SKLEP
Roger Żochowski Roger Żochowski 26.12.2013
Historia konsol: Amiga
7963V

Historia konsol: Amiga

Wycieczki na giełdę z pudełkiem dyskietek pod pachą, multiplayerowe potyczki w Dyna Blaster, rozjeżdżanie przechodniów we Franko, żonglowanie dyskietkami podczas loadingów czy w końcu kultowy monitor Commodore 1084. Z czym Wam się to kojarzy? Historia Amigi, którą swego czasu pokochali również Polscy gracze mogłaby bez problemu posłużyć za dobry scenariusz filmowy. 

To opowieść, w której praca ambitnych i uzdolnionych inżynierów ściera się z brutalnymi prawami rynku i chciwością zachłannych marketingowców.

Wielu czytelników PPE zaczynało swoją przygodę z grami właśnie na 500-tce, którą do dzisiaj darzą ogromnym sentymentem. Co było w niej takiego wyjątkowego? Czym wyróżniała się w stosunku do innych komputerów z tamtego okresu? Przenieśmy się aż do roku 1977, kiedy to wszystko się zaczęło...

Aby zrozumieć ile serca w tworzenie Amigi włożyli pracujący nad nią inżynierowie musimy przyjrzeć się bliżej Jay'owi Minerowi, który określany jest mianem jej ojca. Jay swoją karierę w branży zaczynał w Atari i początkowo była to jego wymarzona posada. Nolan Bushnell, który dowodził wówczas korporacją, pozwalał pracownikom na sporą swobodę, nie traktując firmy jako maszynki do zarabiania pieniędzy. Harold Lee, który zatrudnił Jaya w Atari powiedział o nim później -  "Ten człowiek zawsze projektował. Nigdy nie przestawał projektować". Dzięki sumiennej pracy szybko został dostrzeżony i wkrótce powierzono mu stanowisko głównego projektanta układów do Atari 2600. Po ogromnym sukcesie tego systemu, Jaya przydzielono do sekcji zajmującej się komputerami domowymi. Wówczas nie były one zbyt popularne, co spowodowało, że oba projekty, które stworzył (Atari 400 i 800) nie odniosły sukcesu. Pamiętajcie, że mówimy o czasach, w których komputery nie stanowiły w domu tak wielofunkcyjnego narzędzia jak dzisiejsze PeCety. Mimo porażki konstrukcji stworzonych przez Jay'a, zarząd chciał, aby dalej dłubał przy komputerach opierając się na znanym doskonale procesorze 6502. Tymczasem on chciał spróbować czegoś nowego, czegoś, co mogłoby zrewolucjonizować rynek.


Jay Miner
 
Zaczęło się od tego, że główny programista, Larry Caplin, wraz z połową swojego zespołu odszedł do Activision. To był koniec starego Atari. Gdy zarząd zdecydował, że nie zapłaci inżynierom obiecanej premii, odszedłem z Atari
- wspomina Jay. Przez kolejnych kilka lat Miner marnował swój talent produkując układy do rozruszników serca w firmie Zimast i dopiero w roku 1982 jego marzenia ponownie odżyły.
Zadzwonił do mnie Larry Caplin mówiąc, że jest niezadowolony z pracy w Activision. Spytał czy nie znam kogoś, kto mógłby sfinansować powstanie nowej firmy"
- wspomina Jay. Wkrótce z Larrym załatwili odpowiednie dofinansowanie i tak oto powstała firma „Hi-Toro", która otworzyła małe biuro w Santa Clara w Kalifornii. Do ekipy dołączył także Dave Morse z firmy Tonka Toys, który docelowo miał się zająć marketingiem.
Plan był taki - Larry tworzy gry, ja chipy a Zimast produkuje sprzęt 
- kontynuuje Jay. Niestety biznes nie rozwijał się tak jak oczekiwał tego Larry i wkrótce Jay odszedł z Zimast zajmując jego miejsce w Hi-Toro. 
 
To była jego życiowa szansa, mógł teraz spełnić swoje marzenia, które od jakiegoś czasu krążyły wokół procesora Motoroli 68000.
Moim marzeniem było stworzenie taniego w produkcji komputera, który mógłby pociągnąć dobrej klasy symulator lotniczy. Czemu właśnie symulator? Mój dobry znajomy pokazał mi kiedyś taki soft wyprodukowany za miliony dolarów. Byłem w szoku. Chciałem mieć jego tańszą wersję by móc ćwiczyć w domu
- opowiada Jay. Jednak sytuacja na rynku nie sprzyjała powstaniu kolejnego komputera osobistego.
Wiem, że to zabrzmi dziwnie, ale żałuje, że od samego początku nie podążaliśmy drogą, którą obrał IBM. Oni oferowali zaledwie 640k pamięci, brak kolorów i dźwięku, mieliśmy znacznie lepszą maszynę i znacznie lepszy procesor
- żali się Miner.



Prawa rynku były nieubłagane i zarobek gwarantowała konsola do gier, dlatego Hi-Toro musiała się skupić na projekcie takiej platformy. Jednak Miner nie mogąc pogodzić się z realiami, projektując konsole ukrył w niej możliwości rozbudowania jej do pełnoprawnego komputera. Na ironię losu, kilka miesięcy później sytuacja zmieniła się diametralnie. Oto bowiem nastał słynny kryzys, który pogrążył konsole i dał zielone światło przyszłemu twórcy Amigi. Miner nie krył zadowolenia z takiego obrotu sprawy, ale pojawił się dość prozaiczny problem - nazwa Hi-Toro okazała się już zarezerwowana (zajęła ją firma kosząca trawniki), więc Jay musiał ją zmienić. Padło na Amiga (z hiszpańskiego przyjaciółka), który to termin w książce telefonicznej znajdował się przed hasłami Atari i Apple. Obawa przez konkurencją i atakami szpiegowskimi z zewnątrz spowodowała, że firma podzieliła się na dwa człony.
Jedna część firmy skupiła się na rynku gier wideo i produkcji peryferiów takich jak joysticki, druga zaś schowana na zapleczu pracowała pełną parą projektując chipy do nowego komputera
- opowiada Jay. Jednak to nie koniec wybiegów, jakie stosowali pracownicy Amigi. Wszystkie układy, nad którymi pracowała firma nazwano żeńskimi imionami, zabezpieczając się w ten sposób, przed podsłuchami rozmów telefonicznych. Sam komputer nazwany został "Lorraine" od imienia żony Dave'a Morse'a. 
 
Po kilkunastu miesiącach ciężkiej pracy Amiga postanowiła pokazać swoją konstrukcję na zimowych targach CES’84. Lorraine o niespotykanych do tej pory możliwościach graficznych i dźwiękowych zrobiła na przybyłych niesamowite wrażenie. Jednak aby móc dalej rozwijać swoją technologię firma potrzebowała gotówki.
Steve Jobs z Apple przyszedł do nas kilka razy, ale nigdy nie złożył propozycji pomocy. Tymczasem Atari chciało użyć naszych chipów w swoich komputerach, więc pożyczyli nam trochę pieniędzy podczas okresu negocjacji
 - opowiada Jay. Amiga nie mając wyjścia, zdecydowała się wyemitować swoje akcje po 2$ za sztukę, jednak znany ze skąpstwa Tramiel zaproponował 1,60$. Gdy umowa była już prawie podpisana pojawiło się nieoczekiwanie Commodore z ofertą 4 dolarów za akcje i spłaceniem długów zaciągniętych u Atari.
Można powiedzieć, że Commodore nas uratowało. (...) Na samym początku traktowali Amigę bardzo dobrze. Wprowadzili wiele usprawnień do naszej technologii
 - chwali swoich wybawców Miner. 

Tagi: amiga 500 historia konsol redakcja

Przejdź do strony

Miesięcznik PSX Extreme