SKLEP

Blog użytkownika luccatoni7

luccatoni7 luccatoni7 29.06.2017, 09:54
Rodzice vs my, gracze
105V

Rodzice vs my, gracze

Nasze pokolenie jest tym, które utożsamia się z grami wideo, ale nasi rodzice? W moim przypadku na pewno nie. Rodzice kontra gry i my synowie i córki – temat przy którym powstałoby na pewno wiele barwnych opowieści.


 

 Od czego wszystko się zaczęło? Mając 7 lat (rok 95) po ukończonych lekcjach w pierwszej klasie podstawówki rówieśnik z klasy zaprosił mnie do siebie i to właśnie wtedy po raz pierwszy  miałem do czynienia z graniem w jakąkolwiek grę. To był pegazus, a odpalona na nim gra była jakąś bijatyką na 2 pady, której nazwy za cholerę sobie nie mogę przypomnieć. Tak więc to nie rodzice zaszczepili u mnie granie, ale raczej kolega, do którego coraz częściej chodziłem po lekcjach. Wrażenia z gier, o których opowiadałem rodzicom były jednocześnie prośbą o kupno takiej maszynki do grania.  Gdy miałem 9 lat rodzice zakupili na bazarze ,,u ruskich’’ moją pierwszą konsolę, a mianowicie Batman AY-168AS, Czy to był ich błąd?

 

wymarzony prezent

Z racji że mam jeszcze dwóch młodszych braci a pady były 2 to zawsze któryś z nas musiał czekać na swoją kolej. Niestety rodzice w tym czekaniu nie uczestniczyli bo zwyczajnie albo nie mieli czasu albo ich to nie interesowało. Pierwszy raz batranga tzn. pada moja mama mogła wypróbować dopiero za moją usilną namową podczas gry w Super Mario Bros. Mimo że sterownie w tej grze opierało się na dosłownie 2 przyciskach to i tak miała ogromne problemy ze sterowaniem. Podczas naciskania przycisku odpowiedzialnego za skok skakał też pad wraz z rękami mamy, z boku wyglądało to przekomicznie, a sama grająca miała z tego wiele śmiechu.

Mama w zamku

 

Kolejną grą i zarazem ostatnią, w którą zagrała moja mama była popularna wtedy gierka Duck Hunt wykorzystująca giwerę podłączaną do konsoli. Często, gdy rodzice jechali do miasta, ciągnęliśmy rodziców na bazar z prośbą o kupno ,,tej żółtej dyskietki’’ Wybór gier na stoisku pod gołym niebem  był duży i jedynym co mogło zdradzać o czym jest gra była naklejka z obrazkiem na dyskietce.

 Mój ojciec zagrał tylko w jedną grę, a był to tytuł na szaraka, na którego już musiałem z braćmi naskładać pieniędzy, bo rodzice powiedzieli, że na głupoty nam kasy nie dadzą. Tytuł tej gry to No Fear Downhill Mountain Bike Racing, gierka w której oprócz sterowania trzeba było smashowac przycisk x i pilnować paska energii, oczywiście mój tata tego nie robił, ale przy samej grze miał wiele frajdy.