(1/5)Twórca Shenmue, Yu Suzuki potwierdził, że pracuje nad nową grą... iPhone'a.

FORUM

Kąciki

Kącik filmowy

Shadow of the Colossus The Movie 2012-05-24

Kącik RPG

Final Fantasy Type-0 - wrażenia 2011-12-03

Blogi redakcyjne

Ankieta

Tegoroczne E3 upłynie pod dyktando:
  • Sony
  • Microsoftu
  • Nintendo

Premiery

 
Cargasm
22-05-2012
Retro City Rampage
22-05-2012
Joy Ride: Turbo
23-05-2012
Dragon's Dogma
25-05-2012
Bird Mania 3D
maj 2012
Mad Riders
30-05-2012
Foosball 2012
30-05-2012
SBK Generations
30-05-2012
Fuel Overdose
maj 2012
Zombie Carnaval
31-05-2012
DiRT Showdown
01-06-2012
Summer Stars 2012
01-06-2012
Zen Pinball 2
02-06-2012
Anarchy Reigns
06-06-2012
Inversion
08-06-2012
Gravity Rush
13-06-2012
Heroes of Ruin
15-06-2012
Lollipop Chainsaw
15-06-2012
Atelier Meruru
23-06-2012
Zombie Driver HD
26-06-2012
Babel Rising
26-06-2012
Girl Fight
26-06-2012
Spec Ops: The Line
29-06-2012
Men in Black
29-06-2012
Brave
czerwiec 2012
Postal III
czerwiec 2012
Cannon Fodder 3
czerwiec 2012
Beyond the Labirynth
czerwiec 2012
Great Little War Game
czerwiec 2012
Pokemon Conquest
czerwiec 2012
Derrick the Deathfin
czerwiec 2012
Boulder Dash-XL 3D
czerwiec 2012
Hybrid
lipiec 2012
Double Dragon: Neon
lipiec 2012
Plain Sight
lipiec 2012
River City Ransom 2
lipiec 2012
Fractured Soul 3D
lipiec 2012
Rainbow Moon
lipiec 2012
Deadlight
lipiec 2012
Darksiders II
14-08-2012
Sleeping Dogs
14-08-2012
Skulls of the Shogun
sierpień 2012
Tekken Tag Tournament 2
sierpień 2012
Spelunky
sierpień 2012
Fallen Frontier
sierpień 2012
Johnny Kung Fu
sierpień 2012
New Super Mario Bros. 2
sierpień 2012
The Unfinished Swan
sierpień 2012
Far Cry 3
06-09-2012
Rocksmith
14-09-2012
Vessel
2012
Borderlands 2
21-09-2012
Last Flight
wrzesień 2012
Time Travelers
wrzesień 2012
Realms of Ancient War
wrzesień 2012
RollerCoaster Tycoon
wrzesień 2012
F1 2012
wrzesień 2012
Worms Revolution
wrzesień 2012
Resident Evil 6
02-10-2012
Dishonored
12-10-2012
Dokuro
2012
Papo & Yo
2012
Dust 514
2012
WRC 3 (PS3, X360, PSV)
październik 2012
True Crime: Hong Kong
październik 2012
Adrift
2012
Orc Attack
październik 2012
Absolute Supercars
październik 2012
Death Road
październik 2012
Half-Life 3
październik 2012
Dragon Ball Z Kinect
październik 2012
Pro Evolution Soccer 2013
październik 2012
Halo 4
06-11-2012
Smart As
2012
Bit.Trip Runner 2
listopad 2012
FIFA 13
2012
Call of Duty VITA
listopad 2012
NBA Live 13
listopad 2012
Cloudberry Kingdom
grudzień 2012
Closure
2012
KickBeat
2012
Agent
31-12-2012
Ryse
2012
Thief 4
2012
Replika
2012
Dyad
2012
Tribes: Ascend
grudzień 2012
Black Death
grudzień 2012
WWE Brawl
2012
Owlboy
2012
Dead or Alive 5
31-12-2012
Fab Style
2012
Yakuza 5
2012
Pid
2012
Fortnite
2012
Gungnir
2012
Phi Brain
2012
DmC: Devil May Cry
15-01-2013
BioShock Infinite
26-02-2013
TOMB RAIDER
luty 2013
Sanctum 2
2013
DARK
luty 2013
The Cave
2013
XCOM
2013
Zwei
2013
OverStrike
czerwiec 2013
Prey 2
2013
Crysis 3
2013
inSANE
2013
Doom 4
2013
 

Podobnie jak od czasu do czasu ma to miejsce w PSX Extreme, także łamy PPE otwarte są dla Waszej twórczości. Recenzje publikujecie samodzielnie od startu serwisu, ale nic nie stoi na przeszkodzie, aby płodzić także ciekawą publicystykę. Dzisiaj wspominkowy tekst Michała Kotlińskiego o Nintendo 64 - a nasz adres e-mailowy czeka na Wasze kolejne prace. Miłej lektury.

 

ZŁOTE DZIECKO KARTRIDŻY


W POSZUKIWANIU SZTUCZNYCH RAJÓW - LATA PIERWSZE


Będąc kilkuletnim szkrabem nie uczęszczałem do przedszkola. Poszedłem tam zaledwie kilka razy: rajstopki uwierały, dzieci ryczały, baby na mnie wrzeszczały - straszne miejsce. Nie - siedziałem w domu z ojcem i zajmowałem się głównie konstruowaniem z klocków Lego, które dostawaliśmy z bratem na dosłownie każdą okazję: urodziny, imieniny, Wielkanoc, Boże Narodzenie.

W moim przypadku pierwszy prawdziwy kontakt z grami wideo - czy też wtedy "grami telewizyjnymi" (małe budziki - gierki typu łapanie spadochroniarzy, czy wilk, zając i jajka może pominę) - nastąpił w "zerówce". Otóż kolega z grupy posiadał na własność tak zwaną "czarną konsolę" - do dziś nie wiem jakiej firmy była to maszyna, nie znam też żadnych szczegółów czy specyfikacji, piszę jak pamiętam. Zgodnie z naszą nazwą, maszyna była czarna. Za kontrolery służyły joysticki typowe dla komputerów. Samo pudło konsoli posiadało kilka przełączników: jeden służył do zmieniania tytułu (gry były wgrane w pamięć maszyny), jeden do odpalania wybranej gry, reszta nie pamiętam do czego (wybieranie poziomu trudności? Kontrast?). Gry nie posiadały tytułów: był boks (rzut z góry), była siatkówka, hokej, "samoloty" (strzelanka) - rzut z góry, "samoloty" - rzut z boku, coś w stylu Tarzana (biegłeś przez dżunglę omijając przeszkody, przeskakując węże i kałuże), Superman (heros leciał przed siebie, w budce telefonicznej mógł zmieniać się w swoje ludzkie alter-ego i wówczas szedł), Spider-Man (bohater wspinał się po wieżowcu z przeszkodami), przebieganie kurą tudzież żabą przez ruchliwą autostradę i wiele innych - w pamięci maszyny znajdowało się kilkanaście, a może i kilkadziesiąt gier. Powtarzam: po dziś dzień nie wiem czym była owa "czarna konsola". Jakiej była firmy? Jakiej była produkcji? Japońskiej? Chińskiej? Rosyjskiej? Starszy brat kolegi - właściciela tego ustrojstwa - był świadkiem Jehowy. Może ten fakt miał jakieś znaczenie? Nie wiem. Wiem za to, że gry były czarno-białe i wyjątkowo ubogie graficznie - trudno było powiedzieć o nich "dwuwymiarowe" czy "o niskiej rozdzielczości", skoro piksele były widoczne bez okularów - pojedyncza postać ludzka czy zwierzęca składała się z kilkunastu kwadratów (sic!). Mimo tego, tajemnicza machina zapewniała nam godziny rozrywki. Kiedy poszedłem do podstawówki, w szkolnej świetlicy również znajdowała się "czarna konsola",  jednak pewien bogaty uczeń-filantrop pewnego razu przyniósł ze sobą Pegasusa - i nasze dni nigdy już nie były takie same…


ZABAWA SIĘ ROZWIJA


Pegasus miał kolorową grafikę i dziesiątki wyśmienitych pozycji. Ja sam dostałem Pegaza w prezencie z okazji I Komunii i od tamtej pory wraz z młodszym bratem okupowałem telewizor ojca, kiedy tylko on sam niczego nie oglądał (rzadko) albo kiedy nie było go w domu (równie rzadko). Contra, Double Dragon III, Robin Hood: Prince of Thieves…

Cały karton kartridży z zapisanymi na nich wspomnieniami. W międzyczasie grywało się u bogatszych kolegów na Amidze bądź PC, czytało się Top Secret (z działem recenzji gier na Pegasusa) oraz Secret Service i oglądając screeny wyobrażało sobie sztuczne raje. Pamiętam, że na początku czytałem każdy numer gazety  d o s ł o w n i e  od deski do deski - każdą zapowiedź, każdą recenzję, wreszcie każdy opis każdej gry: "Podnieś łyżeczkę, idź do trzeciego pokoju od lewej, włóż ją do zamka, porozmawiaj z duchem" i tak dalej - tak działała magia elektronicznej rozrywki. Równocześnie zwiększała się liczba ocen w dzienniku, tytuły gier w pobliskim salonie z automatami zmieniały się (Cadillacs And Dinosaurs!), Pegasus nieco się zestarzał, kumpel dostał Segę MegaDrive (Sonic!, Fifa '95!!, Road Rash!!!), a Top Secret przestał się ukazywać.

Lata płynęły. Grafika w grach była coraz bardziej skomplikowana. To, co kiedyś osiągały tylko najlepsze stacje graficzne, czyli trzeci wymiar wirtualnej rzeczywistości, powoli stawało się standardem. Prawie przestałem włączać starą podróbkę Nintendo Entertainment System. W sklepach z grami pojawiło się pudło z maszyną PlayStation firmy Sony, z naklejoną nań astronomiczną ceną. Żaden z kolegów nie posiadał wtedy tego cacka - nie było wśród nas milionerów. W Secret Service pojawił się dział z recenzjami gier na konsole.

Wtedy grywałem głównie w ładne, ale notorycznie niepłynne i zawieszające się gry na PC u znajomych albo Mortal Kombat na Amidze innego koleżki, gdzie przy Fatality trzeba było zmieniać dyskietki. Chwilę później na rynku zaistniała Sega Saturn. W jednym z miejskich sklepów pojawił się zaś specyficzny rodzaj salonu gier: w automat wrzucało się monetę dwuzłotową, a wtedy joypady podłączonych PlayStation i Saturnów włączały się na czas dwudziestu minut. Był Ridge Racer, było Battle Arena Toshinden, Tekken 1 i 2, Sega Rally. Te gry były piękne. Te gry były płynne. Te gry były inne niż ślamazarne komputerowe przygodówki typu point & click. Grałem często i z radością, ale jakoś nie zastanawiałem się nad zakupem którejś z trzydziestodwubitowych konsol. I wtedy wybuchła bomba.


BOMBA

Był rok 1997, w dziale konsolowym Secret Service ukazała się euforyczna recenzja Super Mario 64, jednego z launch titles zupełnie nowej konsoli Nintendo 64. Ocena 101% i zachwyt redaktora przemawiały do wyobraźni, ale papierowe screeny były niewyraźne i rozmazane (o domowym Internecie nikt wtedy nie myślał), kiedy jednak ujrzałem tą grę na żywo i wziąłem do ręki nowego, dziwnego pada, już wiedziałem: chcę mieć tą maszynę na własność. Moi rodzice nigdy nie cierpieli na nadmiar pieniędzy, za to moja ś.p. babcia zawsze miała do mnie słabość, toteż w dzień moich imienin poszliśmy do salonu handlowego i wróciliśmy z dwoma okazałymi pudłami: kolorowym telewizorem i konsolą Nintendo 64 wraz z grą Super Mario 64. Miałem wówczas dwanaście lat.
"- Głupio robisz" - powiedział wtedy mój ojciec do mojej babci (ojciec od zawsze miał pretensje, że za mało czytam). Tysiące godzin radosnej gry później mogę śmiało powiedzieć: "Myliłeś się, tato".


ROUGH NINTENDO LOVE

Nintendo 64 od początku było konsolą dość specyficzną. W momencie swego debiutu maszyna posiadała potężny 64-bitowy procesor z takimi nowatorskimi cechami jak bump mapping, anti-aliasing czy często przeklinany motion blur, dzięki któremu tekstury obiektów nie raziły widocznymi pikselami, czego efektem było jednak często przesadne rozmycie grafiki. Jako napęd Nintendo zdecydowało się użyć już wówczas anachronicznych kartridży, przez co producenci gier zmuszeni byli do nie lada gimnastyki - przez mikroskopijną pojemność kartów złożone ścieżki dźwiękowe i renderowane filmy z miejsca stawały się nie do zaimplementowania - zamiast nich gracze najczęściej słuchali nieskomplikowanej muzyki, czytali napisy w miejscach dialogów i oglądali przerywniki liczone na silnikach gier. Posiadacze PSX-ów i Saturnów często kpili z tych cech N64. Co z tego jednak, skoro same gry i tak były wspaniałe?

Weźmy choćby legendarnego i kultowego Mario 64. Absolutnie przełomowy zarówno poprzez sterowanie (analogowy joypad był oryginalnym patentem Nintendo, podobnie zresztą jak późniejsza opcja wstrząsów kontrolera), grafikę, jak i niesamowicie zabawną, wciągającą, ba! - wręcz uzależniającą rozgrywkę. Bieganie i skakanie grubym, wąsatym hydraulikiem bawiło każdego, od dziecka po jego babcię, i nie był to tylko truizm - ta gra zdawała się mieć żywą, ciepłą, przyjazną duszę. Gdy po czterdziestu godzinach perypetii z Marianem ujrzałem końcowy ekran z podziękowaniami za ukończenie przygody, zrobiło mi się autentycznie smutno - smutno, że to już koniec. Tą grą się żyło, o tej grze się śniło, o tej grze myślało się siedząc w szkolnej ławce. Tak jak późniejsze Legend Of Zelda: Ocarina Of Time i Perfect Dark, Super Mario 64 jawiło się jako coś więcej niż gra wideo. To było coś autentycznie pięknego. W dziele Shigeru Miyamoto i jego kolegów było coś ze Sztuki wyższej, która zmienia marzenia i sposób postrzegania świata.


Drugą grą jaką kupiłem był International Superstar Soccer 64 - piłka nożna od Konami Komputer Entertainment Osaka, która była zupełnie innym tytułem niż ISS Pro od Konami C. E. Tokyo na PlayStation. Produkt KCEO charakteryzowała szybka, intensywna, o wiele bardziej arcade'owa niż w ISS Pro na PSX-a rozgrywka, plus rozbudowane opcje tworzenia własnych zawodników - spędzaliśmy całe godziny na kreowaniu, a następnie graniu ze sobą oraz kumplami ze szkoły i podwórka. Warto smutno nadmienić, że za tą grę zapłaciłem równe 340 polskich złotych. Tak, ówczesne ceny gier na N64 były potworne - chyba najdroższym tytułem, jaki widziałem na półce Empiku, był któryś z symulatorów Formuły 1: 410 PLN. Żmudnie odkładaliśmy z bratem na gry każdą złotówkę; niewątpliwie właśnie zapora cenowa była powodem, dla którego Nintendo 64 nie było w Polsce specjalnie popularne - za cenę jednego kartridża na N64 mogłeś kupić od Rosjanina na rynku 10 nagranych na CD-R gier na PlayStation. Co prawda w Japonii, USA, Wielkiej Brytanii czy Niemczech nie było to argumentem, jednak w naszym niezamożnym kraju miało to kolosalne znaczenie. Grać jednak musieliśmy - ratowaliśmy się pożyczaniem, wymienianiem i katowaniem tych gier, które już mieliśmy, na wszelkie możliwe sposoby. Świetną cechą Nintendo 64 były cztery wbudowane sloty na joypady, co czyniło konsolę idealną do wieloosobowej zabawy - wyżej wspominane ISS'y (oraz FIFA '98, której inkarnacja na N64 miała przedziwny, chwilami dość absurdalny engine, co jednak nie przeszkadzało nam w spędzaniu przy niej dni i nocy), Mario Kart 64, GoldenEye, później Donkey Kong 64 i wreszcie wspaniały Perfect Dark - te tytuły zapewniały nam niezapomnianą wspólną rozrywkę.


NINTENDO GAMES ARE SPECIAL

"N64 games are special", pisał w 1998 roku na łamach Arcade Magazine James Ashton. Niewątpliwie coś jest na rzeczy - firma z Kioto przez dziesiątki lat istnienia w branży gier wypracowała specyficzną filozofię: czasem kontrowersyjną i niejasną, zawsze oryginalną i własną. Hasło "jakość ponad ilość" było jednym ze sloganów marki Nintendo 64: stosunkowo niewielka liczba ukazujących się na N64 tytułów miała sprawiać, że każdy z nich będzie dokładnie przetestowany i odpowiednio dopieszczony - miało to stanowić przeciwwagę do zalewu crapów ukazujących się na PlayStation. W praktyce nie było tak różowo - tytuły beznadziejne (vide Chameleon Twist czy Superman 64) ukazywały się, a miesiące, w których nie wychodziła żadna z flagowych, godnych uwagi gier, były dla konsumentów frustrujące.

"Nintendo Way" to także charakterystyczny typ, wygląd, design gier Wielkiego N, rozpoczynający się zresztą od dizajnu samej konsoli N64, kontrolerów i akcesoriów (co miało być kontynuowane przy GameCube i w zasadzie również Wii). Shigeru Miyamoto, ojciec Mariana i Zeldy, niewątpliwie jest dużym dzieckiem, co przekłada się wprost proporcjonalnie na stylistykę flagowych gier Ninty, z której właściciele "dużej, poważnej" PlayStation nierzadko pokpiwali, nazywając ją "niepoważną i dziecinną". Prawdą jest, że Mario, Luigi, Yoshi, Kirby czy nawet Link nie są postaciami pokroju Kratosa czy Marcusa Fenixa, jednak Nintendo nigdy nie interesowała brutalność czy przypodobywanie się na siłę dorosłemu odbiorcy.

W gry Miyamoto mogą grać wszyscy, od dzieci po starców, i nie jest to pusty slogan reklamowy; Shigsy potrafi zabawić odbiorcę swoich tytułów bez uciekania się po krew i flaki. W przypadku N64 było to posunięte nawet dalej: nie było ani krwi, ani przemocy, ani nawet symfonicznych, wielowarstwowych ścieżek dźwiękowych czy zapierających dech w piersiach prerenderowanych wstawek filmowych. Mimo to sprzedaż Mario 64 czy Zeldy: Okaryny Czasu szła w miliony egzemplarzy, bowiem po usunięciu technologicznej nadbudowy pozostawała czysta grywalność, miodność, euforia i radość z zabawy. W tej filozofii Nintendo było coś z zen, co widać zresztą w ruchach firmy z Kioto do dziś. Uparte trzymanie się "niezależnych" nośników (N64, GameCube, Wii), oryginalność (Nintendo DualScreen), wreszcie bezprecedensowy zwrot w kierunku ludzi, którzy nigdy nie trzymali pada w rękach (oczywiście Wii). "Playability over nudity", zdawał się mówić Mario w 1997 roku. "Games first", dodawał Link kilka lat później. "Po pierwsze: Człowiek", kończy dziś uśmiechnięta, trzymająca Wiilota kilkuletnia dziewczynka, tudzież jej czterdziestoletnia, również trzymająca kontroler mama.

Wracając jednak do Nintendo 64: oczywiście ukazywały się na nią również tytuły dla starszej publiczności, nierzadko zresztą bardzo dobre: trzy części pierwszoosobowej strzelaniny Turok, również FPS-owy, znakomity GoldenEye, interesująca przygodówka Mission: Impossible, trudny, mroczny i dojrzały przygodowy platformer Shadowman, czy wreszcie ocierający się o doskonałość Perfect Dark. Dzielenie gier na "dziecinne" i "dorosłe" nie ma jednak chyba większego sensu - najważniejsza jest chyba satysfakcja, jaką konsument czerpie z zabawy, czyż nie? Z wartych uwagi po dziś dzień gier trzeba polecić piękne wyścigi skuterów wodnych Wave Race 64 (jeden z tytułów startowych konsoli!), wyjątkowo przyjemny symulator snowboardu 1080°, dynamiczną, efektowną strzelaninę "na szynach" osadzoną w legendarnym uniwersum StarFoxa, Lylat Wars. Prócz tego Nintendo otrzymało od deweloperów cały pakiet gier z uniwersum "Gwiezdnych wojen": eklektyczne Shadows Of The Empire, w którym gracz brał udział zarówno w bitwach setek statków kosmicznych, jak i w wyścigach skuterów czy zdobywaniu piechotą wrażych baz, olśniewające graficznie, trudne i wymagające Rogue Squadron, gdzie Luke Skywalker wraz z kumplami-lotnikami miał za zadanie przyćmić potęgę Imperium, Episode One: Racer, ultraszybkie wyścigi znanych z Pierwszego Epizodu pod-racerów z potężną ilością tras i pojazdów.

Nintendo 64 słynęło również z platformówek 3D - następcami Mario 64 było przezabawne Banjo-Kazooie od Rareware (wraz z kontynuacją), nieco słabszy, ale wciąż dobry Donkey Kong 64 (również pióra Rareware), wreszcie niesforny i świetny Conker's Bad Fur Day (i tym razem od Rare)… Z gier około-erpegowych, poza flagowymi, niewiarygodnymi wręcz Legend Of Zelda: Ocarina Of Time i jego kontynuacją Legend Of Zelda: Majora's Mask był też średni Holy Magic Century oraz dziwaczny, pokraczny, ale wywołujący uśmiech na twarzy Mystical Ninja (plus jego druga część) z potyczkami ogromnych mechów (!) i sekwencjami karaoke (!!).

Tyle gier, tyle wspomnień, a przecież nie zagrałem nawet w jedną trzecią tytułów z N64… Było więc jeszcze kilka słabych, średnich oraz całkiem znośnych wyścigów samochodowych (Multi Racing Championship, Top Gear Rally). Było dziwne, ale oryginalne i satysfakcjonujące Blast Corps. Była śliczna, cukierkowa kontynuacja Mario Kart 64, czyli Diddy Kong Racing oraz niecodzienny, okazały platformer 2,5D Yoshi's Story… Były jakieś Pokemony, Bomberman 64, całkiem udana inkarnacja przygód legendarnego ośmiobitowego bohatera, idealne do gier wieloosobowych Mario Party i śmieszne Super Smash Bros. Megaszybkie wyścigi F-Zero X. Lista gier na N64 w Wikipedii wylicza 387 tytułów; w niniejszym szkicu nie liznąłem nawet pięćdziesięciu, a więc bezsprzecznie było i jest na Nintendo 64 w co pograć.

Tak jak napisałem: z marką N64 kojarzę moc wspomnień i wrażeń. Gier mieliśmy stosunkowo niewiele, więc każdą z nich męczyliśmy na wszystkie strony. Setki, dosłownie setki godzin spędzane na wyścigach i walkach w Mario Kart; zdobywanie wszystkich gwiazdek w Mario; dochodzenie do perfekcji w Wave Race; setki meczy w ISS-a - w tej ostatniej grze doszedłem do takiej biegłości, że byłem w stanie grać myśląc jednocześnie o czymś  z u p e ł n i e  innym i tylko półprzytomnie, bezmyślnie wpatrywać się w ekran, a moi zawodnicy i tak kiwali się, strzelali bramki i wygrywali mecze - kontrolowałem ich po prostu pod- czy też nadświadomie. Nieziemska Zelda: Ocarina Of Time wyrwała mi kawał młodości i dzieje Linka będę pamiętał chyba do końca życia, podobnie zresztą jak piękne, rozbudowane i wspaniale dopieszczone przygody agentki Joanny Dark w Perfect Dark.


N64 A.D. 2010

W momencie, w którym pisałem te słowa, na Allegro dostępne były 192 aukcje dotyczące Nintendo 64 i już za 100-200 złotych można było zakupić konsolę z kilkoma kartridżami. Czas płynie nieubłaganie i oprawa tych gier nie zrobi już na nikim wrażenia, jednak w dalszym ciągu są schludne, estetyczne i często po prostu ładne - fale morskie odbijające promienie słońca w Wave Race, zamek Bowsera z Mario czy Pole Hyrule w Zeldzie nieodmiennie wywołują uśmiech na twarzy.

Mam sentyment do opisywanej maszyny i zachęcam do sprawdzenia chociaż tych kilku najwspanialszych tytułów na nią dostępnych. Choć bowiem God of War, Pataponom czy Gears of War niczego nie brakuje, to właśnie Mario 64, Okaryna Czasu i Perfect Dark, razem z Final Fantasy VII, Metal Gear Solid i Tekkenem 3 z PSX-a, są według mnie absolutnym kanonem miłośnika elektronicznej rozrywki. Z grami wideo mam tak, jak ze współczesną muzyką rozrywkową: mogę teraz słuchać dubstepu, Royksopp albo Mars Volty, ale pierwsze płyty Korna, Massive Attack czy Faithless nadal uwielbiam i nierzadko do nich wracam. Lubię podróże do dobrej przeszłości.

A Wy?

[Michał Kotliński]
 

Komentarze (27)
  •  
    2010-10-19, 12:35:53
    zubeck: Przypomniały się czasy 1 komunii i wydane 1000 zł na Playstation 1 :D Najlepiej wydane pieniądze ;)
    [odpowiedz]
    5
    plus minus
  •  
    2010-10-19, 12:39:07
    (TriPax): ta czarna konsola to zapewne podróbka Atari VCS 2600 bo chińska wersja była cała czarna a dżojstiki padały po pewnym czasie dosłownie się rozsypując ;)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • Karate_koks 
    2010-10-19, 13:05:24
    Karate_koks: Dobry artykuł. Brawo. Mnie niestety ominęło N64. Byłem w tym czasie po drugiej stornie barykady - PSX. Na I komunie dostałem A1200:)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • philipo 
    2010-10-19, 13:27:19
    philipo: Super artykulik. N64 to naprawdę kupa czystej radości z gier.
    [odpowiedz]
    1
    plus minus
  • QuadraxiS 
    2010-10-19, 14:50:12
    QuadraxiS: To dobrze,że piszecie o Nintendo:). Ta firma zasługuje na uznanie i na to aby polscy gracze wiedzieli o niej trochę więcej. Może wtedy przestaną wypisywać różne bzdury,które często wynikają po prostu z ignorancji. Jako niegdysiejszy właściciel N64 zgadzam się z treścią artykułu. N64 to było coś świetnego, wyjątkowego i drogiego... Podobnie jak autor mam nieciekawe doświadczenia z cenami gier. Za Perfect Dark zapłaciłem swego czasu 280zł za używanego Turoka 200zł. Ale było warto:)
    [odpowiedz]
    1
    plus minus
  • sonicwariat1994 
    2010-10-19, 16:02:13
    sonicwariat1994: Nintendo 64 jest fajowe :) Dobrze, że w Polsce był.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • sonicwariat1994 
    2010-10-19, 16:04:19
    sonicwariat1994: Powiem Wam szczerze - lata dziewięćdziesiąte mają to coś czego nie ma dziś. Serio - ja mam takie odczucie :)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • dżony 
    2010-10-19, 16:18:16
    dżony>sonicwariat1994: Ja dziele lata 90 na przed i po wprowadzeniu gier w "3D". Niestety grafika 3D sie bardzo brzydko starzeje i oile chętnie wracam do gier z 16bitów tak do PSXa czy N64 wracać nie mam ochoty mimo iż straciłem kawał życia na grach w tamtych czasach. Miałem też swój egzemplarz N64 ale niestety ceny gier nie pozwalały mi na beztroską zabawe w końcu niektóre gry kosztowały prawie 400zł. Piękne czasy to fakt ale było - minęło.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • pavlo3721 
    2010-10-19, 16:21:34
    pavlo3721>sonicwariat1994: ja mam podobne odczucia ale do lat królowania ps2
    [odpowiedz]
    -1
    plus minus
  • cezae8 
    2010-10-19, 16:42:11
    cezae8: czy autor artykułu nie jest przypadkiem z Sierpca??
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • sonicwariat1994 
    2010-10-19, 16:45:03
    sonicwariat1994>pavlo3721: Zobaczymy jak wypadnie recka z życiem PS2
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • sonicwariat1994 
    2010-10-19, 16:46:00
    sonicwariat1994>dżony: Niestety - dominacja była i czasem rozliczenia były śmieszne, a gry takie z N64 powalały. Nie wiem czy dziś mogą powalać.
    Moim zdaniem TAK!
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • sonicwariat1994 
    2010-10-19, 16:47:15
    sonicwariat1994: Denominacja*
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • Stoki Chan 
    2010-10-19, 17:21:38
    Stoki Chan: ja jestem szczęśliwym posiadaczem N64 i jedno wiem na pewno - nigdy tej konsoli nie sprzedam !!! ( GaCka sprzedałem i żałuję - oddajcie mi MGSa i Wind Waker'a !!! Buuu ;( )
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • QuadraxiS 
    2010-10-19, 17:22:14
    QuadraxiS>sonicwariat1994: Conker ciągle powala!. Śpiewającej kupy nigdy nie zapomnę...miiiiiiiiiiii. I belive im a great mighty poo and im gonna trow my shit on you:)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • Yuhas 
    2010-10-19, 18:31:31
    Yuhas>QuadraxiS: Mi najbardziej podoba się scena w stodole, jak puszka farby i pędzel nabijają się z wideł;)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-19, 19:03:10
    ali83: tą czarną konsolę nie pamiętam czy to była podróbka czy nie też miałem pamiętam ją, to były czasy(fajne jako dziecko) i kto by pomyślał że doczekamy się teraz takich sprzętów
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-19, 22:55:31
    dziarmag: w osiedlowym salonie gier Golden Eye był zdecydowanie największym hitem. właściciel salonu pokusił się nawet o stworzenie specjalnego "parawanu" na telewizor dzięki czemu można było grać 2 na 2 prawie jak przez neta :P

    rewelacja.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • Dzik84 
    2010-10-20, 09:52:54
    Dzik84: Moja ulubiona konsolka, dziś patrzę na półkę i widzę tylko kilka gier na ten sprzęcik (wymieniałem). Dziś już zarabiam, mam net (allegro), chyba trzeba coś z tym zrobić:)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-20, 14:09:34
    johnnyalker: Panowie nie oszukujmy się, choćbyśmy chcieli to nie wrócimy na dłużej do starych gier z poprzedniej dekady. Oczywiście można sobie odświeżyć jakiś tytuł, ale to będą tylko chwile. Ja osobiście sam wiele razy próbowałem, niekiedy nawet przysłowiowa łezka w oku się zakręciła, ale po kilkunastu, może kilkudziesięciu, minutach odpuszczałem. Te gry już przeminęły i ciężko przeżywać przy nich to samo, co przeżywało się wtedy. Ostatnio zakupiłem na PSN "Reloaded", grę w którą swego czasu zagrywałem się całymi dniami (a wcześniej wspaniały "Loaded"). Pamiętam te rzeźnie urządzane wraz z kumplem. Chcialem przypomnieć sobie stare czasy więc kupiłem, włączyłem, pograłem 20 minut i podziękowałem. Niestety nie czułem już tego, co kiedyś. A szkoda, bo to były dobre czasy:)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • Stoki Chan 
    2010-10-20, 15:41:35
    Stoki Chan>johnnyalker: no to widać ,że nie jesteś "prawdziwym graczem" i tylko grafika ci w głowie . Ja w tym roku zaliczyłem więcej gier na PSXa (+ Zelda na N64) niż na x360 i PS3 razem wziętych .
    [odpowiedz]
    -2
    plus minus
  • bypa 
    2010-10-21, 09:14:37
    bypa>Stoki Chan: Ja w tym roku ograłem MGS'a na PSX'a i DKC na SNES'a. Nie mniej, nie więcej - dwa tytuły. Jako że Ty zaliczyłeś więcej gier na past-genach, stwierdzam że jesteś "PRAWDZIWYM GRACZEM", zaś cała reszta, bezmyślnie dusząca przyciski bezprzewodowych padów to zgraja łasych na grafikę casuali.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-22, 13:16:29
    Wiga_PL: A ja kupiłem, po latach od premiery, N64 w charityshopie za 15 funtów i włączyłem turoka64 i castlevanie64 i mało się nie zrzygałem takie to paskudne było... Może 15 lat temu, ktoś lał po gaciach, ale dzisiaj lepiej omijac z daleka...
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-22, 21:39:46
    Bioter>Wiga_PL: Oczywiście rozumiem że nie grałes nigdy na niczym innym niż PS3 czy X360. No i tak to już jest, że grafika 3D z biegiem lat się starzeje. Takie Killzone 3 za 10 lat zapewne też będzie wywoływać odruchy wymiotne u co niektórych.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-24, 16:39:04
    abi79: Fajno sobie przypomniec jak sie mialo PEGASUSA,i kartridze z grami,latalo sie po osiedlu i wymienialo gry,z kumplami.Nie mowie o Atari 2600,Amiga-i dyski,C-64 i kasety,i ustawianie glowicy srubokretem,i czekanie po kilkanascie minut,i to nie przeskadzalo kiedys.Wiadomo technika idzie naprzod,a my razem z nia.Jezeli ktos sie zagrywal w dawnych czasach,to zostanie graczem do dzis.Nie jest wazna grafika i miliony polygonow,wazna jest grywalnosc,ostatnio odpalalem Finala 5 na szaraczka,i mnie to wcale nie przeszkadzalo-jest grywalna i tyle-pozdro konsolomaniacy;-)
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  •  
    2010-10-24, 22:25:39
    rychu130: Aż łezka się zakręciła w oku. Pierwsza konsola, do której czuję niesamowity sentyment. Wspomniane gry nadal są dla mnie jednymi z najlepszych ever. Episode One: Racer do tej pory jest niezłym wyzwaniem, nic nie przebija humoru conkera czy frajdy z grania w Mario Kart.....
    Można tak wymieniać i wymieniać bez końca. Z wypiekami czekam na kontynuacje tytułów opisanych w artykule.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
  • MasterShake 
    2010-10-25, 11:11:39
    MasterShake: do dzisiaj pamiętam tą reckę mariana, jeszcze pilot wings czy coś takiego wtedy recenzowali.
    [odpowiedz]
    0
    plus minus
Dodaj swój komentarz

login

hasło
W sprzedaży PE#177177

Następny numer za 12 dni.
TOP 11 - wyniki w PE#178.

3 x Nintendo 3DS
Archiwum