SKLEP

Blog użytkownika drunkparis

drunkparis
drunkparis drunkparis 14.05.2017, 18:55
Gdyby Lara  była Larą
676V

Gdyby Lara była Larą

Żeby poznać prawdziwą Larę Croft, trzeba dzisiaj sięgać pamięcią w odległe już lata 90' właśnie wtedy ukazała się pierwsza część serii - Tomb Raider. To właśnie w listopadzie 1996 roku narodziła się największa ikona w branży gier komputerowych, która także zrewolucjonizowała postrzeganie gatunku jakim jest action-adventure.

Zanim zacznę narzekać na nowe Tomb Raidery, muszę przedstawić Wam w jaki sposób seksowna Lara Croft uwiodła mnie jeszcze w czasach pierwszego PlayStation.


Niestety sam nie miałem tyle szczęścia, aby ogrywać pierwszego Tomb Raidera w dniu premiery, ale dzisiaj spokojnie można to wszystko nadrobić mając odrobinę wolnego czasu i chęci.
Moja przygoda rozpoczęła się dość późno, bo i późno zainwestowałem w PSXa. Pierwsza konsola kupiona razem z bajerancką okleiną o tematyce trzeciej części przygód panny Croft, dumnie zdobiła ukochaną konsolę. Wtedy wówczas nawet nie kojarzyłem nazwiska Croft, a tym bardziej imienia Lary, ale naklejki na konsoli mocno zachęcały aby taki tytuł sprawdzić. Ostatecznie w moje ręce wpadła druga część przygód Croftówny, po wymianie gry - Resident Evil.

 

 


 

Pamiętam to jak dziś, gra porwała mnie na długie godziny tym samym zapominając o bożym świecie. Każdy nowy dzień, to nowa przygoda z Larą i konsolą. Poszukiwania mitycznego sztyletu Xian, było moim głównym zadaniem. Sekrety sekty praktykującej tajemnicze obrzędy wczasach chińskiego imperatora jeszcze bardziej napędzały do badania wszystkich lokacji dostępnych w grze. A eksplorować tak naprawdę jest co.

Zgrabny tyłek Lary zaprowadzi nas do Chin i wielkiego muru, przepiękną oraz mroczną Wenecję (poziom w operze, to majstersztyk), śnieżny Tybet i lodowy pałac, a także Anglię, czyli posiadłość głównej bohaterki. Sequel składa się z 18 świetnie zaprojektowanych poziomów, niezłej animacji ruchów Croftówny (jak na tamte czasy, of course), niewątpliwe wciągającą historię oraz możliwością wskoczenia do jakiegoś pojazdu, ale o tym później. Tak to mniej więcej wyglądało - kilka dni przed TV sam na sam z Larą Croft.

Grę udało mi się zakończyć w dość ekspresowym tempie, ale ciągle czułem niedosyt i wrażenie,      że coś omijam. Tomb Raider II - był na tyle dobry, że zabrałem się za ponowne przejście wliczając w to sekrety i zaglądając tam, gdzie wcześniej nie dałem rady. Dużą frajdę sprawiało mi pływanie motorówką w ciasnych i urokliwych weneckich uliczkach, czy jazda skuterem śnieżnym (jeden z nich posiadał snajperkę, którą można była wykorzystać podczas jazdy) w Tbetańskim poziomie Tibetan Foothils, oraz oczywiście sama postać głównej bohaterki z niezłym głosem (Judith Gibbins).

Od tego momentu Tomb Raider, był dla mnie czymś więcej niż tylko grą - postanowiłem, że wszystkie kolejne części jak i te poprzednie, które uda mi się nabyć, pozostaną ze mną na zawsze. Tak właśnie narodziła się we mnie miłość do samej Lary Coft oraz marki Tomb Raider.

 


 

Po jakimś czasie natrafiłem na pierwszą część, którą bez wahania kupiłem z wielkim uśmiechem na twarzy. Scenariusz był identyczny ja w przypadku drugiego Tomb Raidera. Przed włożeniem płytki do konsoli czułem coraz większą ekscytację, aby ponownie wcielić się w Larę Croft i zbadać tereny słonecznego Egiptu, Peru, a także tajemniczą Atlantydę.

Mimo, że pierwsza część okazała się nieco uboższa o ruchy protagonistki, dostępność broni, inne brzmienie głosu (Shelley Blond) czy też ilość przeciwników (głównie były to zwierzęta i potwory, rasę ludzką reprezentowali tylko: Pierre, Larson oraz Natla), to sama przygoda rekompensowała wszystkie te brakujące elementy z sequelu w 100%. Pierwsze spotkanie i walka z T-Rexem w Peru, to coś czego nigdy się nie zapomina - wtedy robiło to niesamowite wrażenie... wrażenie do tego stopnia, że przechodziłem ten moment poziomu kilkukrotnie. Zamknięte przestrzenie w klasztorze Saint Francis sprawiały już zdecydowanie większe wyzwanie, są to bardziej rozbudowane lokacje w grze. Same zagadki pojawiają się częściej, a także ilość wrogów zaczęła się zwiększać. Tutaj także spotykamy mało rozgarniętego Pierra, z którym posprzeczamy się za pomocą siły ognia. Ostatnie poziomy gry, to równie rozległy Egipt oraz coś w rodzaju zaginionego świata. Najtrudniejsze poziomy w całej grze - mnóstwo wrogów oraz dwa solidne bossy do pokonania.

Oczywiście nie byłbym sobą, gdyby nie zabrał się za ponowne przejście pierwszej części zbierając dosłownie wszystko, co wpadło pod rączki Lary (tak, sekrety również). Nieco później ogrywałem dodatek Unfinished Business, który okazał się być dość przeciętny w porównani do głównej przygody. Co prawda wzbogacił grę o nowe lokacje w Egipcie oraz na Atlantydzie, ale brakowało wstawek FMV oraz cut-scenek. Grę kończyłem jeszcze kilka razy (zresztą podobnie jak TR II) wracając do tej części po dzień dzisiejszy.

 

 

 

Na trzecia część słynnej archeolożki nie musiałem długo czekać, ponieważ byłem w dość komfortowej sytuacji gdy kończyłem poprzednie części, gra była już grubo po premierze i jej dostępność nie sprawiała wielkiego problemu. Zaraz po zakupie usiadłem przed telewizorem i oczekiwałem na pierwsze intro wprowadzające do gry.

Tomb Raider III - jest najbardziej specyficzną częścią serii (tworzony zresztą przez nowy zespół). Od samego początku (w pewnym sensie, bo nową grę zawsze zaczynamy od zwiedzania tropikalnej dżungli w Indiach w poszukiwaniu artefaktu, Infada Stone) to gracz decyduje gdzie w danym momencie chce się udać. Do wyboru tym razem dostaliśmy możliwość powędrowania na Południowy Pacyfik, Nevadę, Londyn, Antarktydę oraz wspomniane wcześniej Indie. Trzecia część posiada chyba najbardziej rozległe poziomy ze wszystkich klasyków oferując tym samym nowe ruchy Lary, rodzaj broni, a także nowych przeciwników. W zasadzie dostajemy jeszcze więcej wszystkiego co dobre - zaczynając od biustu Croftówny, a kończąc na sekretach. Fabularnie, panna Croft poszukuje meteorytu, który uderzył w ziemię wieki temu. Na niekorzyść Lary wspomniany meteoryt rozbił się na cztery części (w zasadzie pięć, jeśli brać pod uwagę dodatek The Lost Artifact), które w późniejszym czasie znalazły się w różnych zakątkach naszego świata. Tak oto dzielna poszukiwaczka przygód rozpoczyna ekspedycję udając się do Azji Południowej.


Indie zawsze będę kojarzył ze względu na świetny dźwięk otoczenia - odgłosy zwierząt, które napotkamy sprawiały niesamowite doznania, przejażdżka quadem, kapitalny trzeci poziom: River Ganges i ta wszędobylska zieleń, coś pięknego. Pod koniec wycieczki czeka na nas boss, Tony - który jest chyba najłatwiejszy ze wszystkich dostępnych.


Mimo wszystko najbardziej klimatycznym miejscem w trzecim Tomb Raiderze jest chyba Londyn. Ciemny, brudny i momentami straszny w dodatku sporych rozmiarów budzi podziw. Tutaj także Lara ubiera bardzo seksownie wyglądający czarny lateks, pobudzający dodatkowo wyobraźnię :) Co ciekawe w Londynie znajduje się prawdopodobnie najtrudniejszy "pojazd" do opanowania jeśli chodzi o sterowanie. Dokładnie chodzi o Underwater Jet (czyli podwodną jednostkę pływającą? coś podobnego pojawiło się w filmie Cardle of Life, gdy Lara zmierzała do świątyni Luna) - na szczęście jest ona opcjonalna, ponieważ dalej możemy dostać się również w tradycyjny sposób, pływając/nurkując. Wielu graczy uważa tę lokację za najlepszą w całej grze, choć według mnie czasami jest zbyt wkurzająca... i ta wredna Sophia Leigh!


Kolejnym punktem na mapie, który zazwyczaj wybieram po ponurym Londynie, jest zupełnie odmienna klimatem lokacja, a konkretnie... Południowy Pacyfik. Zielonkawe szorty, biały króciutki top oraz tropikalne wyspy z przejrzystą wodą, to pierwsze co rzuca się w oczy po rozpoczęciu poziomu. Południowy Pacyfik oferuje naprawdę sporo atrakcji w postaci wrogo nastawionych tubylców, którzy celnie plują z rurek wyposażonych w zatrute strzały (najbardziej irytujący przeciwnik), a także osobników sprawnie posługujących się dzidami. Przyjdzie również pora, aby odwiedzić starego znajomego z pierwszej części, T-Rexa. Dla odprężenia popływamy kajakiem oraz odwiedzimy miejsce katastrofy wojskowego samolotu, tym samym rozwiązując masę ciekawych zagadek. Na sam koniec czeka nas potyczka z bossem Puna, który potrafi zaleźć za skórę (bardzo frustrujący moment gry).  Gość jest niezły i potrafi zabić Larę jednym... ciosem?


Po uporaniu się z kolejnym bossem zazwyczaj trafiałem do Nevady, amerykańska pustynia skrywa w sobie kolejną część meteorytu o nazwie Element 115. Cóż, muszę przyznać, że jest to jeden z najbardziej zaskakujących poziomów w całej serii Tomb Raidera. Po rozległej pustyni będziemy mogli po raz kolejny podróżować quadem, gdzie ostatecznie trafimy do słynnej amerykańskiej Strefy 51! No właśnie, to tutaj dane nam będzie zobaczyć ciała zielonych ludzików, a także sam obiekt latający (tak zwane UFO). Jest to ciężki kawałek poziomu ponieważ sama strefa jest mocno poplątana, a przeciwnicy wymagający (szczególnie strażnicy z laserowym celownikiem) Warto zaznaczyć, że tutaj także trafimy do więzienia, gdzie odebrana zostanie nam cała broń, co stanowić może trochę problemów o czym wspomniałem wcześniej.


Na sam koniec pozostaje Antarktyka, która podoba mi się najmniej ze wszystkich dostępnych miejsc. Naszym celem jest dotarcie, a przede wszystkim powstrzymanie szalonego naukowca/doktora - Marka Willarda, znajdującego się gdzieś pod ziemią. Core Design wzbogaciło Antarktykę o dodatkowy pasek stanu podczas przebywania w wodzie. Gdy pozostaniemy w niej zbyt długo, Lara wyziębi organizm, co w efekcie spowoduje jej śmierć. Zwiedzać będziemy głównie opuszczoną bazę oraz kopalnię, do której można dostać się za pomocą pontonu oraz wykorzystać wagoniki górnicze. Tutaj pojawia się najwięcej zmutowanych stworzeń i naturalnie walka z samym doktorem po przemianie przypominającego wielkiego pająka. Walka nie należy do trudnych w szczególności gdy zachowaliśmy sporo amunicji do mocniejszych broni.


Tak oto kończyłem część trzecią przygód arystokrackiej Brytyjki z cudownym akcentem. Tradycyjnie rzecz jasna w późniejszym czasie przechodziłem tytuł ponownie zbierając wszystkie sekrety oraz bawiąc się w posiadłości Lary (biedny Winston). Należy także wspomnieć o tym, że Tomb Raider III nagradza gracza za zebranie wszystkich znajdziek dodatkowym poziomem, który ulokowany jest w Londynie, a naszym celem jest tamtejsza katedra (więcej nie zdradzę:). Do trójki po raz trzeci już nigdy nie wróciłem i jest to jednym klasyczny Tomb Raider, którego ukończyłem tylko dwukrotnie. Oczywiście oprócz podstawki do ogrania był także dodatek The Lost Artefact, wydłużając nieco główną historię przenosząc ją do Szkocji  - i jest to niewątpliwie najlepszy Gold ze wszystkich dostępnych do tej pory (TR oraz TR II).

 

 

 

Tak, w końcu dotarliśmy do czwartej części -  The Last Revelation. Od razu napiszę, że jest  to moja ulubiona część serii i tym samym najlepsza. Nowa przygoda, słoneczny Egipt, piasek... właściwie wszędzie piasek i jeszcz ładniejsza niż zwykle Lara - więcej dodawać chyba nie muszę :)

Czwarta część ukazała się  w 1999 roku (w Polsce rok później) i była najlepiej sprzedającym się Tomb Raiderem wśród klasyków. Z dostępnością gry nie było problemu, choć tak jak i w przypadku trójeczki, ta była również spory kawałek czasu po premierze podczas mojego zakupu. Zanim jednak ograłem The Last Revelation zrobiłem sobie przerwę na sprawdzenie innych tytułów PlayStation (m.in. Silent Hill czy Final Fantasy VIII). Zabawne jest to, że długo nie wytrzymałem bez Croftówny i wspomniane wyżej gry musiały poczekać na swoją kolej.

The Last Revelation - miał być powrotem do korzeni serii, tym za co fani pokochali ten tytuł. Core Design, oberwało za trzecią część, która była mocno rozległa jeśli chodzi o zaprojektowane poziomy, a i samym klimatem nieco odbiegała od dwóch poprzedniczek. Czwórka natomiast miała oferować znacznie bardziej przemyślane levele i mniej rozbudowane, większy arsenał, nowe ruchy brązowookiej piękności, lepszy interfejs, ładniejszą oprawę graficzną itd. Ogólnie mówiąc wszystko miało być z porządnego kopyta. Brytyjczycy nie zawiedli, stworzyli najprawdopodobniej najlepszego Tomb Raidera w jakiego dane było mi zagrać. Tutaj naprawdę było wszystkiego więcej w jeszcze ładniejszym opakowaniu. Poziomy były przemyślane, mniej obszerne, a co więcej - dało się do każdego z nich wrócić ponownie. Lara zdobyła możliwość wykorzystywania lin, huśtając się na nich oraz łączenia przedmiotów. Dodano nowe pukawki: niezły rewolwer oraz kuszę z dopinanym celownikiem. Zabrakło jedynie bazooki oraz harpuna. Lekkim zmianom uległo inventory, które oferowało prostolinijną formę kołowrotka znanego z poprzednich części. Główna bohaterka wyładniała, oraz otrzymała nową aktorkę głosową w postaci - Jonell Elliot.

Pomimo, że całość dzieje się tylko w jednym miejscu, Egipcie (wyjątkiem jest krótka Kambodża, gdzie przechodzimy coś w rodzaju nudnego tutoriala - Lara ma wtedy 16 lat!) nie można narzekać na brak różnorodności. Pierwsze kroki dorosłą Larą przyjdzie nam stawić w Dolinie Królów, czyli tak właściwie w grobowcu boga Setha (naszego głównego przeciwnika).

Tuż po jego opuszczeniu udamy się do Karnaku (ah, te cudowne wstawki FMV), aby nieco pozwiedzać egipskie ruiny. Przykładowo natrafiamy na chociażby Hypostyl, który istnieje naprawdę w górnym Egipcie na wschodnim brzegu Nilu. Poziom kończy się kapitalną akcją, gdzie musimy odpierać ataki wrogów na pędzącym pociągu.

Po uporaniu się z ninja trafimy do Aleksandrii, drugiego co do wielkości miasta w Egipcie, gdzie spotkamy się z przyjacielem Lary, Jean-Yvesem. Alexandria, to prawdziwy rarytas dla lubiących zwiedzać, nie inaczej jest w TR IV. Autorzy dali nam możliwość zwiedzić Bibliotekę Aleksandryjską założoną w III wieku p.n.e. Świątynię Posejdona czy katakumby (najprawdopodobniej Kom el Shoqafa). Zawsze podobał mi się poziom Cleopatra's Palaces, pełen sarkofagów, odrobiną zieleni i wymagających zagadek (jest to dość skomplikowany i trudny poziom ze względu na to, że trzeba parę razy się do niego wracać).

Kolejnym przystaniem jest stolica Egiptu, Kair. Mroczny, wyniszczony przez wszelakie plagi, ciemny i ponury. Największe problemy zawsze stwarzał mi Kair -  znajdziemy tutaj naprawdę sporo przeciwników - w tym takich, których nie da się zabić (niektórzy z nich zostali wskrzeszeni przez samego mentora Lary, Van Croya). Mam wrażenie, że właśnie tutaj rośnie także poziom trudności, wrogowie są mocni i wytrzymali, pojawia się więcej zagadek, poziomy są łączone, co w pewnym momentach komplikuje dalsze rozwiązania w kierunku dalszej drogi. Z większych przyjemności w późniejszym etapie znajdziemy motocykl z miejscem dla pasażera z boku, którym idealnie pokonuje żołnierzy z karabinami maszynowymi. Tutaj także można znaleźć świetny rewolwer, który z połączonym celownikiem jest idealny na wrogich tubylców. Jest to także jeden z dłuższych etapów gry i w zasadzie przedostatnia lokacja przed finałem.

No właśnie, finał! Finał ulokowany został w Gizie, najbardziej fascynującym mieście jeśli chodzi o budowle starożytności. Niebo pokryte jest iście krwistym kolorem, natomiast sam teren pokrywa w dalszym ciągu mrok i efekt skażonych plag. Oczywiście będziemy mieli możliwość ujrzeć Wielkiego Sfinksa, a także udać się do świątyni Horusa. Jest to bez wątpienia najbardziej wymagająca lokacja, poziomy obfituję w masę przeciwników i sporą liczbę zagadek (choć nie są one jakoś specjalnie wyśrubowane). Sama konfrontacja z Setem z początku sprawiał mi trochę problemów, ponieważ nie dało się go pokonać w tradycyjny sposób, czyli ołowiem. Na szczęście po kilku zgonach udało mi się znaleźć idealną taktykę i sekret na jego unicestwienie. Niestety to co dalej zobaczyłem było straszne, szokujące i smutne. Czyżby to miał być już koniec niesamowitej przygody z Larą ? 


Czasy gdy internet powoli budził się w naszym kraju, a wszelkie informacje czerpało się głównie z magazynów growych, które nie zawsze oferowały niusy na które się czekało, mocno intrygowało co dalej z najsłynniejszą poszukiwaczką przygód :) 
Do tego jeszcze wrócimy...

Czwórkę ukończyłem jeszcze kilkukrotnie (choć nie jest to Tomb Raider, którego zaliczyłem największą liczbę razy) czekając tym samym na Golda, który niestety nigdy się nie ukazał, choć Eidos potwierdził iż takowy miał powstać. Gdy nie miałem ochoty ogrywać całości na mojej karcie pamięci zostawiłem kilka slotów z zapisem najfajniejszych poziomów w całej grze. I tak od czasu do czasu wracałem, aby tylko pośmigać sobie Jeepem, czy popałętać się w Alexandrii. Czwórka zawładnęła mną całkowicie i do tej pory nie ma takiej gry, która tak bardzo wryła się pamięć i dała tyle emocji i frajdy, co The Last Revelation. Obecnie posiadam chyba wszystkie wydania gry zarówno na PS One (PSX) oraz PC (yhym, szaleństwo). Niestety rok 2000 zwiastował już nową konsolę, nową generację gier i byłem pewien, że kolejnego klasycznego Tomb Raidera już nie zobaczę... aż do momentu świątecznej gwiazdki.

 

 

 

Ostatni z klasyków ukazał się dość niespodziewanie 21 listopada (16 grudnia w Polsce) 2000r. i można powiedzieć, że był czymś w rodzaju zwieńczenia przygód Croftówny na pierwsze PlayStation (i w pewnym sensie obecną wówczas generację PC).

Chronicles (kroniki) był właściwie zlepkiem przygód w różnych miejscach i czasie, oddając fanom praktycznie wszystko to co można było uświadczyć w The Last Revelation (mam na myśli - ruchy bohaterki, grafikę - bo ta kompletnie nie uległa zmianie czy kilka znanych pukawek). Nie był to wybitny Tomb Raider, ale z pewnością zaskakujący jeśli brać pod uwagę zakończenie czwórki (w sieci można znaleźć teorie jakoby to tajemnicza szamanka przywróciła życie Lary po wydarzenia w czwórce:).

Całość rozpoczyna się od pogrzebu Lary Croft, gdzie kilka przyjaciół (w tym przypadku: ojciec Patrick, niezniszczalny Winston oraz jakaś para [jeśli mnie pamięć nie myli]) po chwili zadumania przed pomnikiem udaje się do domu protagonistki, by tam powspominać jedne z najciekawszych przygód zadziornej Croftówny.

Kroniki zaprowadzą nas do Rzymu, Rosji, Irlandii oraz Nowego Jorku. Ze wszystkich lokacji najlepiej wypada Irlandia - gdzie jak młoda, jeszcze 16-letnia Lara, wylądujemy na wyspie Dębów by stawić czoła groźnemu demonowi. Najmniej udanym etapem jest według mnie Rosja, a dokładnie Murmańsk i łódź podwoda - to właśnie tam spędzimy najwięcej czasu. Ciekawie wypada Nowy Jork - naszpicowany technologią i sporą ilością strzelaniny jak na Tomb Raidera. Natomiast Rzym... Rzym, można określić jako taki standard i dobre wprowadzenie gracza do gry.

Całokształt wypada poprawnie, ale niestety tytuł zabija długość rozgrywki, przy sprawnych palcach da się ukończyć piątkę w niespełna 4 godziny. Tak jak wspomniałem nieco wyżej, nie jest to najlepsza część, ale bardzo sentymentalna jeśli chodzi o wszystkie klasyczne części.

Chronicles przechodzę co roku od momentu jej wydania -  mniej więcej w świątecznym okresie i mimo, że znam każdy zakamarek gry nigdy nie mam jej dość. Tutaj właśnie kończy się pewna era dla Tomb Raidera i samej Lary Croft. Wszystko co pojawiło się później było mocnym eksperymentem (Angels of Darkness) lub całkiem udaną grą akcji (Legend) z długo wałkowanym, rodzinnym scenariuszem (Underworld). Celowo pomijam Anniversary ponieważ jest remake-em pierwszej części z okazji 10-lecia tytułu.

 

 

 

Trzy lata po premierze konsoli SONY, PlayStation 2 - ukazała się kolejna część niezniszczalnej Lary z podtytułem Angels of Darkness (zawsze ten tytuł kojarzył mi się z jakimś niemieckim porno :D). Nowa konsola pozwala na znacznie więcej niż poczciwy PSX - stąd też i zupełnie nowy Tomb Raider, który właściwie wywrócił całą serię do góry nogami.

Zanim jednak o grze, skupmy się jeszcze na moment ku samej Croftównie, która zmieniła się nie do poznania. Przede wszystkim zmienił się nie tylko wygląd, ale i sposób w jaki Lara się ubierała. Znikły słynne brązowe szorty i seledynowy strój, który bez wątpienia jest symboliką klasyków. Lara ubrana w czarny top, dżinsową niebieską kurtkę oraz proste dżinsy tego samego koloru z czarnymi okularami na nosie stała się w pewnym sensie nową postacią. W pewnym sensie, bo nadal była to ta sama charyzmatyczna panienka, która wiedziała czego chce, a nawet czasem potrafiła rzucić jakimś wulgaryzmem pod nosem. Nabrała także bardziej współczesnych, realistycznych kształtów (tak, tych też i znowu były większe) oraz lekko zmodyfikowany głos Jonell Elliott (przynajmniej takie mam wrażenie).

Fabularnie to największa wywrotka, właściwie to tutaj zaszły największe zmiany, choć nie jedyne. Lara Croft jest poszukiwana za zabójstwo swojego mentora, Wernera Von Croya. Oczywiście główna podejrzana nie pamięta żadnych wydarzeń związanych z Van Croyem i musi sama znaleźć przepis na swoją niewinność (taki kinowy, tandetny standard). Na niekorzyść Lary działa sam fakt pojawienia się w mieszkaniu dawnego mentora, gdzie oboje mieli się spotkać, aby porozmawiać na temat wydarzeń umiejscowionych w The Last Revelation. Paryż okazuję się być dość zgubny miejscem tym bardziej, że w mieście pojawią się tajemniczy morderca zwany Monstrum i prawdopodobnie to właśnie on odpowiada za całe zamieszanie. To tutaj pojawia się rola gracza po jakże zaskakującym wprowadzeniu do Angels of Darkness.

Właściwie to nie jedyne zaskoczenie biorąc pod lupę wszystkie poprzednie części, ponieważ szóstka ma w sobie jeszcze coś, a dokładnie drugą grywalną postać! Kurtis Trent, bo tak została nazwana postać, w którą można się na krótki czas wcielić - ostatni reprezentant społeczności Lux Veritatis z biegiem czasu staję się sprzymierzeńcem Lary i niezbędną pomocą w obaleniu Eckhardta oraz Joachima Karela.

Sama gra ma masę problemów ze sterowaniem, czy z ruchem kamery. Poza tym jest chyba najbardziej zbugowanym Tomb Raiderem jaki się pojawił (biorąc pod uwagę także najnowsze części). Ewidentnie można odnieść wrażenie, że AOD pojawił się za wcześnie już od pierwszego spotkania z Larą. Postacie reagują na komendy z dość sporym opóźnieniem, a nawet robią kompletnie inne czynności niż te które powinny wykonywać po naciśnięciu odpowiedniego klawisza. Niestety, jest to największa wada tego Tomb Raidera, czyniąc go bardzo irytującą częścią serii. Można to na szczęście po jakimś czasie okiełznać i w miarę przyzwoicie ogrywać tytuł, ale niesmak pozostaje.

Na wielki plus zasługuje za to muzyka, wykonana przez Londyńską Orkiestrę Symfoniczną, która idealnie podkreśla mroczny klimat gry oraz pojawia się w odpowiednich etapach nadając większej dramaturgii wydarzeniom na ekranie. Pomimo, że fabuła nie jest najmocniejszym elementem AOD, to potrafi wciągać i zaciekawić. Wszak mamy do czynienia z zupełnie czymś innym niż tradycyjne plądrowanie grobowców (choć te i tutaj się pojawią). Nowością są interakcje z NPC, którzy mogą okazać się przydatni w rozwikłaniu zagadki zabójstwa Van Croya. Lara także zdobyła umiejętność walki wręcz, która wypada bardzo kiepsko oraz możliwość skradania się (równie komiczne jak walka wręcz). Mamy tutaj także elementy RPG, gdzie główna postać rozwija swoją siłę poprzez przesunięcie np. jakiejś skrzyni, skalnego bloku itd. niestety ten element również nie sprawdził się w Angels of Darkness stając się nie małym pośmiewiskiem.

Akcja gry umiejscowiona jest głównie w Europie, poza Paryżem odwidzimy także Pragę (to tutaj przyjdzie nam wcielić się we wspomnianego Trenta). Paryż otworzy dla nas dawny pałac królewski, czyli obecne muzeum Luwr - gdzie przyjdzie nam się skradać. Ciekawostką jest fakt, że autorzy odwzorowali muzeum co do milimetra, choć w grze tego aż tak nie widać.


Przyznam się, że gdy grałem po raz pierwszy sterowanie gry nie przeszkadzało tak, gdy zabierałem się za ten tytuł kolejny raz. Do szóstki zbyt często nie wracałem gdyż właściwie nie było po co. Gra nie oferuje żadnych sekretów do zebrania, ani tego typu znajdziek. Anioła ciemności ukończyłem trzykrotnie, ale od jakiegoś czasu chodzą za mną myśli, aby zagrać raz jeszcze.

Angels od Darkness uważany jest za najgorszą część Tomb Raidera (choć duża grupa graczy uważa, że mimo wszystko fabularnie gra jest ciekawa) i trudno się dziwić mając w głowie wszystkie błędy, a tych jest naprawdę cała masa. Co prawda pojawiło się kilka patchy, które naprawiły nie małą ich ilość, ale sterowanie nadal pozostało największą wadą tej gry. 


Zabawne jest to, że Angels od Darkness miało być trylogią. Planowana była już kolejna część bazująca w dalszym ciągu na Aniołach ciemności o podtytule The Lost Dominion. Na szczęście nigdy do tego nie doszło na wskutek przejęcia produkcji przez Crystal Dynamics. Co więcej sama gra miała stracić główną nazwę, czyli Tomb Raider, ale wiadomo marketing robił swoje i TR w tytule pozostało do dzisiaj. Po słabym odbiorze gry, Eidos stracił zaufanie do Core Design, tym samym zwalniając cały zespół i oddając markę pod skrzydła wspomnianego już wyżej studia Crystal Dynamics, które stworzyło Larę Croft na nowo, ale już w zupełnie innej charakterystyce.

 

 

 

Legenda światło dzienne ujrzała w 2006 roku, 27 maja - pamiętam ten dzień jak pędziłem do sklepu, aby czym prędzej nabyć nowego Tomb Raidera, który tym razem zapowiadał się wyśmienicie. Kryształki wraz z głównym programistą Tobym Gardem (twórca pierwszego Tomb Raidera) nie mogli zawieść fanów seksownej poszukiwaczki przygód i w zasadzie można powiedzieć, że nie zawiedli. Gra sprzedawała się jak ciepłe bułeczki królując w Wielkiej Brytanii, nie opuszczając fotelu lidera przez pierwsze trzy tygodnie. W ciągu pięciu tygodni, gra sprzedała się w nakładzie 2.9 miliona egzemplarzy. Tomb Raider: Legend - okazał się w końcu tym Tomb Raiderem na których czekali wszyscy sympatycy Croftówny. Kompletnie przebudowana zarówno pod względem głównej bohaterki jak i historii (mieszając trochę w życiorysie Lary).

Legendę nabyłem na PC (szczerze mówiąc nie żałuję, choć mam w swojej kolekcji edycję PS2) i zaraz po jej instalacji urzekło mnie w tej grze dosłownie wszystko. Lara po raz kolejny poddana zabiegom chirurga nabrała jeszcze więcej realistycznych kształtów, ciało nabrało idealne proporcjonalne warunki. Nic więc dziwnego, że Panna Croft ponownie zaczęła kusić wyglądem. Od czasu do czasu wskakiwała w nowe ciuszki (czarna suknia i rozpuszczone włosy <3), które stylem idealnie pasowały do charakteru głównej postaci. Zadbano nawet o takie szczegóły jak krople wody na ciele bohaterki, gdy ta się w niej znajdowała oraz efekt przemoczonego ubrania. Zyskała także nową aktorkę głosową - Keeley Hawes. Niestety straciła swój rozpoznawalny znak, czyli długi warkocz, ale myślę, że i z taką kitą wygląda świetnie. Świat gry również uległ zmianom, stał się bardziej szczegółowy i o wiele bardziej przypominający ten rzeczywisty. Znikły wielkie jak głowa Croftówny klucze, zamki w drzwiach, apteczki i tego typu rzeczy. Wszystko miało swój realny, wirtualny wymiar. Sterowanie zmieniło się diametralnie, nie było już tak archaiczne ja w klasykach czy Angels od Darkness. Dostaliśmy możliwość m.in dokładnego celowania z widokiem zza głowy bohaterki (świetna sprawa). Kolejnym wyróżniającym się elementem gry jest muzyka (cztery i pół godziny ścieżki audio), autorstwa Troelsa Folmanna - piękna, spokojna i klimatyczna. Gdy tylko zaczyna się coś dziać subtelnie przyśpiesza i powoduje dodatkowy przypływ adrenaliny. W każdej nowej lokacji przygrywał nam zupełnie inny kawałek nawiązujący do danego miejsca. Nowością była linka magnetyczna, którą dało się przyciągać liczne przedmioty, a także wrogów. Pojawiły się interaktywne cut-scenki, nowe ruchy protagonistki z ciekawymi animacjami, dodatkowe poziomy trudności, PDA (wszystkie niezbędne informacje o celach Lary, sprzęcie, postępach w grze itd.) czy możliwość wykorzystywania działek z olbrzymią siłą rażenia. 

Same lokacje zostały starannie zaprojektowane z dużą dbałością o szczegóły. Co prawda teren po którym możemy się poruszać jest ściśle określony, ale nie przeszkadza to w podziwianiu architektury budowli, ruin itd. Siódma część zaoferowała graczom kompletnie różniące się od siebie zakątki świata. I tak oto mamy okazję zwiedzić Boliwię obfitą w klify oraz ruiny Tiwanaku (początkowa lokacja), Peru - gdzie udamy się do grobowca w Paraíso, Japonię - a dokładnie penthouse głównego bossa Yakuzy, Ghanę - tropikalna i deszczowa, choć większość czasu spędzimy w świątyni, Kazahastan - skrywający sekretne sowieckie laboratorium, Anglię - posiadłość Croftów, Kornwalia oraz końcowy Nepal.

Fabuła gry w początkowych etapach kręci się wokół legendy Króla Artura i jego legendarnym mieczu, Excaliburze. W późniejszym czasie poznawać będziemy historię samej Lary, a nawet weźmiemy udział w tragicznym wypadku jej matki w Himalajach. Opowieść uzupełniają także postacie fabularne, które zazwyczaj pełnią funkcję dodatkowej pomocy (wykluczając głównych przeciwników) - w szczególności Zip oraz Allister. Całość fajnie się ze sobą łączy (pomijając pewnie nieścisłości) i pozostawia furtkę do kolejnej części gry.

Niestety gra jest bardzo króciutka. Całość można zaliczyć w jakieś mocne osiem godzin. Oczywiście ten czas nieco się wydłuża, gdy chcemy zebrać wszystkie sekrety i zaliczyć tytuł na sto procent. Do Legendy wracałem swego czasu bardzo często - szlifując każdy poziom do perfekcji i bawiąc się w kapitalnie zaprojektowanym domu Lary. Miło spędzałem czas, aby wymaksować Legendę i zaliczyć wszystkie Time Triale konieczne do zdobycia nowych ciuchów (m.in. Larę w Bikini). Nawet wracając do tego tytułu dzisiaj nadal potrafię czerpać radość tamtych chwil, a co ważniejsze sama gra nie postarzała się aż tak bardzo. 

Po upływie kilku miesięcy pojawił się także patch wzbogacając grę o nowe tekstury, cienie i ogólnie lepszy wygląd grafiki. Zrobiło się z tego małe zamieszanie ponieważ Cenega trochę pokombinowała i wspomnianego patcha nie zawierała polska edycja gry. Trzeba było kontaktować się bezpośrednio z wydawcą, aby otrzymać płytkę z patchem Next Gen wraz z poradnikiem do gry gratis. Tomb Raider: Legend, był również pierwszym Tomb Raiderem, który pojawił się na konsolach Microsoftu, Xbox/360 z wybrakowaną wstawką początkową o której zapomnieli twórcy gry. W 2006 roku kompozytor ścieżki dźwiękowej Troels Folmann, otrzymał nagrodę za najlepszą muzykę oryginalną pochodzącą właśnie z Legendy.

 

 

 

Rok po otrzymaniu Legendy na rynku pojawiła się nowa wersja Tomb Raidera z 1996 - Anniversary, będąc remake-em już mocno podstarzałego klasyka. Edycja z okazji 10-lecia mocno bazuje na pierwszej klasycznej części gry, co wcale nie oznacza, że nie ma w sobie nic nowego, wręcz przeciwnie. Lokacje wyglądają przepięknie, szczegółowo i co najważniejsze zwierają swoje charakterystyczne cechy. Architektura miejsc różni się diametralnie, ale zachowuje spójność edycji z 1996 roku. Do Lary powrócił symboliczny warkocz, a także kilka umiejętności, które zawierała w sobie Legenda m.in. bullet time oraz klasyczne balansowanie na kładce (znane chociażby z The Last Revelations i Chronicles). Po raz kolejny głosu użyczyła Keeley Hawes, znana z siódmej części (choć do tej roli na początku przymierzana była ponownie Jonell Elliott). Sam główna postać niewiele zmieniła się w porównaniu do siódmej części. Zmianom uległy jedynie stroje, które przywdziewała Croftówna (tak, wróciły brązowe szorty oraz seledynowy strój w lekko odświeżonej wersji).  

Graficznie gra wyglądała identycznie jak Legenda - nie było sensu kombinowania z nowym silnikiem skoro cdcEngine sprawdził się wyśmienicie przy siódmej części gry. Co prawda da się zauważyć nieco lepsze tekstury, cienie oraz formę oświetlenia, ale generalnie to ten sam silnik. Fabuła jak i miejsca w które zawędruje Miss Croft nie odbiegają od pierwowzoru. W szybkim skrócie, Lara zostaje wynajęta przez Jacqueline Natle do odnalezienia grobowca znajdującego się w Peru, Qualopeca w którym znajduje się jedna z trzech części "Dziecięcia" Atlantydy. Napotkani przeciwnicy to nadal głównie potwory i zwierzęta. NPC spotkać można będzie głównie podczas fabularnych scenek na silniku gry.
Nie zapomniano także o Dworze Croftów, który przypomina tego z Legendy (a także filmowej jego wersji), ale odbiega nieco architekturą z oryginału. Dwór również skrywa w sobie tajemnice i relikty, które są niezbędne do ukończenia gry w 100%. 

Na duże słowa uznanie zasługuje ponownie Troels Folmann, który nie tylko dodał nowe utwory do gry, ale także odtworzył te z klasycznej części w nowej formie. Mimo wszystko muzyka nie jest tak bardzo rzucającym się elementem gry (przypuszczam, że to ukłon w stronę klasyka, gdzie głównie słyszeliśmy otoczenie) jak chociażby miało to miejsce w Legendzie. Nadal jest świetna, ale zdecydowanie rzadko się pojawia - głównie w kluczowych momentach.

Co ciekawe Anniversary jest praktycznie o połowę dłuższym Tomb Raiderem niż poprzedniczka i tym samym najlepszym stworzonym przez Crystal Dynamic biorąc pod uwagę korzenie serii. Gra otrzymała masę pochlebnych opinii i końcowych ocen osiągając kolejny sukces z Larą Croft  w roli głównej. Było więc jasne, że kolejna część od tego samego studia jest więcej niż pewna.

Podobnie jak i Legenda wersja z okazji 10-lecia marki zawiera w sobie Time Triale, które potrafią w końcowych etapach irytować. Długo męczyłem końcówkę gry właśnie w tym trybie, aby osiągnąć magiczne 100% - ogólnie sama gra nie należy do trudnych nawet grając na najwyższym poziomie trudności, choć według mnie jest odrobinę trudniej niż w siódmej odsłonie. Anniversary męczyłem do upadłego bawiąc się nawet modyfikacjami dostępnymi na PC -  do dzisiaj jest to jedna z moich ulubionych części zaraz po The Last Revelation.

 

 

Gra swoją premierę miała 28 listopada w 2008 roku (PC, Xbox 360, PlayStation 3) i było to całkiem fajne nawiązanie do klasyków, gdyż te zazwyczaj ukazywały się w Polsce właśnie w okolicach listopada oraz grudnia. Underworld był ostatnim Tomb Raiderem wydanym przez Eidos Interactive (który został wykupiony przez Square Enix i przemianowany na Square Enix Europe) tym samym kończący wątki powstałe w Legendzie, a także Anniversary. Crystal Dynamics w dalszym ciągu wykorzystując znany silnik z Legendy oraz edycj z okazji 10-lecia marki, stworzyło nowego Tomb Raidera, różniącego się względem mechaniki, a także kilku kwestii technicznych od poprzedniczek. Grafika gry, aż tak bardzo nie zmieniła się w stosunku do dwóch poprzednich Tomb Raiderów tego studia, ale nabrała bardziej mrocznego i ciemnego klimatu zarówno pod względem otoczenia jak i ogólnie całego świata w Underworld.

Postać Lary ponownie została lekko zmodyfikowana (głównie twarz), jej skóra wyglądała już bardziej naturalnie - znikło wrażenie plastiku i sztuczności. Struktura ciała pozostała bez zmian (w końcu i tak była nieźle dopieszczona). Powrót do kontynuacji ponownie pozbawił Croftównę warkocza na rzecz falującej kity z tyłu głowy. Mam też wrażenie, że mimo wszystko główna bohaterka otrzymała dodatkowo trochę więcej zmarszczek dodając jej jeszcze bardziej poważnego wyglądu. Ostatecznie większych zmian w wyglądzie Lary ciężko jest się doszukać poza kosmetyką.

Mimo, że Underworld w dalszym ciągu opowiada historię zaczętą w Legendzie a także w Anniversary, to fabuła jest najmocniejszą storną tego Tomb Raidera. Gra nadal opiera się na istniejącej mitologii oraz legendach łącząc tym samym wątki rodzinne Croftów. Tym razem główną rolę odegra tutaj mitologia nordycka, artefakty boga Thora. To właśnie Lara będzie musiała posiąść artefakt zdolny do zabijana Bogów - Mjölnir. Wszystko po to aby ostatecznie zgładzić nieśmiertelną Natlę oraz dać nauczkę znajomej z siódmej części gry, Amandzie. Co więcej nasza nieustraszona Croftówna będzie mogła podróżować na "tamten świat" zwiedzając przy okazji sporo mitycznych miejsc. Skoro już jesteśmy przy lokacjach warto szepnąć o nich kilka słów. Przygodę rozpoczynamy na Morzu Śródziemnym, to tutaj Lara zaczyna poszukiwania do Avalonu. Przyjdzie nam zanurzać się w odmęty morza otoczonego lądami należących do trzech części świata, gdzie odnajdziemy pomieszczenie z wielkim Krakenem. Następnie udamy się do Tajlandii, aby odnaleźć drugą rękawice należącą do samego Thora. Przepełniona tropikalną roślinnością oraz skrywająca w sobie kompleks świątyń - Tajlandia potrafi zaskakiwać i budzić podziw. Jest to naprawdę spora lokacja z dużym obszarem do zwiedzania, ale i nie małą ilością wrogów w postaci tygrysów, sporych rozmiarów jaszczurek czy tradycyjnych nietoperzy. Kolejny punktem podróży będzie dobrze już wszystkim znana posiadłość Croftów, gdzie ostatecznie ma być skrywana wspomniana wcześniej rękawica Thora, przez ojca Lary, Richarda. Dwór Croftów odgrywa tutaj dość istotną część fabularną o której nie będę pisał, aby nie robić niepotrzebnych spoilerów. Po uporaniu się w rezydencji z przeciwnościami losu, Lara trafia do Południowego Meksyku. Starożytne ruiny Majów skrywają w sobie ostatni niezbędny artefakt do władania młotem. Południowy Meksyk to najprawdopodobniej największa lokacja w całej grze, to tutaj mamy możliwość wykorzystać jednoślad, aby szybciej rozeznać się w terenie. Po zdobyci obu rękawic oraz pasa Thora, LC udaje się na Wyspę Jan Mayen w poszukiwaniu nordyckiego młota boga burz. Tutaj także do dyspozycji otrzymamy motocykl, będąc już w zupełnie odmiennych warunkach klimatycznych. Kolejnym przystaniem okazuje się być Valhalla i gigantyczny troll blokujący dalszą drogę do Morza Adamskiego (bardzo króciutki etap gry). Ostatecznie zanim Lady Croft trafia do Helheimu, musi ponownie zanurkować, lecz tym razem w Morzach Arktycznych radząc sobie z polującymi tam rekinami. Ostatnia lokacja zawiera sporo porozmieszczanych pułapek oraz nowych przeciwników - thralli. To właśnie w Helheim kończy się rodzinny wątek, a także cała historia z dwóch poprzednich Tomb Raiderów.

Niestety silnik gry przy Underworld okazał się być dość przeciętny, gra potrafi wykrzaczać się w różnych momentach rozgrywki. Same animacje poruszania się Croftówny pozostawiają wiele do życzenia. Czasami wygląda to tak pokracznie, że odechciewa się grać. Pojawiają się błędy zawisania w powietrzu, czy to głównej bohaterki, czy zwykłych wrogów. Praca kamery również daje się we znaki. Można nawet pokusić się o stwierdzenie, że powracają koszmary znane w Angels of Darkness. Ogólnie bugów jest cała masa, choć nie wszystkie wpływają na dobrą zabawę.

Jest także sporo pozytywów - pomijając fabułę, bardzo fajnie wygląda otoczenie i pogoda. Kołysanie się drzew i roślin przy lekkim wietrze buduje klimat, mamy także efekty w postaci zmieniającego się pisaku w błoto, ślady butów Lary rozmywa deszcz, a i ciało Croftówny nie jest zawsze idealnie czyste i suche. Brakuje tylko dynamicznej aury pogodowej, która miała zostać zaimplantowana. Sama walka została odrobine przebudowana. Od teraz Lara może toczyć pojedynek z kilkoma przeciwnikami i celować do dwóch jednocześnie. Mamy znane już choćby z Legendy spowolnienia czasu oraz nowość w postaci odpychania przeciwników.

Underworld został przyjęty dość solidnie, choć nie wybił się nigdy tak wysoko jak Legend czy Anniverasy, głównie za zbyt dużą ilość niedoróbek i chaotycznej momentami pracy kamery. Sama gra przy pierwszym podejścia wzbudzała we mnie bardzo dużo pozytywnych odczuć. Niestety przy kolejnych próbach jej ukończenia dziewiąta część była strasznie toporna i mało wciągająca. Dla wszystkich tych, którzy lubują się w zbieractwie znajdziek, sekretów - Underworld stanowi spore wyzwanie. Do odszukania i zebrania wszystkich skarbów trzeba poświęci bardzo dużo wolnego czasu, niektóre z nich są całkiem fachowo poukrywane. Główny wątek fabularny zajmuje około 9/10 godzin gry plus oczywiście zbieractwo, które może wydłużyć grę o drugie tyle.

 

 

Szybkim i sprawnym krokiem przejdźmy do sedna, czyli dwóch ostatnich Tomb Raiderów (o ile rzeczywiście można je tak nazwać). Najbardziej irytuje mnie mieszanie w historii samej Lary oraz jej rodziców. Klasyczne części opierały się na tym, że ojciec jak i matka (o której nie było kompletnie żadnej wzmianki) żyją i mają się dobrze. Co więcej sama Lara zostaje w tamtym okresie wydziedziczona. Natomiast jeśli brać pod uwagę srebrny ekran, sytuacja jest kompletnie odwrotna - rodzice Lary nie żyją, a sam scenariusz opiera się na m.in. ojcu Croftówny i jego małym sekrecie (Crystal Dynamics stworzył nowy życiorys Lary bazujący właśnie na filmie do najnowszego wtedy Tomb Raidera, czyli Legendy). Idąc dalej pojawia się wątek rzekomo żyjącej matki (Legenda, Anniversay oraz Underworld) - co więcej w samym remake-u jest pewna nieścisłość jeśli chodzi o Richarda Crofta, którego da się usłyszeć w Peru (oryginał takiego wątku nie zawiera). Pomijam komiksy, które przedstawiają kompletnie inną serię wydarzeń. Wróćmy do obecnych Tomb Raiderów, ten z 2013 roku ponownie twierdzi, że rodzice Lary nie żyją (doszło do tego w trakcie jednej z ekspedycji), by w Rise of the Tomb Raider, namieszać i ciągnąc nieustannie ten durny wątek rodziców. Takiego niezdecydowania nie potrafię pojąć, co więcej jak można w przeciągu dwóch nowych części tak namieszać w życiorysie Lary. Kolejny fakt potrafiący zirytować to sama numeracja, która zakłada Tomb Raidera (2013) oraz Rise of the Tomb Raider jako dwie pierwsze części zupełnie ignorując klasyki z lat 90'. Tak, wiem, że to remake i ogólnie nowa nie do końca spójna historia, ale w życiu bym część z 2013 roku nie nazwał pierwszym Tomb Raiderem, który mimo wszystko lepiej wypada pod względem RotTR, ale nadal nie jest tym czego oczekiwałem.


W końcu sama postać Lary Croft. Klasyki, czy nawet AOD, Legend a także Underworld tworzyły Larę jako kobietę pewną siebie, świetnie wykształconą, dążąca do celu, niebezpieczną z wielkim stylem i gracją. Nowa Lara, to typowa "amerykańska" nastolatka (zresztą w nowym życiorysie można doszukać się informacji o tym, że Lara, aby zarobić na studia pracowała w barze na pół etatu :D), która sama nie wie czego chce. Jęcząca, że nie chce zabijać, by pod koniec gry stać się terminatorem bez uczuć. Gdzieś zagubiła charakter, który tak naprawdę opisywał Croftównę - styl, charyzmę, bezczelność oraz niepojętny seksapil. Jedyne co podoba mi się w nowej pannie Croft, to głos użyczony przez Camillę Luddington. Coś, co naprawdę zostało idealnie dopasowane, brytyjski lekki akcent zapadający w pamięć. Pomijam wygląd, bo to gusta i guściki (choć Lara z 2013 roku bardziej przypadła mi do gustu). A więc, starsza wersja potrafiła walczyć o swoje, a przede wszystkim nie bała się własnego zdania, co z pewnością inspirowało młodych ludzi, była także niesamowicie przekonana co do własnych umiejętności . Nowa wersja to zlepek przypadku i szczęścia, a może nawet pomocy innych osób. Większość tego co uczyniła nowa Lady Croft, to zbieg szczęśliwych okoliczności. Dwie zupełnie inne bohaterki :(
Okej, zostawmy już Larę w spokoju, być może nabierze ona więcej charakterystycznych cech w nadchodzącej części Shadow of the Tomb Raider (w co wątpię).

Muzyka! Właściwie nie była, aż tak istotną częścią klasycznych części, powoli zmieniało się to w Angels of Darkness, a zdecydowanie w Legendzie, Anniversary (w której była chyba najlepsza) oraz Underworld nadając tym tytułom większego klimatu, lepszą imersję itd. Ta z TR2013 jeszcze daje radę i jest w porządku, tak w RotTR nie ma jej w ogóle. No, w pewnym sensie ofc. Chyba najgorszy element nowych przygód Lary, to właśnie muzyka, która kompletnie nie powalała, a co gorsza była nijaka. Szkoda, bo cenię sobie dobrą ścieżkę dźwiękową (Wiedźmin 3, Skyrim <3) - i tak jak wspomniałem ta z 2013 roku była do zaakceptowania i nawet kilka razy sobie taki OST wrzuciłem do odsłuchu, tak ten z RotTR mnie w ogóle nie zachęca. Dodatkowo ten kiepski dubbing, kompletnie niepotrzebny takiemu tytułowi jak Tomb Raider. O ile do samej Karoliny doczepić się nie mogę, tak pozostała część aktorów, chyba nie widziała samej gry, momentu akcji, bo ma się wrażenie sztuczności aż do bólu. W 2013r. wszystko nieźle zagrało wliczając w to również poboczne postacie, tak Rise of the Tomb Raider pod względem lokalizacji audio, to patologia. Zresztą sam nie wyobrażam sobie grać w jakiegokolwiek Tomb Raidera w innym języku niż oryginalny - świadomość, że utracę boski akcent głównej bohaterki jest zbyt silny, aby na taki krok się decydować (To prawie tak jak ogrywać Wiedźmina po Niemiecku).


Spójrzmy teraz na rozgrywkę, której bliżej jest Uncharted niż klasycznemu Tomb Raiderowi. Od samego początku narzucone jest dość szybkie tempo gry. Owszem, są momenty gdzie można się na chwilę zatrzymać i poeksplorować chociażby świetne opcjonalne grobowce, ale całość opiera się głównie na strzelaninie z zawrotnym tempem jak we wspomnianym już Uncharted. Klasyki pozwalały na dużą swobodę w eksploracji i kombinowaniu przy pułapkach, zagadkach (często prostych, ale zawsze), oferowały ciekawe miejsca (w większości te realne z naszego świata łącząc je z fantazją twórców), a także kilka faktów jako ciekawostki. Czegoś takiego kompletnie nie ma ani w TR2013, ani w RotTR. Fabularnie dalej wałkowany wątek z rodzicami - w dodatku tak słaby, że można przewidzieć połowę gry we wczesnym etapie rozgrywki (ile można!). Ogólnie nasuwa się stwierdzenie - świetna gra akcji, bardzo słaby Tomb Raider.  Rozumiem też, że obie części mogą się podobać graczom, którzy nie znają poprzednich odsłon tej kultowej gry, bo jest w nich wszystko co kreśli się w dzisiejszych grach spod znaku action. Natomiast fani, którzy pamiętają jeszcze klasyki z pewnością są rozczarowani, co zresztą widać na tematycznych forach Tomb Raidera (bo powiedzmy sobie szczerze, że TR nigdy nie był typową grą akcji). Liczyłem, że najnowsze przygody będą już nawiązywać do głębokich korzeni, tym bardziej mając w głowie końcówkę gry z 2013 roku i Larę z dwoma, symbolicznymi dla serii pistoletami... niestety tak się nie stało. Zbyt duży rolę odgrywa tutaj łuk - jasne, fajnie sobie postrzelać do zwierzyny, czy w obronie interesu Croftówny za pomocą łuku, ale co za dużo to i świnia nie zje. Gdy widziałem pierwszą zapowiedz i Larę wykorzystując czekan nie mogłem się doczekać tej gry. Wówczas w głowie miałem stare części i etapy eksploracji tym razem w pięknej oprawie graficznej z udziałem czekana. O ile sam czekan jest trafiony, tak zdecydowanie go za mało. W zasadzie narzekać mógłbym dalej, bo tak naprawdę dużo odebrano temu tytułowi, że można biblię stworzyć, ale jako wierny fan nadal liczę i czekam na kolejną część, która MOŻE tym razem będzie właśnie tą na którą warto postawić zaoszczędzone pieniądze w dniu jej premiery.

 


Na osłodę smaku tamtych świetnych gier z lat 90' pozostaje jeszcze czekać i wierzyć, że niedługo pojawi się świetne wyglądająca wersja Tomb Raidera II od Nicobassa. Facet stara się odtworzyć tego klasyka na silniku Unreal 4 i trzeba przyznać, że to co do tej pory wykonał kopie zady. Jestem przekonany, że ta fanowska wersja zjadłaby wspomniane wyżej dwa nowe Tomb Raidery bez jakichkolwiek problemów. Obawiam się tylko, że projekt zostanie wstrzymany przez Square i nigdy nie ujrzy światła dziennego - broń Boże by tak się nie stało:)

Wybaczcie, ale nie wyłapałem wszystkich błędów zawartych w tekście i dobrowolnie oddaje się w ręce wymiaru sprawiedliwości.

Tagi: Lara Croft tomb raider

Oceń notkę
+ +45 -

Oceń profil
+ +32 -
drunkparis
Ranking: 312 Poziom: 46
PD: 13716
REPUTACJA: 2413
Miesięcznik PSX Extreme