SKLEP

Blog użytkownika luccatoni7

luccatoni7 luccatoni7 29.05.2017, 12:14
Trofea i osiągniecia – niewykorzystany potencjał
1645V

Trofea i osiągniecia – niewykorzystany potencjał

Niejeden z was na pewno jest dumny z jakiegoś tytułu, który udało się wam przejść na 100%, zajrzeć do każdego zakamarka gry Są też tacy, którym trofea są zupełnie obojętne i świat bez nich byłby lepszy. Jednak czy gdyby potencjał trofeów został lepiej wykorzystany, czy grupa miłośników ich zdobywania by się powiększyła? Blog ten niekoniecznie każdego może interesować, bo grono łowców trofeów jak i osób kompletnie je ignorujących jest spore.

Zacznijmy od początku. Posiadając pierwszą konsolę ze stajni Sony miałem jakieś 11-12 lat. W czasach gdy słowo calak, albo platyna było ludziom obce, człowiek wkładał płytę do napędu i nie przejmował się niczym, brał pada w dłoń i zanurzał się w rozgrywce. Jeśli ktoś pokonał grę na 100% to często dowodem tego było po prostu uwierzenie tej osobie na słowo, nie było żadnych rankingów, przeglądania profili znajomych i porównywania ich listy osiągnięć ze swoją. Doskonale pamiętam wykręcanie najlepszych czasów w Colin Mcrae 2 i satysfakcję z tego, że żaden z kolegów ani braci zgromadzonych w pokoju na gamingowym posiedzeniu nie mógł pobić mojego czasu. Sława! Tęsknice za tym? Ja też…

W przypadku PS2 było podobnie. Czysty gameplay, bez oglądania się na jakieś statystyki czy osiągnięcia. Piękny okres dominacji kanapowego multiplayera i tytułów bez łatek i płatnych DLC trwał w najlepsze. Wszystko co dobre jednak się kończy, chociaż niekoniecznie wszystko musi być takie znowu złe.

1000, 1000, 1000, mniej niż zero…

Pamiętam jak dziś, rok po premierze xboxa 360 w grudniu postanowiliśmy wraz z dwoma braćmi ze kupimy tą właśnie maszynę do grania. W tym tez czasie poznałem swoją pierwszą miłość, nazwę ją Klaudia (drugą po graniu w gry) z którą poszedłem na bal sylwestrowy zostawiając granie braciom. W styczniu związek się rozpadł i z perspektywy czasu śmieję się, że zamiast ganiać za dziewczyną mogłem w te sylwestra zostać w domu i grać w przysłowiową grę, na pewno byłbym bardziej zadowolony z wyżynki zombie niż nieudanej próby zdobycia drugiej bazy z dziewczyną podczas Sylwestra ;) No i wtedy się zaczęło. Obcowanie z xboxem, zaznajomienie się z tymi wszystkimi nowościami, których na ps2 nie było… założenie naszego pierwszego profilu, podłączanie konsoli do superwolnego internetu no i osiągnięcia o których mowa w tym blogu. Z początku nie traktowałem tego poważnie, ale z czasem mając większą ilość znajomych coraz bardziej ciekawiło mnie w jakich grach sprawdzam się lepiej od nich poprzez porównywanie ,moich i ich osiągnięć. Pierwszą grą w której zdobyłem calaka była Dead Rising, doskonale pamiętam kilkukrotne przechodzenie tej pozycji ze względu właśnie na osiągnięcia. Grało się cudownie, a niektóre acziwki były naprawdę nie lada wyzwaniem. Wymagające siedzenia14h przy konsoli bez możliwości zapisu osiągnięcie ,,7 days survivor’’, modlenie się, aby nie zabrali prądu i żeby mama nie kazała wyłączać konsoli. Mój pierwszy calak smakował znakomicie, bo mogłem się nim pochwalić kolegom, że jako nielicznemu udało mi się te grę przejść w 100%

Kolejne tytuły bardzo zachęcały mnie do tego aby i w nich zdobywać upragnione1000 punktów gamerscore. Podchodząc do gry Prey (tej wydanej w 2006 roku) strasznie denerwowało mnie, że są w niej osiągnięcia, które wymagają pojedynków online, co bardzo mnie zrażało ze względu na bardzo wolny internet, jaki w tym czasie ,,hulał’’ pod moją strzechą (128Kb/s). Byłem bardzo sfrustrowany tym, że gra, która tak mi się podoba i którą miałem ochotę scalakować nie będzie dokończona ze względu na osiągnięcia wymagające rozgrywki online (zresztą chyba do dziś mi tak zostało i wolę tytuły nastawione na single playera)

Po kilkunastu scalakowanych tytułach jak to na xboxa 360 przystało przyszedł czas na czerwony pierścień śmierci (nie śmieję się). Konsola już po kończącej się gwarancji nie nadawała się do niczego, profil, który na niej posiadałem został utracony bezpowrotnie. Konto było zakładane przeze mnie i moich braci na hura, więc nie przejmowaliśmy się zapamiętaniem e-maila i haseł, na jakie ów konto zostało założone. Całe moje starania i godziny spędzone przy 360 poszły na marne. Ciężko było się po tym otrząsnąć, ale przyszedł czas studiów i o graniu zapomniałem na jakieś 7 lat, w międzyczasie pykając sobie od czasu do czasu bardzo sporadycznie na kupionej przez brata PS3. Wtedy też zetknąłem się po raz pierwszy z trofeami i pamiętając utracone konto z xboxa 360 ogarnęła mnie nostalgia, ale szybko się otrząsnąłem i stwierdziłem, że nie mam czasu na kolejne kolekcjonowanie nikomu niepotrzebnych osiągnięć.

Sytuacja zmieniła się rok temu, kiedy to kupiłem swoją pierwszą w 100% moją konsolę. Dzięki PS4 poznałem takie gry jak Dark Souls, Bloodborne, The last of us czy Uncharted. To były jedne z moich pierwszych gier dzięki którym przechodzenie tytułów na 100% znowu mi się spodobało, a trofea koloru platyna to była naprawdę ogromna satysfakcja. Po tak długim czasie niegrania w gry, wchodząc na PSStore, co było dla mnie też nowością uderzył mnie ogrom gier (niekoniecznie dobrych) które można kupić i które zawierają trofea. Jak się okazało scalakowanie gry niekoniecznie oznaczało radość, ale ulgę, że gra już się skończyła. Wtedy też zdałem sobie sprawę z tego że nie koniecznie musi mi się chcieć przechodzić każdej gry dla wymarzonego trofeum, więc zacząłem wybierać te gry, które naprawdę mi się podobają. Nie wyobrażam sobie dziś dwukrotnego przyjścia Maffi 3 ze względu na to ,,że platynowe trofeum tego wymaga’’, gra po prostu była dla mnie nudna. Naprawdę podziwiam, a zarazem trochę nie rozumiem ludzi, którzy mają w swoim dorobku po kilkaset platyn, bo są wśród tych gier takie, które były cholernie nudne, brzydkie i w ogóle niezachęcające do grania. Czy naprawdę są zadowoleni i pełni satysfakcji?

Jest też grupa ludzi, którzy właśnie ze względu na swój dorobek osiągnięć nie zmienią platformy do grania, bo możliwość przekonwertowania trofeów na xboxowe acziwki przy zmianie konsoli na tą od konkurencji jest niemożliwe. Trofea więc w jakimś stopniu przywiązują niektórych z nas do danej platformy sprzętowej. Zdobywanie trofeów można też porównać do pracy i wynagrodzeniu za tę pracę. Jeśli w grze są trofea do zdobycia to w nią gramy. Jeśli wszystkie trofea zostały zdobyte, to grę odstawiamy albo sprzedajemy bo nikomu przecież nie uśmiecha się pracować za darmo. Pamiętajmy, że żyjemy w czasach, gdzie codziennie ma premierą kilka tytułów, mniej lub bardziej godnych uwagi, dlatego przyciąganie do niech nie tylko grafiką i rozgrywką, ale też trofeami powinno być umiejętnie robione, ale o tym niżej.

Zrób to sam, my ci pomożemy

W dobie internetu, gdzie bez żadnego problemu można prześledzić całą rozgrywkę od deski do deski, gdzie tłumaczą Ci jak konkretnie zdobyć dane trofeum, poradniki do gier są ogólnodostępne, wydaje się, że przechodzenie kolejnych gier to łatwizna i czysta przyjemność. Tylko że niektórzy nie chcą sobie tym psuć funu z rozgrywki i nie zamierzają korzystać z żadnych pomocy, no ale czasem trzeba… Kolejna gra do której się odniosę to cała Seria zremasterowanych Assasynów, części bardzo mi się spodobały i bardzo miałem ochotę na splatynowanie tych tytułów, platyny wpadły, ale moja satysfakcja jakoś tak za bardzo ogromna nie była, a to ze względu na to, że w tych grach trzeba szukać różnych znajdziek i niektóre z nich musiałem poszukiwać z youtube’owym poradnikiem znajdźkowym. O znajdźkach było już na tej stronie kilka artykułów, ale moje pytanie brzmi: czy osiągnięcia i trofea związane ze znajdźkami nie mogłyby być skonstruowane inaczej? Często w otwartych światach jeśli ktoś chce splatynowac tytuł, musi znaleźć pierdyliard znajdziek różnego rodzaju, co często wiąże się ze śledzeniem poradnika, co wcale do przyjemności nie należy. Odnalezienie wszystkiego bez niczyjej pomocy jest naprawdę trudne i mało prawdopodobne. Potencjał znajdziek i trofeów za nie otrzymywanych dobrze został wykorzystany w najnowszej odłownie Resident Evil. Zbieranie monet w grze należało do przyjemności, a w zamian za nie mogliśmy otrzymać różne przydatne w rozgrywce przedmioty i udogodnienia.

Niektóre gry, trzeba przyznać mają listę trofeów, która wydaje się, że została na siłę zaimplementowana do danego tytułu. Inne gry aż proszą się o trofea, które dodałyby smaczku rozgrywce. Jedną z takich gier jest Bloodborne, mój pierwszy splatynowany tytuł, w którym chciałbym widzieć trofeum, którego nazwę sam wymyśliłem a mianowicie ,,Samotnik’’ – pokonaj grę nie wzywając ani razu innego gracza do pomocy. To samo tyczy się serii Dark Souls, którą przeszedłem sam i miałem z tego jeszcze większą satysfakcję.

Ponadprzeciętni

Są też na tym świecie gracze o ponadprzeciętnych umiejętnościach. Przejście Dark Souls bez ani jednego zgonu? Proszę bardzo. Wykręcenie kosmicznego czasu w Driveclub czy przejście całej gry w 1 godzinę, gdy innym zajmuje to 8? Są tacy szaleńcy. Owszem, chwalą się tym na youtube, ale fajnie byłoby gdyby dzięki systemowi trofeów byli dodatkowo wyróżnieni. Czy oprócz standardowego zestawu platyn, złot, srebra i brązu właśnie dla tych wyjątkowych graczy stworzyć dodatkowy, unikalny rodzaj trofeów? Na pewno byłyby rzadkością, ale gracz, który byłby w ich posiadaniu, z pewnością czułby dodatkowa satysfakcję.

Gra o pietruszkę

Na pewno nie jedno z was wpadło kiedyś na pomysł, aby wykorzystać w jakiś sposób trofea, by wynagrodzić gracza. Moim zdaniem trofea to niewykorzystany potencjał. Gracze, którzy poświęcają danemu tytułowi wiele godzin czasu zdobywając je wszystkie oprócz satysfakcji powinni otrzymywać jakąś nagrodę. Mogłoby to być w całości darmowe DLC, jakiś unikalny dodatek, skórka, broń, cokolwiek, co wyróżniałoby nas na tle innych graczy. Wtedy może i Ci, którzy nie widza sensu w zdobywaniu trofeów również złapaliby bakcyla. Co by było gdyby trofea na przykład dodatkową reklamą dla tytułu? ,,Przy zdobyciu platyny DLC gratis’’. Albo pierwsze 10000 nazw profili, które zdobędą platynę będą umieszczane na limitowanej okładce gry dostępnej do pobrania na stronie wydawcy. Fajnie brzmi? Inny pomysł – osoby które splatynowały tytuł przy tworzeniu drugiej części mają pierwszeństwo w uczestnictwie w beta testach.

Zresztą, nie tylko gry posiadają system osiągnięć, czego doskonałym dowodem jest ta strona. Odpowiednio wykorzystane mogą działać na plus tej szanowanej przeze mnie strony, przyciągając nowych czytelników: ;)

A jakie wy macie pomysły na wykorzystanie pucharków i ich ideą? Podzielcie się waszą opinią w komentarzach. Użytkownikiem portalu jestem od niedawna, bloga piszę pierwszy raz w życiu i chciałem się z wami podzielić moimi spostrzeżeniami. Dla tych, którzy przeczytali do końca oczywiście nagroda poniżej (dźwięk zdobywanego pucharka musicie wyobrazić sobie sami) Pozdro!