SKLEP
Paweł Perez Myśliwiec Paweł Perez Myśliwiec 23.09.2017
Hyde Park: Czy korzystasz z mikrotransakcji?
561V

Hyde Park: Czy korzystasz z mikrotransakcji?

Mikrotransakcje w grach - temat rzeka. Jedni je przeklinają, inni narzekają, ale korzystają, a jeszcze inni traktują po prostu jako element gier. Jakie macie podejście do tego zagadnienia? Korzystacie z mikrotransakcji? Czy może nigdy nie wydaliście na nie ani grosza? A jeśli korzystacie, to co kupujecie, do jakich gier? Tradycyjnie dziękujemy za komentarze, życząc udanego weekendu. 

Rozbo: Perez, jak co tydzień, męczy mnie o Hyde Park, to muszę coś wyskrobać. W głowie jednak świszczy pustka po końcówce numeru, która zawsze wyciska z nas wszystkie soki. To może trochę o Destiny 2 :)? Nie, no żartuję (Perez by mi nie darował, bo go zamęczam tematem już od kilku tygodni). Zamiast tego parę słów o nowym Marvel vs. Capcom. W Infinite wprawdzie nie grałem i głupotą byłoby wydawanie pochopnego osądu, jednak już na podstawie tego, co widziałem, mogę tylko powiedzieć jedno – nie jara mnie. A muszę dodać, że dotychczas na każdą bijatykę Capcomu czekałem z wywieszonym jęzorem. Sparzyłem się okrutnie na SF V, mimo wszystko – nawet w tamtym przypadku – rzut oka na gameplaye przed premierą gry wrzucał banana na twarz. A przy Infinite… nic, zero absolutne. Jak na dłoni widać, że to już nie TO MvC i to nie TEN Capcom. Nawet jeśli gra jest dobra, to brakuje w niej pierwiastka geniuszu czy szaleństwa. Potwierdzają to zresztą recenzje. Capcom z błyskotliwego twórcy gier z każdym nowym produktem przemienia się w przeciętniaka. Zestawiając Infinite z takim Injustice 2, widać przepaść. NetheRealm, a konkretniej – ekipa Eda Boona – z twórczego niebytu Mortal Kombatów ery poprzednich generacji przeszło długą drogę i od czasu remake’u MK cały czas się rozwija. Capcom się z kolei zawija, a przynajmniej zawija się zespół zajmujący się bijatykami. W MvC: Infinite na pewno zagram. Ba, może nawet odszczekam te słowa (choć wątpię). Nie zmienia to faktu, że na chwilę obecną nie wygląda to na bijatykę, która oddawałaby sprawiedliwość tej uznanej serii.

Pytanie tygodnia: Z mikrotransakcji korzystam zazwyczaj wtedy, gdy czuję, że są wartością dodaną, ale nie wyciętą z gry i celowo ją zubożającą. Zobrazuję to właśnie na przykładzie Injustice 2, wszak ma cały asortyment postaci DLC, które można dokupić za prawdziwy hajs. Teoretycznie skok na kasę i to bezczelny, przecież kiedyś postaci się odblokowywało. Rzecz w tym, że „goła” wersja gry oferuje tak dużo zawartości, że nie sposób się tam nudzić całymi tygodniami. Kupując dodatkowe postacie, nie czuję się oszukany. Wręcz przeciwnie, czuję że wspieram dobry produkt swoimi pieniędzmi, produkt, który traktuje te postaci jako bonus, nie jako coś, bez czego nie można żyć. Przykład z drugiego końca skali, będący przykładem jak tego NIE robić. DLC fabularne do Mass Effect 3 dodające do gry wątek Javika, przedstawiciela dawno wymarłej rasy Protean, wokół których krąży w mniejszym lub większym stopniu opowieść wszystkich części serii. Wątek, trzeba dodać, bardzo ważny dla gry i zmieniający optykę niektórych wydarzeń. To bezczelne obdarcie pełnowartościowego produktu. Pamiętam, że (stety albo niestety) kupiłem ten dodatek, ponieważ jestem wielkim fanem MF i nie mogłem sobie wybaczyć braku takiego wątku (smutne, że EA to właśnie na tych wiernych fanach żerował, wycinając Javika z pełnej wersji gry). Ale po tym obiecałem sobie, że nigdy więcej nie dam wydawcy i deweloperowi zarobić za takie pratktyki.


Perez: 56. podejście do odchudzania trwa! Wrzesień pod tym względem póki co świetnie – kalorie liczone, piłeczka dwa razy w tygodniu grana, dorzuciłem jeszcze poranny zestaw ćwiczeń – niby 10 minut, ale jakoś tak po takiej „zaprawie” lepiej. Jak dobrze pójdzie, to przy kolejnym piątkowym ważeniu powinienem zejść poniżej magicznej wagi, która mnie prześladuje od wielu miesięcy.

Poza tym nuda, aż chyba zrobię przerwę od HP, bo ciężko coś wymyślić ;). Weekend, poniedziałek i wtorek to prace nad numerem – a że 108 stron, to i roboty więcej było. Przeczytać teksty raz, potem drugi przy okazji złożonych już stron, potem jeszcze zerknąć na PDF-ach, a i tak finalnie jakiś babol przejdzie – nie znoszę tego, ale czasami nie do przeskoczenia z racji natłoku przeróżnych danych na stronie (np. recka to tytuł, infopanel, oceniaczka, sam tekst, ciekawostka, podpisy, zdjęcia – wszystko trzeba obadać, a gdy nagle na końcówce jest takich stron 30, no to trudno z koncentracją). Jak jakieś wolne wieczorkiem wyrwałem, no to albo piłka, albo kończenie „Sposobu na morderstwo” - dawno nie łyknąłem 3 sezonów jakiegokolwiek serialu tak szybko. 

Strasznie jaram się forum, nad którym pracujemy. To zawsze mój ulubiony moment, gdy można odpalić nową funkcjonalność na PPE. A nie ukrywam, że jestem bardzo ciekaw, czy się ta, bądź co bądź, wiekowa forma komunikacji, jaką jest forum, przyjmie się u nas. Gdzieś z początkiem października zaczniemy się o tym przekonywać. 

Pytanie tygodnia: Nie zdarza mi się. Nawet nie mogę sobie przypomnieć, abym coś, kiedyś do jakiejś gry kupował. 


Alexy78: Ludzie często różnią się poglądami, co jest zaletą. Przyczyn jest szereg, niektóre są oczywiste, niektóre nie, inne wręcz wstydliwe i wywodzące się z kompleksów. Czasem i to jest najsmutniejszy przypadek, ludzie nie są świadomi genezy swoich opinii. Do tego dochodzi kwestia odwagi osobistej, bądź jej braku jak i np. zdolności wysławiania się. I w pewnym momencie pojawił się internet - cudowne narzędzie nadające każdemu możliwość bycia pewnym siebie, nie wymagający ładnej fryzury w przypadku kobiet ani makijażu. A facet w piżamie i nieogolony też może być w „internetach” prezesem dużej spółki giełdowej. Ludzie zostali wyzwoleni w szerzeniu swoich poglądów! Czy może być coś wspanialszego? Otóż okazuje się, że tak. PPE jest tego świetnym przykładem. Doskonale się wymienia opinie, czasem z iskrami, ale jednak zawsze lepiej się spotkać na zlocie czy po prostu w barze. I jakże często ludzie okazują się zgoła odmienni od tych, jakie sobie o nich wyrobiliśmy opinie, czy mieliśmy wyobrażenie na „www”. Czasem prawda miło zaskakuje, czasem mniej, ale warto pamiętać, że człowieka natura tak stworzyła, by rozmowa była prowadzona najlepiej w 4 oczy. W końcu przekaz werbalny to tylko 30% wypowiedzi i warto o tym pamiętać. Warto też się zdystansować do innych wypowiedzi, a przede wszystkim warto pójść do baru spotkać się ze znajomymi i tak, piwa też się napić (18+).

Pytanie tygodnia: Mikrotransakcje mają jeden cel - zapewnić wydawcy dodatkową gotówkę. Coś mogłoby być za darmo, by gra miała jak największą zawartość, ale skoro można odnotować dodatkowe zyski, to błędem biznesowym byłoby na tym nie skorzystać. Utrata wizerunku? Uśmiech na spotkaniu zarządu na takie pytanie jest nieunikniony. „Damy w pre-orderze dodatkową skórkę na broń i znów będą nas lubić”. Kapitalizm z wieloma zaletami jest przyczyną takiej sytuacji. W tym momencie pojawia się konsument, gracz. Gracze dzielą się zaś na tych świadomych i nieświadomych. Na nieświadomych cała „zabawa” się zaczęła - wspaniała zbroja dla pamiętnego konia - uśmiech politowania całych „internetów” do momentu jednak, kiedy twórcy podali statystyki liczby graczy, którzy tą zbroję kupili. Obecnie rynek mamy już mocno zepsuty tym procederem i niestety sądzę, że 90% z nas, graczy, swoje niełatwo zdobyte pieniądze na mikrotransakcje wydała. Bardzo długo się wstrzymywałem, mając powyższą krytykę na uwadze, ale w końcu sam się poddałem dodatkowemu sponsorowaniu wydawcy/producenta gry. Elite Dangerous jest winne - poświęcając mnóstwo życia na ten tytuł, nie mam nic przeciwko, by doinwestować grę, która cały czas i tak jest rozwijana. Już za parę dni wychodzi patch 2.4, a w przyszłym roku ma zacząć się nowy sezon z nr. 3. Wydałem już całkiem sporo pieniędzy - tu na kolor statku, tam barwę laserów. Nie da się na szczęście niczego kupić, co wpływałoby na balans - tylko estetyka, więc pełna dowolność. Czy żałuję? O zgrozo - nie, nie żałuję. Będzie nowy statek, to już wiem, w jakim kolorze będę latał za dodatkowe 4 euro. To, że w takim statku więcej czasu spędzę niż przy największych singlowych RPG (100h+) jest jednym uzasadnieniem, drugim jest to, że mam szacunek do wydawców, którzy w przeciwieństwie do konkurencji wydali kompletną grę w normalnej cenie, a nie zbierają miliony, podczas gdy produkt jest na etapie „alpha”. Bo mikrotransakcje to jeden problem, ale to niejedyny sposób na wyłudzanie pieniędzy ze strony wydawców - strzeżmy się.


Rayos: Ostatnio wybuchła afera o polską cenę Mini SNES-a, a dokładniej rzecz biorąc - o zwiększenie ceny tego sprzętu przez jeden z popularnych sklepów internetowych. Nie powiem, sytuacja kuriozalna, zwłaszcza wyjaśnienia pracownika w mailu, ale co zrobić, trzeba wypiąć poślady i dać się wykorzystać, prawda? No nie, kilka osób nagłośniło sprawę, poszły maile do UOKIK-u i sklep się zreflektował, choć tylko trochę, oferując kody zniżkowe. Z jednej strony zdaję sobie sprawę, że to nie w 100% wina sklepu, ale również i dystrybutora, ale z drugiej strony – przecież cena hurtowa była znana już od dawna, więc na co wspomniany sklep liczył? Że nagle ceny magicznie spadną? Albo że dostaną tyle konsol, ile sobie założyli? Odrobina pomyślunku i cierpliwości by wystarczyła, by klienci nie poczuli się oszukani. Zarówno Ci, co zostali zmuszeni do zapłaty większej kwoty, jak i 80% tych, do których konsola w ogóle nie trafi. Inne sklepy cierpliwie poczekały na wyklarowanie się sytuacji i sprawiedliwie podały taką, a nie inną cenę dla tylu, a nie więcej ludzi. Nagonkę na sklep wykorzystał inny, mniejszy, deklarując, że sprzeda konsole po takiej cenie, w jakiej sprzedawał. Da się? Da się. Oczywiście w deklaracji musiał się znaleźć pstryczek w nos problematycznego miejsca, ale cóż. Najlepsza reklama to taka z wykorzystaniem błędów konkurencji. Liczę jednak mimo wszystko, że za tydzień wszyscy razem dumnie odpalimy Mini SNES-a i wrócimy do cudownych lat 90. Grając w Super Metroida, Link To The Past czy Super Mario World!

W niedzielę koncert Percivala w Krakowie. Nie powiem, jaram się. Strasznie mi się podobał koncert z muzyki z trzeciego Wiedźmina w zeszłym roku na zakończenie FMF w Krakowie i z tego co czytałem z relacji Wojciecha, co już na koncercie Percivala był – będzie się działo! Nie mogę się doczekać, zwłaszcza, że dość długo już na żadnym koncercie nie byłem. 

Planszówki coraz aktywniej szturmują mój portfel i półki na regałach. Niedawno wpadło do kolekcji 7 Cudów Świata: Pojedynek i dodatek Panteon. Cóż to jest za gra! Podstawka może szybko się zrobić trochę schematyczna, ale Panteon potrafi tak bardzo namieszać, że każda rozgrywka jest absolutnie unikalna i trzeba podchodzić do tematu rozwoju swojego miasta na inny sposób. Serdecznie polecam, jeśli chcecie zagrać z drugą połówką w coś podczas długich zimowych wieczorów. Small World również jest często u nas grany, obkupiliśmy się w dodatki jak głupi i ciśniemy podboje różnorodnymi rasami na zawsze za małym skrawku lądu. Parę dni temu kupiłem dodatek Świat Rzek i choć jeszcze nie testowaliśmy – wiem, że nam się spodoba. A przecież jeszcze tyle innych planszówek do kupna i zagrania… Całe szczęście, że są znajomi co złapali dużo większego bakcyla ode mnie, których odwiedzam średnio raz w tygodniu by wspólnie ogrywać różnorakie gry planszowe.

Pytanie tygodnia: Czy korzystam z mikrotransakcji? Hell no! DLC jeszcze zrozumiem, zwłaszcza jak są rozwinięte i w ciekawy sposób urozmaicają rozgrywkę. Ale chamskie mikrotransakcje? Nigdy. Jak gram w grę F2P (a robię to rzadko), to gram, jak nazwa mówi – za darmo. Do śmietnika z mikropłatnościami! 


A co tam u czytelników?

person: A więc mija 38. tydzień tego roku. Niedziela była kolejnym dniem spędzonym w Escape Roomie. Tym razem padło na Pokój Zagadka. Byliśmy w prawie takim samym składzie jak poprzednio, czyli REALista, Veralynn, Adam, Pusiak, Magda oraz ja, a jedyną różnicą było to, że Daaka zastąpił Tsurugi. W sumie 7 osób. O tym, co mogło nas tam czekać, nie mieliśmy zielonego pojęcia. Nie było żadnej historii ani scenariusza, można rzec - pełna misteria. Wprowadzeni zostaliśmy do pokoju, gdzie były zielone, gołe ściany i kratka wentylacyjna, która była jedynym wystającym elementem. Po pewnej chwili usłyszeliśmy z niej głos, który prosił o podanie hasła, gdy to zrobiliśmy (a jakie, to nie zdradzę :P), usłyszeliśmy komunikat, że drzwi zostały odblokowane. Wyszliśmy w miejscu, w którym wchodziliśmy, ale była tam roleta. Oczywiście nie obyło się bez małej konsternacji i stwierdzenia "ale co się stało?". Po chwili jednak dostrzegliśmy drzwi do kolejnego pomieszczenia i przeszliśmy dalej, a co tam się działo, pozostanie tajemnicą. Mogę jedynie powiedzieć, że mieliśmy małego pecha podczas rozwiązywania zagadek: robocik, który był częścią zabawy, zepsuł się, ale Game Master pomógł nam rozwiązać ten problem. Niestety nic nam to nie dało i wyszliśmy po czasie. Mimo to mieliśmy sporo zabawy i zdecydowanie warto. Za niedogodności związane z awarią dostaliśmy kolejny kupon zniżkowy i mamy już w planach następny pokój, który zwie się Poza Światem. 

W czwartek dotarła do mnie nowa klawiatura mechaniczna z podświetlaniem. Zawsze miałem zwykłe klawiatury membranowe, więc jest to dla mnie nowe doznanie. Zaskoczony jestem tym, że każdy klawisz jest podświetlany osobno, co oznacza, że posiada co najmniej 300 emiterów światła w barwach podstawowych, tzn. red, green, blue. Trzymając ją w ręku, czuję się wysoką jakość wykonania. Górna część klawiatury pokryta jest czarną metalową płytą, a reszta to plastik. Na obecny moment nie mogę nic jej zarzucić. W zestawie dostałem nawet zamienne klawisze, nie wszystkie, ale najczęściej używane: strzałki, escape, q ,w, e, r oraz a, s, d, f. Same przyciski powinny wytrzymać około 50 milionów uderzeń, więc nieprędko wyzioną ducha :). Uczucie korzystania z niej jest całkowicie inne niż w przypadku membranki, a do tego ten dźwięk kliknięć - coś niesamowitego. Z przyjemnością się z niej korzysta. Mam nadzieję, że będzie służyć mi długi czas :).

Pytanie tygodnia: Nie, ale korzystałem. Na ten moment są dwie gry, w których wykorzystałem tę opcję: World of Tanks w wersji na PC oraz Combat Arms. Jeżeli chodzi o WoT-a, to powyżej pewnego poziomu czołg nie zyskuje, dlatego kupuje się konta premium, które zwiększają zysk w postaci srebrnych monet i dają więcej expa, do tego nabywa się zarabiacza, czyli czołg premium. W moim wypadku był to ciężki czołg z drzewka amerykańskiego T-34 (zmodyfikowany niszczyciel T-30). Dzięki temu można szybciej osiągnąć szczyt drzewka. W Combat Arms kupiłem dodatkową walutę grową, która pozwala wykupić lepszą broń, z której będzie się korzystało przez dłuższy okres. Zazwyczaj i tak używałem tej samej spluwy, czyli G36E Valkyrie - karabin średniego zasięgu. Szczególnie upodobałem sobie polowanie z nim na snajperów :).


Tsurugi: Witajcie gracze :D. Ostatnio na shoutcie Perez zadał pytanie o HP. Nigdy nic takiego nie pisałem, sam także uważam, że nie mam zbytnio talentu pisarskiego, ale mogę spróbować. Ostatnio w pracy okazało się, że są tam ludzie patrzący na pracowników przychylnym okiem. Wynikiem tego jest pozytywne rozpatrzenie mojej prośby o refundację na okulary korekcyjne :D. Na co dzień noszę soczewki kontaktowe, a okulary chciałbym naprzemiennie. Na moim stanowisku nie spędzam ponad 4 godzin przy komputerze, ale... skaner, którym się posługuję, ma ekran. A na ten ekran muszę zerkać często, przez prawie cały dzień pracy, bo wszystkie operacje na nim wykonuję. Tak że już niedługo nowiutkie okularki :D.

Pytanie tygodnia: Temat zacząłem poznawać w roku 2008, po przeskoczeniu z PS2 na X360. Mówiąc szczerze, nie podoba mi się mania wciskanie ich na siłę do "każdej" gry. Ale skoro się pojawiają, znaczy to, że gracze to kupują. Ja generalnie uważam to za mało uczciwe zagranie. Dlaczego? Ano dlatego, że często pierdoły lub extra bronie/gadżety/rzeczy kupione przez mikrotransakcje powodują znaczne przechylenie szali zwycięstwa na korzyść "bogatszego" gracza. Tak miałem, grając w multiplayer w grze The Last Of Us. Jedną z dodatkowych broni, wyłącznie do nabycia za mikrotransakcje, jest miotacz ognia. Broń ta jest silna i szybko zabija. Nie każdy ma do niej dostęp, bo trzeba zapłacić prawdziwymi pieniędzmi. Przez to ci biedniejsi dostają wycisk. A to już niedobrze, bo powinien być balans między kupującymi i niekupującymi. W końcu mikrotransakcje są opcjonalne. Nie rozumiem też idei płacenia ciężkich pieniędzy za wszelkiego rodzaju "skórki" broni, ubrań czy przeciwników albo wariacje strojów w przeróżnych kolorach. Jasne, pozwala to stworzyć unikalną i w pełni spersonalizowaną postać, jedyną, która być może istnieje. Ale bardzo często są to ogromne pieniądze, zwłaszcza gdy chcemy mieć "wszystkie". Do takiego Dead or Alive czy Street Fighter albo Gears of War jest pełno wszelkiej maści wyżej opisanych rzeczy. Ale zakupienie ich? Naprawdę nieeeezła kwota wychodzi. Są też opcjonalne zakupy pozwalające np. szybciej zrobić postępy w grze, ot chociażby w MGS V: The Phantom Pain, gdzie można kupić specjalne monety pozwalające ominąć czekanie, aż powstanie nasza baza/broń/ulepszenie. Jest tego więcej, ale tu się zatrzymam. 

Podsumowując, z mikrotransakcji nie korzystam, są to dla mnie całkowicie zbędne rzeczy, zbyt często psujące sprawiedliwą rozgrywkę i kosztujące za dużo. Powinny być albo darmowe, albo nie wciskane niemal do każdej gry. A najlepiej jedno i drugie.

Tagi: hyde park

Miesięcznik PSX Extreme