SKLEP

Blog użytkownika drPain

drPain drPain 05.04.2017, 02:29
Wieża Wstydu
583V

Wieża Wstydu

Jestem niemal pewien, iż każdy gracz natknął się w swoim życiu na tak zwaną ,,kupkę wstydu’’. Zazwyczaj postrzegamy ją jako coś negatywnego. Czy jednak posiadanie takiego wstydliwego kopca, faktycznie jest takie złe? Na to pytanie postaram się w niniejszym tekście odpowiedzieć.

Wstęp

Słowem wstępu, wyjaśnijmy sobie czym jest w ogóle ,,kupka wstydu’’. Jest to zbiór gier, których z różnych powodów nie dane nam było ukończyć, pomimo faktu posiadania ich. Zakładam, iż definiowanie tego terminu jest bezcelowe, gdyż zapewne każda z czytających te wypociny osób jest świadoma, z czym mamy do czynienia. Nie czułbym się jednak komfortowo, nie poświęcając na to przynajmniej jednego zdania. O tym, czym takowa kupeczka jest, jak już wspomniałem nie ma co się rozpisywać. Popłynąć natomiast mogę dumając nad tym, w jaki sposób ją tworzymy.

Narodziny bestii

Przy rozmyślaniu o sposobach budowania kupki wstydu, do głowy przychodzą mi dwa. Pierwszym z nich, z całą pewnością jest:

,,Rozpoczynanie nowych tytułów i porzucanie wcześniej rozpoczętych’’

Nie zliczę, ile to razy w swoim życiu zaprzestałem rozgrywki w daną grę, z powodu chęci sprawdzenia kolejnej. Nie ważne jak dobra by poprzednia produkcja nie była, tak czasami po prostu nie mogłem wytrzymać i uruchamiałem kolejną. Zaliczenie tej drugiej wcale nie skutkowało powrotem do wcześniejszej cyfrowej krainy. Wręcz przeciwnie. Zależnie od długości świeżo ukończonego produktu, nie chciało mi się przypominać historii ani zasad panujących w porzuconej grze. Wyciągałem więc rękę po kolejną, kolejną i... kolejną. Z upływem czasu, nie widziałem już sensu w powrocie do tej pierwszej. Bardziej racjonalne było już rozpoczęcie jej od początku. Podobnie na przykład, miałem ze świetnym Deus Ex: Human Revolution. Przez zacięcie się w pewnym momencie (dłuższa historia), w celu odsapnięcia zacząłem grać w coś innego, a następnie... Już chyba można się domyśleć co było następnie. Dopiero po ponad roku, Deus Ex zawitał ponownie na dysku mojego komputerka. Tym razem udało mi się go pocisnąć do końca. Niestety nie każdy z porzuconych tytułów miał tyle szczęścia. Na swoje ,,5 minut’’ nadal czekają: Legacy of Kain: Defiance, Croc: Legend of Gobbos, Rayman: Origins, Syphon Filter, WipEout HD Fury, czy Planescape Torment (nie jestem tak daleki ukończenia go). To nawet nie jest początek... Akurat w przypadku Tormenta sprawa ma się troszeczkę inaczej, gdyż nadal mam go zainstalowanego, a ostatni raz włączałem miesiąc temu. Niesamowicie łatwo jest wpaść w pętlę rozpoczynania nowych gier, przed przejściem tych uprzednio zaczętych. Nim przejdę do znanych mi sposobów walki z bestią znaną jako ,,kupka wstydu’’, przyjrzyjmy się drugiemu czynnikowi sprzyjającemu jej dojrzewaniu.

,,Hurtowe kupowanie gier’’

Hurtowe kupowanie gier. Chyba wiem o tym troszeczkę za dużo... Chcąc cieszyć oko powiększającymi się zbiorami, ,,większe’’ zakupy nie są mi obce. Staram się ograniczać do produkcji, w które chciałem/chcę zagrać. Mogąc pozwolić sobie na przeznaczanie na ten cel momentami ,,sporej’’ ilości gotówki, z miesiąca na miesiąc moja kupka wstydu powiększa się w zastraszającym tempie. Łącząc to, z nie aż tak dużą ilością czasu (jaką bym sobie życzył), w ciągu ostatnich 2-3 miesięcy nakupowałem sobie gier na najbliższe 2 lata (co najmniej :P ). Zakładam, że wśród czytających, nie ma zbyt wielu takich wariatów. W związku z tym, aktualnie omawiany podpunkt można zamienić z ,,małą ilością czasu’’. W moim wypadku, nieustannie się one przeplatają (ostatecznie tworząc jedność), więc nie zamierzam się na ten temat bardziej rozpisywać.

Finish him

Okej. Za sobą mamy już zapoznanie się z genezą naszego adwersarza, co oznacza, iż możemy zacząć przygotowywanie oręża do walki z nim.

,,Przygotowanie listy z grami, które chcemy ograć w pierwszej kolejności’’

Wydaje mi się, że całkiem skuteczną metodą na zwalczenie wstydliwego problemu, jest przygotowanie specjalnej listy. Warto przelecieć wzrokiem po swoich growych zaległościach i wypisać wszystkie tytułu, które chcielibyśmy ograć w pierwszej kolejności. Opcjonalnie, jeśli tylko czujemy się na siłach, można spróbować ułożyć zapisane produkcje w kolejności do ich przechodzenia. Sam będę się zabierał za tworzenie tego typu listy, od razu po skończeniu ogrywanego aktualnie Horizon’a (może jeszcze uda się zaliczyć Torment’a). Sądzę, iż coś takiego powinno zapisywać się nie w Wordzie, a na kartce. Tekst pisany ręcznie zostanie z nami (w nas) na dłużej. Sam fakt poświęcenia się czynności pisania, powinien sprawić, że listę będziemy traktować z większym szacunkiem.

,,Granie w kilka gier jednocześnie’’

Praktyką, którą uskuteczniam jest jednoczesne granie w kilka pozycji. Wybieram sobie dwie lub trzy produkcje i zaczynam zabawę. Jedna z nich, staje się grą ,,główną’’. Najczęściej jest to jakiś erpeg. Dobieram sobie strzelaninę i jakiegoś partyjkowca (wyścigi/bijatyka). Główna gra jest przeze mnie ogrywana, kiedy wiem, że mogę sobie pozwolić na co najmniej 3 godzinną sesyjkę. Zazwyczaj zdarza się to podczas moich dni wolnych. Wtedy niemalże cały dzień (z małą przerwą na sen) przypada na danie główne. Po powrocie z pracy, raczej nie jestem w stanie przeznaczyć takiej dłuższej chwili na giercowanie. Ma na to wpływ zmęczenie oraz ,,chęć’’ jakiegokolwiek wypoczęcia przed kolejnym smutnym dniem. Będąc w domu około godziny 23, a wstając o 7/10/12 (różnie to bywa), zbawieniem są dla mnie strzelaniny. Gry, przy których nie muszę się zbytnio angażować, a sympatycznie umilają czas. Nie jest mi wtedy żal wyłączać ich po dwóch godzinkach. Zostały jeszcze partyjkowce. Programy, które jestem w stanie odpalić, na powiedzmy 30 minut przed wyjściem. Parę wyścigów w WipEout’cie, czy szybka wieża w Mortalu, jest to coś co sprawdza się wtedy idealnie. Ma to rzecz jasna swoje zalety. Przybliża mnie do przejścia tych gier, a także pozytywnie nastraja na kolejny dzień pracy. Żeby jednak nie było zbyt różowo, muszę wspomnieć o jednej rzeczy. Podczas wyboru pozycji do ogrywania, warto trzymać się przedstawionego schematu. Oczywiście każdy może mieć do tego inne podejście, lecz chciałbym tutaj przedstawić swój punkt widzenia. Ostatnio skończyłem z kilkoma rozgrzebanymi tytułami. Był to Planescape Torment, Wiedźmin 3: Dziki Gon oraz Horizon: Zero Dawn. Dwie ostatnie, zacząłem niedługo po zakupie PlayStation 4, które skutecznie odwróciło moją uwagę od Tormenta. Postanowiłem w pełni poświęcić się Geraltowi. Wiesia skończyłem, a w tej chwili siedzę z Horizon’em i Mortal Kombat XL. Liczę, że Planescape wskoczy na miejsce gry od ojców Killzone’a (oczywiście po ukończeniu). Gdybym trzymał się wcześniejszego założenia, taka sytuacja nie miałaby miejsca.

Fatality

Przedstawiłem sposób w jaki kupka wstydu powstaje, a także metody walki z nią. Co jednak z początkowym pytaniem? ,,Czy posiadanie kupki wstydu, faktycznie jest czymś złym?’’. Po zapoznaniu się z powyższym materiałem, pewnie większość powie, że tak. I moim zdaniem, takie stwierdzenie będzie błędne. Czemu? Przyjrzyjcie się swojej kupce wstydu. Ile tego jest? Dziesięć? Dwadzieścia? Pięćdziesiąt? Sto? Więcej? Czy to naprawdę jest powód do zmartwień? Za coś te gry kupiliśmy, bądź kupujemy nadal. Jest to znak, że jesteśmy w stanie pielęgnować swoje zainteresowanie/hobby/pasję. Nawet jeśli nie mamy czasu na bliższe zaznajomienie się z nowymi nabytkami, to one po prostu są. Są częścią kolekcji, na którą z dumą możemy spoglądać każdego dnia. Są częścią nas, jako graczy. Mnie osobiście, coraz to większa kupka wstydu, mega pozytywnie nakręca na dalsze granie. Wiem, że przede mną masa rewelacyjnych pozycji do ogrania. I chyba takie zakończenie tego wywodu będzie najlepsze. Czy kupka wstydu jest czymś złym? Absolutnie nie.

Pain

 

Tagi:

Oceń notkę
+ +19 -

Oceń profil
+ +66 -
drPain
Ranking: 677 Poziom: 40
PD: 8793
REPUTACJA: 5548
Miesięcznik PSX Extreme