SKLEP

Blog użytkownika Elanczewski

Elanczewski Elanczewski 02.06.2017, 16:58
Nintendo Switch Online? A co mi tam, zapłacę
1045V

Nintendo Switch Online? A co mi tam, zapłacę

Jak już będę miał Switcha, ale ciii

Kiedy Nintendo ogłosiło, że swego czasu będziemy musieli zapłacić za granie po sieci na Switchu, pomyślałem: "och, cóż, dopadło i ich, ale to było nieukinione". Opatentowany przez Microsoft pomysł na konieczność wysupłania pieniędzy za zabawę sieciową przyjął się na tyle dobrze, że szybko podchwyciło go Sony, a teraz z koncepcji korzysta także opóźnione jak zwykle w sprawach sieciowych Ninny.

Przyjmując, że opłata za zabawę przez internet to dziś standard w konsolowym światku (a tak jest, czy tego chcemy, czy nie), pierwsze informacje Nintendo na temat abonamentu nie napawały optymizmem. Największe kontrowersje wzbudziła propozycja oferowania subskrybentom jednej gry ze starszych konsol Ninny. Problem w tym, że pozycja taka miała po miesiącu znikać z konta użytkownika. W porównaniu do programów konkurencji, gdzie raz pobrana gra zostaje na koncie użytkownika na zawsze (choć żeby ją uruchomić, trzeba mieć opłacony abonament), było to splunięcie w stronę gracza, które wywołało furię wśród co bardziej krewkich sympatyków Nintendo oraz śmieszki-heheszki wśród tych optujących za konsolami konkurencji. W końcu wojny konsol (a raczej ich fanbojów) to świetna zabawa.

Na szczęście firma z Kioto opamiętała się (trudno powiedzieć, czy stało się to z powodu działań "internetowego ruchu oporu", choć zjednoczeni fani nie raz udowadniali, że da się coś zdziałać wspólnie – patrz przypisywanie gier do konta na XBOX-ie One, z którego Microsoft ostatecznie wycofał się rakiem) i postanowiła zaoferować swego rodzaju "Netflix dla graczy": dajemy ci kilka/kilkanaście/kilkadziesiąt gier, a ty grasz w co chcesz, dopóki regularnie wysysamy z twojej karty kredytowej należną sumę pieniędzy. Dla mnie to uczciwa oferta. Choć nie jestem ogromnym fanem staroci, a większość gier z NES-a ograłem na kultowym Pegasusie (a raczej jego klonie), to jeśli Nintendo prędzej czy później wrzuci do oferty pozycje z chociażby SNES-a, będę z tego całkiem zadowolony.

Miałem taką klawiaturkę. Albo podobną

Choć w PS Plus i XBOX Live Gold, programach konkurencji, całkiem często pojawiają się nowe, interesujące tytuły (sam w tym miesiącu mam chrapkę na Life is Strange), to optuję jednak za klasykami. Większość dużych pozycji staram się ogrywać na premierę lub w jej okolicach i – umówmy się – jeśli jakiś tytuł mnie jara, nie będę czekał dwa lata, aż pojawi się w "Plusie". Zwłaszcze że może się w nim nie pojawić nigdy. Nie mam za to nic przeciwko dobrym indykom (takim jak wspomniane wyżej Life is Strange), jednak, póki co, na Switchu jest zbyt mało gier, by Nintendo mogło wrzucić do swojej usługi coś innego niż hity sprzed lat. Może kiedyś? Mam nadzieję, że Japończycy rozważą ten kierunek rozwoju.

Trudno na razie powiedzieć, czy Nintendo Switch Online będzie jednocześnie ostatecznym rozwiązaniem kwestii Virtual Console, ale oby tak się stało. Co prawda na razie jest to myślenie życzeniowe, ale jeśli mam wysupłać 80 złotych za rok za możliwość pogrania w gry z różnych konsol Ninny, w tym te z GameCube'a, które są wyjątkowo pożądane przez graczy – wchodzę w to. Ostateczna zawartość biblioteki Nintendo Switch Online jest jednak na razie zagadką i nie zdziwię się, jeśli za gry spoza NES-a i może SNES-a trzeba będzie zapłacić oddzielnie.

Zagrałbym

Co do sensowności opłaty za samą zabawę po sieci – tak jak pisałem wyżej, rozpatruję ją w kontekście konieczności. Nie oszukujmy się, Nintendo to korporacja – z ładną fasadą, złotoustym Reggiem i dobrym chłopcem Billem Trinenem – ale nadal korporacja. A celem tych jest zarabianie pieniędzy. Z tym że Nintendo, w przeciwieństwie do Sony, daje mi szereg tytułów sieciowych, za które jestem w stanie odmówić sobie tych dwóch dużych pizz rocznie (drogo, bo okolice Warszawy). O ile na "peesczwórce" chętnie zagrywam się w pozycje dla jednego gracza, takie jak Persona 5 (polecam), tak dzięki Nintendo odkryłem, że rozgrywka po sieci to całkiem fajna zabawa. Mario Kart 8 i Splatoon na Wii U oraz Monster Hunter 4U na 3DS-ie wyrwały mi z życia setki godzin i jestem pewien, że Splatoon 2, Monster Hunter XX (czy jak się będzie u nas zwała ta odsłona serii) i inne sieciowe pozycje również zapewnią mi wiele przyjemnych chwil podczas rozgrywki w sieci.

Jedynym oczywistym uchybieniem sieciowej infranstruktury Nintendo jest brak wbudowanej aplikacji do rozmów głosowych. Jakąś formę voice chatu od kilku dobrych lata posiada niemal każda konsola (nawet przenośna PS Vita), więc rozwiązanie to jest uważane za standard. W przypadku Switcha firma z Kioto wyskoczyła z pomysłem oddzielnej aplikacji na telefony komórkowe. Ja się pytam – po co? Przecież zawsze można zainstalować na swoim smartfonie komunikator głosowy, taki jak TeamSpeak czy Discord, który z nawiązką spełni swoją funkcję. Dobrze o tyle, że latem (podejrzewam, że w okolicach premiery Splatoona 2) udostępniona zostanie, na próbę, darmowa wersja apki, więc każdy będzie mógł zobaczyć, czy zaoferuje ona opcje, których nie posiadają programy zewnętrzne.

Wkurz się, wstań gwałtowanie od konsoli, zniszcz telefon

Wiele aspektów Nintendo Switch Online to na razie niewiadome, ale po ostatnim ogłoszeniu Ninny usługa zaczęła wyglądać znacznie lepiej. Niższa niż u konkurencji cena i wiele gier ze starszych konsol jednocześnie brzmią dla mnie lepiej, niż "płać 200 złotych za rok, żeby dostać ten tytuł AAA sprzed dwóch lat, który już ograłeś albo cię nie interesuje". Na ostateczną ocenę trzeba jednak jeszcze poczekać.

That's all folks, cześć i do następnego razu. 

[Update] 

Nintendo w rozmowie z Famitsu podało, że Virtual Console znajdzie się poza usługą Nintendo Switch Online, więc jeden z moich argumentów o ewentualnych grach z GameCube'a w ramach subskrypcji wypada z gry. Szkoda. 

Tagi: nintendo nintendo switch nintendo switch online ps plus xbox live gold

Oceń notkę
+ +6 -

Oceń profil
+ +42 -
Elanczewski
Ranking: 254 Poziom: 47
PD: 14393
REPUTACJA: 5962
Miesięcznik PSX Extreme