (do 5 graczy) i śmierć sprawia, że musimy czekać na koniec rundy. Spotkania odbywają się do pięciu zdobytych punktów (maksymalnie dziewięć rund) i trudno tutaj o nudę. Każde starcie jest dynamiczne i sprawia mnóstwo frajdy. W przypadku Napadu oraz Krwawej Forsy najważniejszym elementem jest opanowanie mapy i narzucenie przeciwnikom swojego stylu gry. Wydarzenia odbywają się na większych miejscówkach, często wskakujemy w pojazdy i z każdą kolejną minutą pojedynki nabierają tempa. Ostatnim nowym trybem jest Fucha, która moim zdaniem oferuje najbardziej chaotyczną zabawę – szukamy auta, jeździmy, unikamy ataków przeciwników – ale nawet ta zabawa odnajdzie swoich amatorów.

W trakcie rozgrywki rozwijamy swojego żołnierza, ale akurat w tym miejscu deweloperzy z kalifornijskiej ekipy nie oferują nam wielkiej świeżości. Klasy (Operator, Mechanik, Szturmowiec, Specjalista) dopakowujemy za pomocą gotówki kupując nowe bronie, do których w późniejszym terminie możemy dobrać akcesoria (za pieniądze lub wykonując odpowiednie wytyczne). Podobnie jest z gadżetami oraz ubiorem/kamuflażem. Miłym elementem jest oczywiście forsa – autorzy nawet w tym miejscu nie zapominają o podstawach swojego nowego świata. Mimo to wiele w tej produkcji typowego Battlefielda, więc co jakiś czas otwieramy nowe pakiety bojowe, stale zdobywamy najróżniejsze nagrody oraz medale i postać w każdym spotkaniu rozwija swoje zdolności posługiwania się wykorzystywanymi zabawkami.

Jedynym znaczącym mankamentem w Hardline są mapy, które najzwyczajniej w świecie nie błyszczą. Jeszcze w przypadku mniejszych lokacji nie jest źle, ale gdy wskoczymy na większe tereny, to trudno tutaj o zachwyt. Brakuje miejscom charakteru, a puste tereny nie prezentują oczekiwanego poziomu.

Visceral Games zaryzykowało przygotowując tak wiele nowych wariantów rozgrywki, ale autorzy od początku do końca są konsekwentni w swoim działaniu i właśnie dzięki temu z łatwością można polubić Hardline. Mamy tutaj mnóstwo nowej gry i nawet jak nie podpadnie Wam Krwawa Forsa, to jest wielkie prawdopodobieństwo, że akurat spędzicie mnóstwo czasu Napadając na banki. Autorzy wykorzystują silnik z ostatniej, niechlubnej odsłony Battlefielda, ale dzięki temu czujemy, że gramy w pozycję z tego uniwersum. Podobny zabieg wykorzystuje konkurencja od lat (nowe epoki dla kolejnych projektów) i wychodzi im to naprawdę dobrze, więc dlaczego tej serii ma się nie udać?

Jest dobrze, ale może być dużo lepiej. Obyśmy doczekali tych czasów!

Battlefield: Hardline to produkcja, która podzieli naszych czytelników. Część z Was pokocha ten projekt za motyw policjantów, inni będą krzyczeć „gdzie jest wojna!?”, a niektórzy ponownie nie zapoznając się z tematem rozpoczną wielogodzinne narzekanie.

Ja jednak pragnę docenić twórców za odwagę. Otrzymaliśmy huragan świeżego powietrza, którego od kilku lat brakowało tej serii. Nie wszystko się udało, w wielu miejscach zabrakło czasu, ale mimo to Hardline wprowadza do uniwersum Battlefielda wiele nowości i pokazuje, że twórcy z Visceral Games mają jaja.

W ten tytuł gra się bardzo przyjemnie – w kampanii oraz trybie sieciowym – a w dodatku pozwala nam wsiąknąć w bardzo sympatyczny klimat. Nie możemy jednak zapomnieć, że gra została zbudowana na kruchym szkielecie, który potrzebuje wielu poprawek. Na szczęście wspomniane w tekście mankamenty nie psują zabawy i pomimo kilku zgrzytów możemy z bananem na twarzy podbijać serwery. 

Jeśli macie ochotę na sporo innowacji i zmianę klimatu – spróbujcie. To nowe spojrzenie na wielką serię i wielu z Was nie będzie potrzebowało na kilka kolejnych miesięcy innej produkcji. Z drugiej strony, jeśli liczycie na „starego Battlefielda” i „wielką wojnę”, to zapomnijcie o tym tytule i czekajcie na nowe mapy do czwórki.

Hardline otwiera nowy rozdział w historii uniwersum i mam nadzieję, że ta opowieść nie zostanie zamknięta po jednym rozdziale. Pierwszy sezon zapowiada wiele przyszłych atrakcji i podobnie jak CSI: Kryminalne zagadki Miami może zaoferować odbiorcom wiele przyjemności na lata.  

Gra testowana w wersji na PlayStation 4.

Tagi: battlefield: hardline electronic arts recenzja visceral games

Werdykt
  • + Otoczka policjantów i złodziejów jest świetna
  • + Historia w odcinkach daje radę!
  • + Nowe patenty urozmaicają zabawę
  • + Nowe tryby odświeżają rozgrywkę
  • + Przyjemnie się strzela, przyjemnie się gra
  • + Twórcy mają pomysł, który realizują od początku do końca
  • - Trudno ukryć, że autorom zabrakło czasu
  • - Grafika nie zachwyca w wielu miejscach
  • - Większość map wypada blado
  • - Kilka mniejszych, wspomnianych w tekście, błędów
  • - AI przeciwników często zawodzi
Wojciech Gruszczyk
Wojciech Gruszczyk Mała zmiana duży efekt? Tego potrzebowałem od tej serii. Koniec z kolejnym ratowaniem świata. Teraz ratujemy swoją dupę!
Oceń recenzję
+ +20 -

Miesięcznik PSX Extreme