SKLEP

Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 01.10.2017, 12:31
Wiedźmin 3 – euforia, znudzenie i znów euforia. O co właściwie ten cały szum
1477V

Wiedźmin 3 – euforia, znudzenie i znów euforia. O co właściwie ten cały szum

Ze względów technicznych długi czas nie mogłem zapoznać się z interpretacją CD Projekt Red na temat opowieści o wiedźminie. Ich opus magnum mijało mnie tylko i zachęcało do poznania. Było jak ta kobieta, która zwodzi Cię wspaniałym dekoltem, ale kiedy chcesz ją dotknąć uderza w dłoń i zabrania. W końcu udało się ukończyć to dzieło, czy było warto...? No cóż długo by gadać... zapraszam i poznaj moje zdanie.

Ja wiem, ja wiem wszystko. Wiem, że miałem sporą przerwę, ale musiałem w końcu pchnąć tego Wiedźmaka do końca i go przejść, żebym mógł coś skrobnąć. No i wiem także, że właściwie wszystko chyba zostało powiedziane o tej grze i pewnie wiele osób już ma już tego dość. No, ale wiecie mimo wszystko lubię dzielić się moimi przemyśleniami z ludźmi, a tutaj przynajmniej jakiś mały promil ludzi mnie czyta, to i skorzystam z tego przywileju, a co mi tam!

 

Wiedźmin 3 Dziki Gon wersja GOTY była trzecią grą jaką zakupiłem do mojego PS4 no i właściwie lista tych gier póki co nie jest pokaźna. Ze względu na tę produkcję zresztą i tak nie przyglądałem się co by można tam było jeszcze kupić – Crash patrzę w Twoją stronę będziesz mój! Pierwsze wrażenie w grze? Wow, ale to jest świetne i te teksty i ten humor, to jest takie swojskie! To jest takie dobre! I ta grafika jest fotorealistyczna i w ogóle ja jestę Geraltę! W pierwszej lokacji, która jest samouczkiem wierzcie lub nie spędziłem jakieś 4-6 ryjąc w każdym zakątku gry. W swej wspaniałości nie odkryłem, że mogę strzelać pod wodą kuszą, nie odkryłem że podczas medytacji odnawiam zdrowie, no i że eliksiry i petardy tak się odnawiają(to ostatnie odkryłem dość szybko już w Velen, spoko mój kumpel wyrzucał eliksiry i robił ponownie przez kilka godzin). Po jakiś 10 godzinach i wykonaniu kilku zadań gra okazała się na średnim poziomie trudności(opis był niby, że jak lubisz wyzwania to hapniesz) więc przeszedłem na krew i pot, no i straciłem odnawianie życia w medytacji, z którego w sumie nie korzystałem, bo i tak przyzwyczajenie nażarcia się przed medytacją zostało, no i potwory stały się nieco trudniejsze, ale dalej gra nie stanowiła wielkiego wyzwania. Wrócę chyba do niej na najwyższym poziomie trudności, ale to nie teraz, muszę odpocząć.

Przy pierwszym spotkaniu z grą można dostać ataku apopleksji, no naprawdę mózg się rozsadza. Pierwsza tablica ogłoszeń i na mapę wyrzyguje pełno znaczników, a ty łazisz od jednego do drugiego i zbierasz marne doświadczenie, nie ruszając fabuły do przodu i szarpiąc się z wymagającymi przeciwnikami. I to właściwie jest spory błąd, gra jest przyjemniejsza jeżeli w pierwszej kolejności wykonać zadania wiedźmińskie, poboczne, a dopiero potem znaki zapytania, bo walka z potworami nie daje doświadczenia, a jedynie sprzęt do opchnięcia, bo i tak przez większość czasu będziemy chodzić w wykonanym przez kowali rynsztunku. Dla mnie gra wyglądała tak 10h latam po mapie zbieram znaczniki odwiedzam znaki zapytania, nic i nagle ruszam fabułę i lecą ekspy! Panie czułem się jak król świata jak popodnosiłem sobie poziomy. Znaki, eliksiry, szybkie ataki, mwahahahahahaha będę zwinnym wiedźminem wspierającym się znakami! I nie nie będziesz....

Gra cierpi na swoje problemy. Przede wszystkim eksploracja jest dość monotonna, jeżeli skupimy się na znakach zapytania. Dlaczego? Włazicie wybijacie potwory, lub obóz bandytów zbieracie skarby lecicie dalej. Po chwili napotykacie na strzeżony skarb, nakładacie oleje i używacie eliksirów, kładziecie bestie loot i lecicie dalej, a tam zaginiony skarb. Oczywiście dojścia do niego broni grupa stworów, kładziecie poczwary otwieracie trupika, lub skrzynię i zabieracie klucz i list. Przeczytanie listu odblokowuje zadanie, no i w nim jest zawarta jakaś historia(no i fani czytania mają frajdę bo zawsze to jakaś personalna opowieść), wiedźmiński zmysł znajdujecie skarb i zbieracie loot. Większość i tak będzie sprzedana, bo przecież i tak pewnie już zrobiliśmy lepszy rynsztunek. No i tak to się kręci. Zupełnie inny charakter gry odkryjecie w momencie zadań fabularyzowanych. Wygląda to zupełnie inaczej. Podchodzisz do zleceniodawcy, np. wójta danej wioski. On opowiada krótką historię, a że jakiś duch po polu im łazi i właściwie nie wiedzą co się stało Zuzka i Wojtek widzieli idź ich zapytaj. Idziesz zbierasz informacje, zaczynasz dochodzić do wniosku z czym możesz mieć do czynienia. Okej badasz miejsce spotkania ze stworem i wracasz, okazuje się, że duchem jest młoda dziewczyna którą chłopy chciały zgwałcić i przez przypadeczek jej się zmarło. Nie no spoko, tylko teraz wyżyna ludzi w wiosce. Wracacie na miejsce z którym związany jest duch i przywołujecie go. Zaczyna się walka i te 1 na 1 są wykonane genialnie. Zabijacie zabieracie trofeum i zabieracie swoją kasę. Czuć klimat, bo pomimo że te zadania są często powtarzalne w końcu to zlecenia wiedźmińskie to zawsze za nimi ukrywa się jakaś historia. Podobnie wygląda z zadaniami pobocznymi, z tym że te mogą być bardziej zróżnicowane. A to chłop wzdycha do dziewki i prosi Cię o zaniesienie jej listu, a to jakaś rozhisteryzowana młoda szlachcianka chce uczyć się od Ciebie fechtunku. No i jest troll, który chce zostać żołnierzem, no i taki którego baba zostawiła. Te zadania prezentują się najlepiej. No, ale i tak większość gry będziecie ganiać do tych pytajników, które nic nie dają. No, ale ja jak widzę coś takiego na mapie to muszę tam iść i koniec. Uodporniłem się już po 40h gry i przestałem już aż tak za nimi latać.

W ogóle system śledzenia zadań. On działa dobrze, jak już macie wybrane zadanie wszystko działa pięknie, no ale wyobraźcie sobie sytuacje, że w wiosce macie jeszcze 5 zadań. Wiele z nich to proste zagawozdki wykonywane w dziesięć minut. Zadanie główne jest na drugim końcu mapy, ale gra nie przełączy się na najbliższe zadanie, ale z uporem maniaka na zadanie główne. No i okej mógłbym ustawić sobie szereg znaczników na mapie i po prostu poruszać się po nich rozpoczynać zadanie i zaczynać je śledzić za pomocą skrótu, no ale jeden znacznik na mapę możesz wrzucić, taki który będzie widoczny na mini mapie. Więc co chwilę wchodzisz do menu, przełazisz przez zadania wybierasz interesujące Ciebie, zamykasz menu, robisz zadanie i znów. Ze znakami zapytania jest podobnie, a ja na mini mapie nie mogłem się odnaleźć. Obracała się wraz z moim bohaterem więc założenie, że 'po tym znaczniku będę kierować się na północny wschód' jest założeniem błędnym bo mapa i tak się obraca i tracić orientację. Więc i tak otworzysz mapę świata, wyszukasz pytajnik i lecisz tam, a te zaliczasz często szybciej niż zadania poboczne, no i tak skaczesz od menu do gry. Dlaczego pomimo możliwości ustawienia kilku znaczników na mapie, nie mogę śledzić ich wszystkich? Bo gra dostaje padaczki i nie pokazuje w ogóle, jak mam znacznik swój podstawowy i znacznik zadania to widzę. Nie rozumiem tego rozwiązania, ale w wielu grach niestety taki problem mnie dotykał. W części jednak mini mapa pozwalała w małym stopniu to ograniczyć. Szkoda, bo krew mnie zalewała.

(Jeżeli ktoś nie przeszedł jeszcze gry jakimś cudem, radze nie czytać całego tego akapitu, bo znajduje się tutaj opis stworzenia dość dobrej postaci i może popsuć Tobie zabawę)

No i rozwój postaci, to jest dopiero ciekawa sprawa. Wszystko podzielono na 4 kategorie + jedna zakładka z mutagenami. 3 z nich odpowiadają za alchemię, walkę bronią, oraz używanie znaków. Na te trzy kategorie są również podzielone mutageny. Wraz z rozwojem naszej postaci możemy dobrać do 3 kafelków zdolności, oraz połączyć je z mutagenem. Takich segmentów jest generalnie 4. Jeżeli obok siebie będzie mutagen niebieski i będzie połączony z 3 zdolnościami niebieskimi, to jego bonus zostanie przemnożony przez i wzmocnimy tym samym jego działanie. Zielony doda nam życie, niebieski wzmocni znaki, a czerwony siłę ataku. No i generalnie ten system by się sprawdzał, czwarta kategoria to zdolności ogólne, które nie łączą się z żadnymi mutagenami. No, ale niestety większość z tych zdolności jest słaba, odblokowywanie wyższych zdolności często wiąże się z lokowaniem punktów doświadczenia w niepotrzebne kafelki, tylko po to by w danym drzewku mieć przydzielone np. 15 punkcików i dostać się do interesującej nas zdolności. Zresztą kombinowanie i cudowanie ze znakami jest tak naprawdę niepotrzebne, jeżeli dacie w quen i aksji tak naprawdę te kategorię można zostawić. Reszta spokojnie może iść we walkę wręcz. Jak macie młynek i ciężką zbroję gra przechodzi się sama, niestety. Quen zapewni wam dodatkową tarczę no i ta wybuchnie gdy przeciwnik ją przerwie(możliwe, że upadnie i będziecie mogli go dobić...), a aksji da możliwość w niektórych momentach popchnięcia szybciej zadania, bez inwestowania pieniędzy, lub wdawania się w walkę. Młynek to kręcenie się w kółko przez wiedźmina i zadawanie obrażeń wokół przeciwników. No i dzięki Mateusz, jakbyś mi o tym nie powiedział to bym się skubał dalej walką podjazdową z przeciwnikami. Zepsułeś mi grę. No i ta taktyka pokazuje również, że zbroja kota nie jest taka wybitna. Ta zakłada walkę z unikami. Lepiej dobrać cięższą zbroję, która zapewni większą ochronę, bo podczas młynka nie możemy unikać, no i w zdolność, która sprawi że nie tracimy adrenaliny przy otrzymywanych obrażeniach. Wiele zdolności nie znajduje zastosowania, no i słynna kusza nad którą wielu się rozwodziło. Służyła jedynie do ściągania latających stworów, no i zabijania stworów pod wodą. W innych wypadkach stawały się niepotrzebne. Zestaw 3 eliksirów towarzyszył mi do końca gry, nie chciało mi się bawić w odwary, ale te zdarzały się naprawdę wybitne. Po co bawić się skoro wystarczy tak naprawdę grom, jaskółka i ten od odnawiania natychmiast życia. Fakt w dodatku użyłem czarnej krwi na wampiry, ale w sumie była mało przydatna, no i sporadycznie kot do widzenia w ciemności i ten do oddychania pod wodą. Reszta stawała się niepotrzebna przynajmniej dla mnie. Mam nadzieję, że najwyższy poziom trudności może to zmienić. Co do olejów? Są spoko, ale w większości przypadków nie zakładałem ich, grupy stworów często były za słabe i szkoda czasu, na włażenie po menu i wybieranie olejów, bo za kilka minut pojawi się inny typ potwora. Szkoda, że nie ułatwili tego, nie stworzono skrótu przerzucającego od razu do menu olei i alchemii, oraz możliwości wypicia ich z poziomu tego menu. No, ale cóż.

Właśnie walka, z walką mam problem. Z jednej strony jest genialna. Jeżeli walczysz z silnym przeciwnikiem 1 na 1, to czujesz się jak wiedźmin. Używasz znaków, spowalniasz go, podpalasz i próbujesz ogłuszyć. Twój taniec z ostrzem jest piękny, uskakujesz i parujesz ataki(choć parowanie momentami działa różnie) i jest pięknie dopóki nie napotkasz najgorszego wroga – ściany. No ściany to morderstwo bo nie raz zdarzyło się tak, że mi zablokowały widok, no i parę strzałów i mój tekturowy wiedźmin berserker padał, a walka od nowa. Podobnie sprawa wygląda z walką z grupą przeciwników. W tych walkach jesteś jeszcze bardziej mobilny, wrogowie nie mogą zajść Cię od tyłu bo zadadzą druzgoczące obrażenia, a wtedy kamera dostaje padaczki. Skacze miota się, a czasami trudno ją ustawić, system automatycznego namierzania czasem nie dobierze przeciwnika którego chcesz, a fokusowanie kamery na jednym odbiera Ci tak potrzebny widok i stoisz na rozdrożu. Częściej padałem w walce z grupką przeciwników spotkanych na szlaku, niż w ważnej bitwie bo kamera sobie po prostu nie radziła. Może to ja po prostu za słabo gram, nie wiem już. Ogółem walka dawała przyjemny feeling, ale ja szybko zapominałem o nim gdy przychodził moment prostych walk, które stają się frustrujące bo kamera lata i skaka, a przeciwnik również stosuje ataki podjazdowe, jak np. wilki.

(uwaga pomińcie akapit jeżeli nie przeszliście gry będzie o fabule. Ostatni akapit będzie podsumowaniem już bezspoilerowym)

Jednak to wszystko odchodzi na bok, wszelkie problemy gdy wczujesz się w ten klimat i opowieść. Mój Geralt w swej głupocie i chęci ochrony Syanny doprowadził do śmierci księżnej Toussaint, kierując się szlachetnymi pobudkami wierzył, że Syanna w głębi serca jest dobra – niestety nie przemówił jej do rozsądku, a być może dało się uniknąć tragedii. Pomógł on jednak Olgierdowi, rozumiejąc, że jego pobudki były szlachetne, a to sam O'Dimm był czarnym charakterem tej opowieści. Mój Geralt współczuł Baronowi i dojrzał w nim dobro, cieszył się gdy ten odnalazł swoją matkę, pomógł obalić szalonego Radowida, no i nie pozwolił Dikstrcie na oszukanie swoich towarzyszy. Zrozumiał również, że kocha Triss i do końca życia chce żyć z nią spokojnie i czuć dumę z Ciri, która wybrała własną drogę i wyruszyła na wiedźmiński szlak. Mój Geralt był zupełnie inny niż wasz Geralt, mimo czasem wielu podobnych wypowiedzi każdy Geralt jest inny. To tworzy właśnie tę niesamowitą atmosferę w grze. Każdy tworzy swój obraz Geralta, od bezwzględnego oprycha, po współczującego człowieka w którym paradoksalnie więcej uczuć pomimo mutacji, niż w niejednym 'normalnym' człowieku. Duszę towarzystwa, harcującego z sukkubami, czy innego Geralta każdy jest inny. Wiele wyborów nie odbija się mocno na samym końcu gry, ale nie nazwałbym ich iluzorycznymi. W większości przypadków ja czułem ciężar moich decyzji. Pomijam zakończenia dodatków, czy samej fabuły, ale nawet drobnych zadań. Gdy zdecydowałem się oszczędzić bożątko w jednym z domów w Novigradzie, to zakolegowało się z wieszczką, którą ratowałem z opresji. Gdybym je zabił, być może ta kamienica zostałaby wypełniona różnymi mieszkańcami i przyniosła profit jej właścicielowi. Być może zwabiony w pułapkę przez potwory musiałbym z nimi wszystkimi walczyć, ale udało się uniknąć walki. Niestety oszalały z rozpaczy wilkołak rzucił się na mnie, jednak reszta potworów zrozumiała, że nie jestem bezmyślnym rębaczem. Wiele małych opowieści tworzy całą dużą przygodę i z niejedną osobą mógłbym się spierać czy moja decyzja była dobra. Są rzeczy których nie mogę sobie wybaczyć i te z których jestem dumny i po tym poznajemy bardzo dobrą fabułę i przejmującą historią. Bo na te wszystkie godziny to nie tak, że ja sterowałem Geraltem i jego poczynaniami, ale ja się nim stałem to ja byłem Geraltem, a nie bezwładnym doradcą i narratorem opowieści. Nie raz w moim oku pojawiła się łza podczas grania i niejednokrotnie śmiałem się wraz z Jaskrem, Lambertem i innymi. Wspaniała przygoda.

I po tym właśnie poznajemy dobrą grę, że gdy kończy się jesteśmy rozdarci na dwie połowy. Z jednej strony czujemy dużą satysfakcję, o tak doprowadziłem tę opowieść do końca i wiem jak się zakończyła, z drugiej chcielibyśmy jeszcze grać i przeżywać przygody. Zmęczenie miesza się z satysfakcją i tęsknotą. Wiem, że do Wiedźmina wrócę i kilka rzeczy w mojej drodze zmienię, ale pewnie niewiele z nich. Być może nawiążę inne sojusze, no i na pewno zostanę mistrzem gwinta! Redzi stworzyli wspaniałą grę, która nie uniknęła jednak wielu wad. Można było wiele rzeczy poprawić, niektóre mocno irytują. Jednak pamiętajmy, że gra jest jak pizza, składa się z wielu elementów. Niektóre dodatki kochamy, inne już mniej nam smakują, jednak jako całość stają się spójne i smaczne. Bo możemy nie lubić oliwek samych jako takich, ale z dodatkami na pizzy mogą one uzupełniać smak. No i tak jest z wieloma elementami w tej grze. Nie dziwię się, że osiągnęła taki sukces. To kawał dobrego kodu – nie to coś zupełnie innego, to żyjąca i tworzona przez nas opowieść, którą oddychamy i którą żyjemy długo po jej skończeniu. Sporadycznie udaje się to twórcom, szczególnie w moim przypadku, by wywrzeć na mnie tak duże wrażenie i szargać emocjami. Oczywiście, gdyby poszczególne elementy nie były dobre, cała gra by nie wypaliła. Tak więc słowem końca, dziękuję twórcom gry za wspaniałe i kompletne doświadczenie. Dziękuję za stworzenie wspaniałej gry i dobre podejście do jej tworzenia. Brak niepotrzebnych DLC. Bo Krew i Wino, no i Serca z Kamienia to nie DLC jakie znamy, to nie zbroja dla konia to kompetentne dodatki, które będziecie pamiętać. To dodatkowa zawartość jak kiedyś, kompletny rozdział, za który przy premierze nie był tani, tak jak chociażby dodatek do Diablo 2, ale był wart swojej ceny. Redzi pokazali, że można i opłaca się tworzyć gry jak kiedyś, porządnie i nie wycinać treści, a gracze to docenią. Dziękuję wam za ponowne przeżywanie opowieści o Geralcie i poczucie się znów jak piętnastoletni chłopiec, który biegł do biblioteki po kolejną część sagi i Geralcie. Dla mnie to jedna z najlepszych gier z jakimi się spotkałem i jedno z najcudowniejszych przeżyć, jako gracza. Jeszcze raz dziękuję.

 

P.S. Pierwsze 4 screeny pochodzą bezpośrednio z mojej rozgrywki. Klawisz Share na PS4 działa genialnie i w przyszłości będę tworzył szerszą dokumentację z gier, które przechodzę aktualnie i pewnie napiszę o nich tekst.

Tagi:

Oceń notkę
+ +24 -

Oceń profil
+ +44 -
Ashin
Ranking: 1967 Poziom: 29
PD: 3880
REPUTACJA: 3102
Miesięcznik PSX Extreme