SKLEP

Blog użytkownika Ashin

Ashin Ashin 17.09.2017, 12:24
Evil Islands: Klątwa zagubionej duszy – jeden z pierwszych takich cRPG w moim życiu
121V

Evil Islands: Klątwa zagubionej duszy – jeden z pierwszych takich cRPG w moim życiu

Są gry, którym można zarzucić wiele. Jednak pomimo wielu wad kochamy je i dażymy szczególnym sentymentem. Inne w momencie premiery były innowacyjne, jednak patrząc na dzisiejsze standardy stały się bardzo toporne i trudne do przełknięcia. Pomimo to je kochamy i doskonałym przykładem takiej gry może być chociażby Gothic.

Jednak nie tylko Gothic w Polsce przyjął się bardzo dobrze. Wysokich ocen i ciepłego przyjęcia przez recenzentów doczekał się również Ivil Islands, który był swego czasu dodawany jako darmowa gra do znanego czasopisma. Ja i moi znajomi wówczas nie wiedzieliśmy tak naprawdę jaka perła trafiła w nasze ręce. Warto na początku zaznaczyć, że gra była dość trudna szczególnie na początku co odstraszało młodego wówczas odbiorcę, a na jej złote czasy w moim przypadku musiała poczekać kilka lat i było warto.

Czym właściwie jest Evil Islands? Jest to cRPG, stawiający mocny nacisk na mechanikę rozgrywki i dobre zarządzanie drużyny. Do naszej dyspozycji na początku zostanie oddana główna postać, której historię będziemy poznawać wraz z rozwojem fabuły, ale z czasem drużyna rozszerzy się o kolejne postacie. Co ciekawe w grze dodano również możliwość pogrania online ze znajomymi wykreowanym całkowicie przez nas bohaterem. Sam trzon rozgrywki to standardy znane z cRPG, nasza postać ma swoje statystyki, siłę ataku, a co najważniejsze różnego rodzaju zaklęcia. W grze uwzględniono również aktywną pauzę. To co ważniejsze jednak to podzielenie paska zdrowia na poszczególne części ciała. Przeciwnik z ranną ręką gorzej walczy, zraniony w nogę nie będzie mógł biegać, a unieszkodliwienie głowy kończy się pokonaniem przeciwnika. Grę urozmaicono systemem skradania się. Możemy poruszać się w 4 stanach – idąc, biegnąć, przykucając i czołgając się. Jest to ważne bo czasami niektórych przeciwników musimy ominąć, gdyż stanowią dla nas zbyt wielkie zagrożenie, dodatkowo atak wręcz zadany w plecy jest dużo silniejszy, aniżeli zwykły frontalny atak. Oczywiście te same zasady tyczyły się również nas. Gra wymagała częstych zapisów, bo jeden celny atak krytyczny w głowę mógł zakończyć całkowicie zabawę i pozbawić wielogodzinnego progresu, a dokonać tego mogli nawet prości przeciwnicy. To potrafiło frustrować, ale stwarzało poczucie wyzwania.

Kolejnym ważnym elementem gry było tworzenie przedmiotów. Otóż w grze raczej nie kupowało się zbroi i broni, a tworzyło je z różnych elementów. Każda z krain jakie odwiedzaliśmy korzystała z innych materiałów. I tak w pierwszej wiosce korzystano z kamieni oraz skór. Te dzieliły się na różne rodzaje, skóra tygrysa była trwalsza niż z jakiegoś guźca,a uzbieranie ich odpowiedniej liczby pozwalało na wykonanie części zbroi, te mogliśmy jeszcze odpowiednio wzmocnić specjalnymi runami zapewniającymi różne bonusy. Istotnym jednak dla nas jest to, że każda ze zbroi miała swoje odporności i słabe strony. Jakim szokiem dla mnie było, gdy pozbywszy się skórzanych zbroi z wioski pierwszej dostawałem sromotny wp*** od harpii, atakujących piorunami. Otóż w drugiej wiosce przywdziewaliśmy zbroje metalowe i dodajcie 1 do 1 i macie efekt. Zwiększone obrażenia od elektryczności stały się moją zmorą, zważając na to, że harpie nie atakowały pazurami, na nic zdał się wysoki pancerz. Takich kwiatków można było w grze znaleźć mnóstwo. Wiele walk mogliśmy rozegrać na kilka sposobów i z reguły ciche przemykanie się za przeciwnikami stawało się najlepszą bronią dla naszych sprzymierzeńców.

Fabularnie gra jednak nie powalała. Sterowaliśmy Zakiem, który stracił pamięć i starał się odkryć swoje dziedzictwo. Każda z 4 wysp jakie przychodziło nam zwiedzać przybliżała nas do odkrycia tej tajemnicy. Praktycznie każda z nich była inna i przedstawiała nie tylko zupełnie inne społeczeństwo i dostępne przedmioty, ale także nowe zadania i otoczenie. Mocnym aspektem gry było nietypowe podejście do zadań. Sam byłem przyzwyczajony, że z reguły musiałem iść zabić coś i wrócić z trofeum. EI postanowiło podejść do tego zupełnie inaczej. Czasami naszym zadaniem było przekraść się za trola i okraść go, innym razem omijaliśmy pułapki. Nie brakowało walki, jak wspominałem momentami frustrującej, ale niosącej za sobą wyzwanie. To gra w której ścieramy klawisz szybkiego zapisu, bo śmierć czai się za rogiem. To dodawało rumieńców rozgrywce i nie pozwalało o niej zapomnieć.

Wiem, że gra była dość popularna, przede wszystkim dlatego że dostawaliśmy ją za grosze. Był to świetny tytuł. Pierwszy taki cRPG w moim życiu. To on na wiele lat ustanowił w mojej głowie jak powinno tworzyć się systemy craftingu i jak niekonwencjonalnie podejść do rozgrywki, którą znamy. Był zupełnie innym doświadczeniem niż kochany wówczas przeze mnie Baldur's Gate i bardzo ciekawą przygodą. Szkoda, że nie zdecydowano się na kolejne części, lub gry w innych uniwersach, ale z zachowaniem tych rozwiązań jakie znalazły się w grze. Dzisiejszego gracza może frustrować poziom trudności i dość powolne rozwijanie się akcji, ale warto dać tej grze szansę. Szczególnie, że jest dostępna na GoG'u i przystosowana do dzisiejszych systemu. Jakie wy macie wspomnienia z tą grą? Zagrywaliście się? Może odbiliście się od niej całkowicie?

Tagi:

Oceń notkę
+ +9 -

Oceń profil
+ +44 -
Ashin
Ranking: 1979 Poziom: 29
PD: 3824
REPUTACJA: 3094
Miesięcznik PSX Extreme