SKLEP
Paweł Perez Myśliwiec Paweł Perez Myśliwiec 24.06.2017
Hyde Park: Czy zdarza Ci się przechodzić jedną grę kilka razy?
781V

Hyde Park: Czy zdarza Ci się przechodzić jedną grę kilka razy?

Ostatnio w jednej z dyskusji na PPE wpadł mi w oczy komentarz, że ktoś jakąś grę przeszedł kilkanaście razy. Zacząłem się zastanawiać, czy to powszechna rzecz, czy raczej jednostkowy przypadek. No a jak już pytanie się pojawiło, to kogo najlepiej spytać, jeśli nie Was :). Przechodzicie jedną grę po kilka razy? Jakieś rekordy? Jakie tytuły? Co jest motywacją, aby jeden tytuł ograć więcej niż raz? Tradycyjnie życzymy udanego weekendu, a dla wielu również udanych wakacji, które wystartowały wraz z wczorajszym zakończeniem szkoły. 

Rozbo: Znowu będzie o E3, tak już trochę z perspektywy czasu i na chłodno. Tegoroczne targi były chyba najgorszymi ze wszystkich, jakie pamiętam. Serio. Widzę coraz mniej sensu w organizowaniu nudnych (tak, nuuuuudnych) konferencji, na których zazwyczaj pokazywane są krótkie zbitki gameplayów, często same trailery, a i tak część tych gier ma swoje przecieki wcześniej. Line-up tegorocznego E3 był zresztą wyjątkowo nędzny. Nowy Assassin to śmiech na sali. Gra nie wyróżnia się absolutnie NICZYM, więc nie wiem jak został spożytkowany ten czas przerwy dla serii. Chyba tylko na tym, żeby podpatrzeć, które rozwiązania można ściągnąć z konkurencyjnych tytułów. Anthem wygląda prześlicznie, nawet za bardzo. Patrzę na tę grę i czuję ściemę na kilometr, wspominając słynne trailery Killzone 2 i Watch_Dogs. To oczywiście nie znaczy, że wyjdzie z tego zła gra (wspomniane też wyszły ostatecznie świetnie), ale stawiam redakcyjne piwo Pereza, że ta gra nie będzie tak wyglądała w dniu premiery. Obym się mylił, ale nie raz już widzieliśmy takie „pikne” filmiki udające rozgrywką. Beyond Good & Evil 2... o rany... po przesadnie ambitnych zapowiedziach Ancela obawiam się o powtórkę No Man’s Sky, albo grę w stylu Star Citizena, w której do gry będą dodawane kolejne „moduły” w nieskończoność. Chyba nie takiego sequela kultowej przygodówki oczekiwaliśmy.

Reszta to morze przeciętności (nawet God of War nie podbił mi ciśnienia), ogromny zawód związany z Xbox One X (Minecraft w 4K....serio?) i w tym wszystkim wyróżniają się tylko te małe rzeczy. Nic mnie tak nie podjarało w tym roku jak gameplay z Dragon Ball Fighter Z oraz Mario + Rabbits: Kingdom Battle. W tych grach czuć faktycznie duszę i serce włożone w developement, rzeczy poza agresywnym marketingiem i oczojebnymi trailerami niemającymi później żadnego związku z rzeczywistością. O dewaluacji E3 (i targów branżowych sesnu stricto) mówi się już od lat. Wydaje mi się, że z czasem większe znaczenie będą miały mniejsze, lokalne imprezy oraz indywidualne konferencje, jak choćby genialne PlayStation Experience z 2016 roku. Targi L.A. z każdym rokiem stają się tymczasem coraz większym przeżytkiem, choć decyzja o wpuszczeniu na hale zwykłych klientów, a nie tylko branżowych ludków, może odmienić jej oblicze i zyskać znaczenie jako ważna, lokalna impreza.

Pytanie tygodnia: Obecnie bardzo, ale to bardzo rzadko. Kiedyś potrafiłem niektóre ulubione tytuły przechodzić po kilka razy (Metal Gear Solid, Parasite Eve, Devil May Cry 3, wszystkie God of War, Vanquish), ale wybierałem głównie te gry, które dawały frajdę z samego masterowania wyników. Z większych dwukrotnie przechodziłem chyba tylko Mass Effect, zaś ostatnią grą, jaką przeszedłem 2 razy, było Dishonored. Oczywiście nie liczę remasterów, które dostawałem do recenzji, bo to było robione niejako „służbowo”. Powód jest prosty, wszystko to sprowadza się do dostępnego czasu. Przy takim zalewie fantastycznych gier, ciężko jest wracać do zaliczonych już raz produkcji, mimo że w kilku wypadkach wręcz prosi się o jeszcze jedno podejście. 


Perez: Kolejny z cyklu „ekspresowych tygodni” za mną. Weekend minął u teściów z rodzinką, więc od rana do wieczora z dzieciakami, jakiś grill po drodze (pogoda dopisała!), a od niedzielnego wieczora do wtorku do północy PSX Extreme z przerwą na halóweczkę (jest forma, gra się świetnie, mógłbym w sumie codziennie jakiś mecz pyknąć). Z samymi zamknięciami jest tak, że we wtorek o 13.00 myślimy, że jest tak spoko, iż o 18.00 koniec. Potem poprawki, jakiś brakujący tekst, dopieszczenie okładek i 23.00 na zegarze. Pamiętając jednak moje pierwsze zamknięcie (swoją drogą też numer z E3), kiedy wyszliśmy koło 5 rano, a z poniedziałku na wtorek nawet do domu nie wracałem, to teraz normalnie jak na wakacjach :).

NioH wylądował na konsoli. Kumpel straszy, że trudniejsze niż Bloodborne, ale co tam, trzeba czasami się podenerwować (chyba?). Pierwsza sesja w weekend, zobaczymy, jak wypadnie. Poza tym ostatnio znowu wpadłem w sidła Comedy Central. Niby ogląda się te seriale już któryś raz, a wciąż dają radę. Gdy lecą „Przyjaciele” czy „Teoria wielkiego podrywu”, to zawsze staram się zerknąć choćby jednym okiem. Zwłaszcza ta pierwsza produkcja jest dla mnie swoistym fenomenem – oglądam to już któryś raz i wciąż śmieszy. Ba, jest zabawniej w porównaniu z wieloma nowszymi komediami. 

I na koniec odrobina marudzenia. Czeka mnie wymiana oleju w aucie, znalazłem blisko pracy sklep. Zadzwoniłem jednego dnia, dopytałem, wysłuchałem wykładu o różnicach w olejach, obiecałem, że na drugi dzień zadzwonię i potwierdzę, co bierzemy. Dzwonię na drugi dzień – odbiera inny człowiek, nie wie nic o moim temacie, procedurę powtarzamy (m.in. numer telefonu, żeby mogli zadzwonić), tyle że teraz już konkretnie mówię czego potrzebuję – jest środa rano, mam czekać „lada moment” na info, czy uda się ściągnąć olej do weekendu. Środa minęła, dzwonię w czwartek o 11.00 i oczywiście „a tak, tak, już miałem do pana dzwonić, no niestety nie damy rady do weekendu zamówić oleju” (a temat zacząłem we wtorek rano). Na szczęście w necie znalazłem inną ofertę, jeden telefon i w kwadrans sprawa dogadana. A co zabawne, ten mój pobliski sklep to nowa placówka w jakiejś niedużej sieci handlującej olejami itp. I jak zapewniał mnie sprzedawca, nawet da mi specjalny rabat, bo zależy im, aby sklep się rozkręcał i zdobywał klientów…

Pytanie tygodnia: Szczerze, chyba żadnej gry nie przeszedłem dwa razy. Przymierzałem się do remastera TLoU, ale tak mając w głowie, że już wiem co i jak, to nie mogłem się zebrać, wiedząc, że to dobre kilkanaście godzin gry. Zazwyczaj kończę tytuł i wędrują on na półkę lub znika z dysku. Chociaż w sumie zbieram się, aby odpalić znowu Wieśka, bo przy pierwszym podejściu końcówkę to już trochę olałem, bo chciałem dobić do zakończenia. No i wiadomo, nie biorę pod uwagę sportówek i menedżerów, bo je to faktycznie „przechodzę” po kilkanaście razy, startując z nowymi karierami.  


Wojtek: Hej! Piszę te słowa, a miałem już spać dobre trzy godziny, ale znowu ugrzęzłem w encyklopedii. Dodaję gry, słucham muzyki, uwielbiam to!

A tak to opowiem Wam ciekawostkę – w czwartek pojechałem na zakupy, auto nie odpaliło, więc zostało na Biedronce, wpadam do domu, prawie spóźniłem się do pracy, a tutaj paczka… Roger mi wysłał „Auta” do recenzji. No super. Trafił… Siadam za stery, włączam maszynę, przeglądam pocztę, a tam „Informacja prasowa: Car Mechanic Simulator 2018”… No nie mogłem przejść obojętnie i news wpadł na stronę. Auto? Nadal leży pod Biedrą. Lub przynajmniej mam taką nadzieję.

W świecie gier ostatnio znowu „robi mi dobrze Switch”. Przez E3 trudno było mi się wyrwać na większą sesję, więc świetnie sprawdza się tutaj konsola Wielkiego N. Wieczorem, jedna sesja przed snem i… Zasypiam z konsolą w łapach. Muszę z tym uważać, ale jakoś strasznie to lubię. Takie „na dobicie”.

A tak to jeszcze raz – serdecznie polecam Get Even. Nie, nie jestem „growym patriotą”, który poleca wszystko z naszego kraju, ale tej grze naprawdę warto dać szansę. Kupicie ją w świetnej cenie, a ta opowieść… Ja nadal nie wiem, jak tam to wszystko się wydarzyło. Magia.

Pytanie tygodnia: Właśnie Get Even to jeden z tytułów, do którego MUSZĘ wrócić. W sumie często staram się wracać w momencie, gdy wychodzi nowa odsłona danej produkcji lub gdy tytuł mnie naprawdę wciągnął. Kiedyś miałem takie „tradycje” i przykładowo zawsze w święta grałem w Max Payne’a. Ogólnie wracałbym częściej, ale doba jest zdecydowanie za krótka.


Senix: Mango-animu mnie zaatakowało – zacząłem oglądać Boruto – Naruto Next Generations i muszę przyznać, że obawiałem się tego sequela, ale byłem w błędzie. Ukyo Kodachi w dobrym stylu przejął pałeczkę po Masashim Kishimoto (który był autorem dwóch pierwszych serii). Nie stara się kopiować pomysłów poprzednika. Oczywiście Boruto jest podobny pod pewnymi względami do swojego ojca, ale go nie kalkuje, czego się obawiałem. Inne postacie fajnie łączą cechy swoich rodziców, ale są inne od nich. Ciekawie zapowiada się też konflikt na linii ojciec i syn. Boruto dźwiga na barkach sławę swojego ojca, który nie ma czasu dla niego i swojej rodzinny (jak można nie mieć czasu dla Hinaty?). Naruto z kolej nie miał rodzinny i żył sam. Tutaj właśnie liczę na konkretne twisty, zwroty itp., bo potencjał jest duży. I dlaczego w pierwszym odcinku Boruto zakłada opaskę z przekreślonym symbolem liścia (podobnie robili członkowie Akatsuki)?

Pytanie tygodnia: Kiedyś przechodziłem po kilka razy dany tytuł. Metal Gear Solid z 30 razy, Resident Evil 3: Nemesis też coś koło tego. O Tekkenie czy Motor Racer nawet nie chcę wspominać, bo granie bez karty pamięci skutkowało tym, że przechodziło się te gry co dzień. Teraz niestety nie mam tyle czasu. Odpalam grę – kończę ją i ląduje na półce lub w skupie. Praca i inne obowiązki zajmują coraz więcej czasu, a ta cholerna doba nie chce trwać 48h. 


Perez: Nowa tradycja z udziałem czytelników w cotygodniowym Hyde Parku kwitnie. Dzisiaj gościmy ponownie squarsoftera i kolejnego weterana PPE, niezastąpionego encyklopedystę i blogera, Daaka. 

squaresofter: Cześć. Za kilka dni obchodzę urodziny. Zazwyczaj w takiej sytuacji zastanawiam się nad tym, czy ktoś o nich pamięta, i nie mam tu na myśli pamięci wspieranej Facebookiem, oraz to, jakie prezenty dostane na urodziny i czy mi się spodobają? Rozmawiałem nawet z kilkoma osobami nad najlepszymi pomysłami, jak spędzić urodziny. Jedni radzili mi upić się w sztok, inni radzili mi, żebym strzelił sobie w głowę, a jeszcze ktoś inny powiedział, żebym kupił sobie Personę 5 na urodziny. Mnie przyszedł do głowy zupełnie inny pomysł. Postanowiłem, że tym razem w swoje urodziny zrobię prezent komuś innemu, ale o tym będziecie mogli przeczytać w W co gracie w weekend? #208 w przyszłym tygodniu.

Pytanie tygodnia: Czy zdarza mi się przechodzić wielokrotnie tą samą grę? No jasne, że tak. Resident Evil 3 przeszedłem 23 razy i traktuję tę grę jak palacz traktuje papierosy. Od czasu do czasu muszę ją znowu przejść. Uciekanie przed Nemesisem nigdy mi się nie znudzi. Demon's Souls przeszedłem 13 razy i wbiłem w nim 2 platyny tylko po to, by chłonąć jak najdłużej klimat posępnej Boletarii i zawalczyć w niej kolejny raz z ulubionymi bossami. RE5 przechodziłem tez mnóstwo razy tylko po to, by pograć ze znajomymi i nigdy nie zapomnę, jak skończyłem go kolejny raz z kumplem, który krzyknął na literach końcowych: "To za Aerith!!!". Nie mówię, że każdą grę przechodzę wielokrotnie, ale w niektórych klimat podoba mi się tak bardzo (Onimusha 2, Devil May Cry, Killzone), że trzeba mnie od nich odrywać, bo znów do nich kiedyś wrócę. Najłatwiej robić takie rzeczy w grach krótkich, ale zdarza mi się przechodzić kilka razy nawet jRPGi (FFX przeszedłem 6 razy na PS2). Oczywiście z każdym kolejnym dniem mam coraz mniej czasu na podobne zachowania, a gier do ogrania coraz więcej, więc takie podejście do konkretnych tytułów występuje u mnie coraz rzadziej i to chyba nawet dobrze, wziąwszy pod uwagę fakt, że przeszedłem kiedyś Dead Space 5 razy w ciągu miesiąca czy coś koło tego, bo spodobała mi się atmosfera zaszczucia na Ishimurze opanowanej przez nekromorfy i kompletnie nie myślałem o tym, żeby zagrać w coś innego.


Daaku: Cześć i czołem! Druga połowa czerwca okazała się być dla mnie niezwykle gorącym (dosłownie i w przenośni) okresem, a to z dwóch powodów. Pierwszym były oczywiście targi E3 - tych parę dni, podczas których człowiek mimowolnie siedzi do późna na streamach czy też wstaje o iście spartańskich godzinach, aby przyjrzeć się najgorętszym, szykowanym na kolejne miesiące (no, tutaj reguły niestety nie ma) tytułach. Co do oczekiwań, zaskoczeń i podsumowań - na te tematy dość sążniście uzewnętrzniłem się w blogu Gomlina, do którego serdecznie zapraszam, jeśli nie mieliście jeszcze okazji go przeczytać.

A drugi powód? Urlop! Nie byłem pewien, czy w tym roku wszystko wypali, ale koniec końców rezerwacja na domek poszła, pieniądze z konta zeszły i na pełen tydzień mogłem zadokować się w zaprzyjaźnionej stanicy wodnej w urokliwym Dźwirzynie, do którego to zajeżdżamy całą rodziną rokrocznie od ponad dziesięciu lat. Plaża, słońce, obiady domowe "U Wojtka", świeża rybka prosto z połowu i to same łóżko w tym samym pokoju w tym samym domku letniskowym - jeżeli którakolwiek składowa nie wypali, to z miejsca odczuwam pewien dyskomfort. Na całe szczęście pogoda dopisuje i aż żal, że już w niedzielę trzeba wracać do normalności, biurowych monitorów i krawata pod szyją. Ale za to bez wyrzutów sumienia i z naładowanymi na full bateriami - każdemu pracującemu życzę takiego katharsis z dala od zgiełku i obowiązków dnia powszedniego!

Pytanie tygodnia: Za dawnych lat, kiedy miało się dużo czasu wolnego, a bibliotekę posiadanych tytułów niewielką, lubiłem wielokrotnie przechodzić konkretne gry, uzyskując wszystkie możliwe zakończenia i tzw. "100% completion" (zwłaszcza te z uniwersum SMT czy Mega Mana). Natomiast teraz, kiedy człowiek ma kilkanaście konsol i po kupce wstydu na każdej? Niezwykle rzadko. W większości przypadków zadowalam się jednorazowym ukończeniem kampanii, ambitnie planując sobie drugie podejście z zamiarem zrobienia stu procent i wbicia wszystkich brakujących trofeów. Oczywiście "planując" jest tu słowem kluczowym, gdyż na boku czeka już kolejny tytuł do zaliczenia - idealnie na sto procent i ze wszystkimi trofeami, realistycznie po łebkach i byle do napisów końcowych... 

Choć ostatnio udało mi się natrafić na grę, która rozbudziła we mnie chęć wielokrotnego przechodzenia kampanii, za każdym razem na wyższym poziomie trudności i większą szansą na lepsze "dropy". Jeśli jesteście ciekawi, to zainteresujcie się vitowym Neon Chrome oferowanym aktualnie w Plusie - już dawno nie miałem takich trudności z oderwaniem się od ekranu, a króciutkie misje sprawiły nawet, że wróciłem do grania w środkach komunikacji miejskiej. Polecam wielbicielom zarówno strzelanek top-down, jak i wszelkiej maści erpegowych modyfikatorów do statystyk.

Tagi: hyde park

Miesięcznik PSX Extreme