SKLEP

Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo
Czarny Ivo Czarny Ivo 26.12.2016, 22:38
W co grałem GROmadnie w weekendy i pozostałe dni 2016
196V

W co grałem GROmadnie w weekendy i pozostałe dni 2016

Zdziwiłem się nieco, że nie napisałem analogicznego bloga na rok 2015. Pewnie depresja albo demencja, ale tym razem nie zapomniałem. Oto, co ograłem!

Zdobycze Platynogrodu

Ostatnie 2 lata mojego grania to były ecie pecie. Czułem, że zostaję w ogonie pędzącego krokodyla gamingu. Musiałem się wziąć za siebie. Na początek trzeba było podciągnąć ilość platyn na koncie PS3 do jakiegoś przyzwoitego poziomu. Dwadzieścia pięć zdawało się być rozsądnym posunięciem. Jeden kolega, z racji że do tej pory miałem zaledwie 8 platyn, powiedział "UNMUGLISCH!". Przyjąłem zakład i ... wygrałem! Zasada była taka, że platyny muszą być robione od zera, a nagroda symboliczna - piwko i burger.

 

1. Dante's Inferno. Ogółem średnia gierka. Fakt, że kalka z God of War bardzo jej pomogła, bo przynajmniej tłukąc diabły czułem się jak u siebie. Fajnym patentem były relikty, które przysparzały nam nowych umiejętności. Kreacja świata podziemnego też z początku robiła pozytywne wrażenie, ale później już nudziła. Podobnie o sen przyprawiał zły balans systemu walki i właściwie wystarczyło "strzelać krzyżami", a nic nie ostało się na naszej drodze. Droga do platyny była banalna i nie przypominam sobie, żeby coś sprawiło większy problem.

2. Ratchet and Clank HD. O ile para protagonistów to naprawdę sympatyczna gromadka i nie raz rozśmieszyły mnie ich dialogi, to rozgrywka już była średnia. Nie mówię, że to zła gra, ale spodziewałem się, że legenda PS2 wypadnie lepiej. Moim zdaniem wypada zdecydowanie słabiej od topowych platformówek generacji niżej. Niektóre skill pointy mnie wymęczyły (wyścigi i niszczenie żarówek), ale przede wszystkim ułomne sterowanie z naciskiem na celowanie. Największym debilstwem na drodze do platyny było zebranie 1.000.000 boltów. Koniec końców dzbanek zdobyłem.

3. Strider (PSN). Przyznam, że 8 i 16bitowe odsłony tej gry w ogóle mi się nie podobały. Sama postać Hiryu przykuła moją uwagę dopiero przy okazji serii Marvel vs Capcom. Postanowiłem, chyba sprawdzając wcześniej demo, dać striderowi szansę. Tym razem się nie zawiodłem. To naprawdę fajny kawał metroidvanii. Latamy po różnych korytarzach, zbieramy ulepszenia, nowe umiejętności. Na poziomie hard trochę we znaki dali mi się bossowie - szczególnie ostatni. I prawidłowo w końcu zasiada na szczycie całej tej drabinki. W drodze do platyny obawiałem się speedruna, bo pośpiech i zbieractwo to coś czego w grach zbytnio nie lubię. Na szczęście pierwsze ukończenie fabuły dobrze mnie przygotowało i czasówkę zrobiłem bez problemu. Platyna wbita.

4. Yaiba: Ninja Gaiden Z. Zarąbista gra, której nikomu nie polecam! Jak się nią do tej pory nie interesowałeś to i tak się nie przekonasz. Ale jeśli coś Cię do niej ciągnie to próbuj, a szansa, że nie pożałujesz, bardzo wzrośnie. To gra bardzo prymitywna, z prostym systemem combosów, wnerwiającą kamerą i nieprzewidywalnymi przeciwnikami, czyli wypisz wymaluj trylogia Ninja Gaiden z NESa. Mimo wszystko wulgarna postać Yaiby, wchodzenie w przeciwników jak w masło i ten zarąbisty klimat starych platformówek i beat'em up'ów wciągnął mnie jak bagno. O tym jak napierdzielam zombiaki myślałem nawet w pracy, niczym kiedyś jako szczyl w szkole. Moc! Z kolei wbicie platyny było przecholernie trudne. Osz kurna ile ja się nakląłem. Na poziomie hell byle przeciwnik zabijał nas 1-2 ciosami. Na ostatnim bossie spędziłem sumarycznie 5 godzin i tyle nasłuchałem się jego kwestii, że już nigdy nie zapomnę jak nazywa się aztecki bóg śmierci - Miktlantecutli. Ta gra przepaliła mnie i uformowała na nowo. Już nie byłem paróweczką wyciągniętą z wody, tylko dobrze wysmażoną, chrupiącą kiełbachą.

5. Splatterhouse. Z tym tytułem już miałem styczność. Dokładnie 2 lata temu, ale ostatecznie nie wiele w nim zrobiłem i odłożyłem na półkę. Lecz każdy zasługuje na drugą szansę i tak znów zagościł w paszczy PStrójki. Słyszałem opinie, że ta gra źle tłumaczy zasady w niej panujące przez co zraża ludzi. Po głębszym wkręceniu doceniłem, że to kawał bardzo fajnego, krwawego slasherka. Miażdżenie głów, wyrywanie rąk czy nawet odbytów to codzienność. Naprawdę przyjemnie przebrnęło mi się przez normal, a potem przez hard. Zakończenie dało furtkę do drugiej części, lecz czuję że to się nigdy nie wydarzy. Fajnym dodatkiem jest odblokowanie trzech klasycznych części. Trochę pograłem, ale na ukończenie pokuszę się za jakiś czas. Platynka nie sprawiła zbyt wielu problemów.

6. Resogun (PSN).  Po sprawdzeniu tej gierki na stoisku PS4 w sklepie sieci Saturn nie mogłem sobie odmówić sprawdzenia jej na mojej PS3. Początki nie rokowały najlepiej. Zacząłem od gry na normalu. Okrutnie męczyłem się z przejściem pierwszego etapu, a po godzinie gry odpuściłem drugi. Łosz kurna "1CC" zdawało się czymś nierealnym. Kolejny raz podszedłem na haniebnym poziomie łatwym. Jakoś poszło, a robiąc przy okazji inne trofea nauczyłem się trochę co i jak i normal też jakoś poszedł. W skórę dał mi nieco ostatni boss. Potem przyszła pora na hard. Ostatnia plansza wycisnęła resztki włosów z moich zakoli i gdy zaczynałem już poważnie wątpić w sukces, udało się! 1CC okazał się łatwiutkim relaksem i tym bardziej rad jestem, że wszystko zrobiłem offline bez pomocy kogoś z zewnątrz. Ogółem grę gorąco polecam.

7. Enslaved: Oddysey to the West. Przyznam, że miałem po tym tytule większe oczekiwania. Nie jest zły, ale też niczym specjalnie nie zachwyca. Spoko gierka, ale w zasadzie średniawka, o której szybko się zapomni, choć ma kilka przyjemnych fabularnie momentów. Platyna to w zasadzie też nic trudnego, ale zbieranie zasranych kulek to upierdliwy ból w dupie.

8. Lollipop Chainsaw. Bardzo fajna rozpierducha. System walki nie jest jakiś rozbudowany, ale bogaty w masę śmiercionośnych combosów uprzykrzających "życie" nieumarłych. Gra bardzo seksistowska i jajcarska, więc bardzo na plus. Szczególnie dopracowanym elementem byli bossowie, gdzie każdy symbolizował jakiś gatunek muzyczny. Mi w szczególności przypadł do gustu Punk i Funk :D Platynka prosta i przyjemna prócz jednego trofeum, które trochę napsuło mi krwi.

9. Sly Cooper 4: Thieves in Time. Na samym początku podziękowania dla Jany za pożyczenie mi tej gierki. Niestety ale na allegro nie dało się jej kupić w ogóle lub za normalne pieniądze, więc jestem bardzo wdzięczny. Co do samej produkcji to kolejny genialny Sly. Jest gang, jest przygoda, podróże w czasie, trochę konspiracji, trochę tańca, trochę kradzieży i wielki heroizm pod koniec. W tej serii nie ma części, która zawodzi. Maksowanie jej to był słodki miód na moje serce...oczywiście kradziony.

10.Puppeteer. Przede wszystkim piękna gra stylizowana na przedstawienie teatralne. Oddanie scenicznego ducha wyszło na tyle dobrze, że naprawdę poczułem się jak małe dziecko na jakimś szkolnym przedstawieniu. Sytuacyjne gagi, łamanie czwartej ściany - wszystko na swoim miejscu. Jako platformówka całkiem spoko, ale bez rewelacji. Widać, że ma na siebie pomysł w szczególności dzięki mechanice cięcia nożycami i atrakcjami związanymi ze zbieraniem różnych głów. Jednak najmocniejszy atut, to jak wspomniałem, klimat. Platyna nie była w sumie trudna, zbieractwo było nadzwyczaj upierdliwe i drobiazgowe.

11.Dead Nation. Bardzo dobra gierka, której recenzje nawet popełniłem niedługo po jej ograniu. Przede wszystkim rozgrywka nastawiona na oldschool, kooperację i dobrą zabawę. Łazimy sobie po, owładniętym przez zombie i inne maszkary, świecie - jakimś cudem odporni jesteśmy na wirusa. Na niższych poziomach trudności, szczególnie z kompanem u boku, to beztroska rozpierducha i nabijanie punktów. Na wyższych - wymagający survival. Po ukończeniu gry 3 razy ( w tym raz "na dwóch" przy piwku) musiałem odpuścić. Odkryłem, że przejście nawet bardzo dobrej gry ponad 3x z rzędu jest dla mnie psychiczną barierą. Po około 6 miesiącach "odpoczynku" wróciłem, ukończyłem kampanię raz jeszcze na poziomie Morbid + jedna misja na Undead i wpadł kolejny pucharek.

12.Crysis  Niestety mało w życiu grałem w gry FPS. Jest to jeden ze starszych gatunków gier, ale ja jakoś zawsze miałem bardziej po drodze z platformówkami. Dopiero w LO co nieco się rozsmakowałem przy okazji sieciowych rozgrywek w Unreal Tournamenta. Niestety koledzy zjedli mnie doświadczeniem i zapał nieco przygasł. Postanowiłem po raz kolejny spróbować swych sił - padło na Crysisa. Tym bardziej na niego, bo jakiś czas temu już stawałem z nim w szranki ale... na poziomie normal nie byłem w stanie ukończyć nawet pierwszej misji :O Tym razem od razu zacząłem od najwyższego poziomu Delta. Było ciężko, były momenty, że chciałem sobie pada o twarz rozbić, było też tak, że podczas ostatniej walki wkradł się błąd uniemożliwiający pokonanie ostatniego bossa ...2 RAZY Z RZĘDU. Lecz ostatecznie wygrałem. Wpadła platynka... w końcu bez żadnych znajdziek! :D

13.Ratchet and Clank 2 HD. Po raz kolejny przygody dwóch sympatycznych jegomościów. Chciałem po raz kolejny dać im szansę. Rzeczywiście było lepiej. Ulepszono system strzelania, poprawiła się grafika i ogólnie wszystko jakieś fajniejsze. Daleki jestem od wyśpiewywania peanów na cześć lombaxa i robota, ale było naprawdę spoko. Najwięcej frajdy znów dało mi jeżdżenie po szynie i wyścigi. Niestety poziom frustracji wywołany podczas szybowania czy sterowania statkiem w kosmosie trochę zacierał ten ubaw. Było parę męczących momentów, ale ogólnie platynka nietrudna. Tym razem zbieranie boltów w challenge mode to była czysta przyjemność.

14.Fuse. O istnieniu tej gry nie miałem pojęcia, a podczas przeglądania ofert na allegro była dla mnie niewidzialna. Przekonał mnie do niej kolega. Właściwie powiedział, że on będzie robił tam platynę i przydam mu się do sieciowej kooperacji. W sumie spoko czemu nie, wygląda na przyjemną strzelankę. Przy okazji obejrzałem kilka materiałów o tym tytule i cóż....szkoda że EA wyprało go z tożsamości i jakiegokolwiek jestestwa. Kampania przyjemna, bez bólu, bardzo fajne multi w nie za długich dozach, ale raczej pozycja "przejść i zapomnieć". Miło będę na pewno wspominał fakt gry z kolegą, z którym, z racji dzielących nas odległości, mam ograniczony kontakt. Puchar jest.

15.The Wolf Among Us Pierwsze zetknięcie z demem mnie nie porwało, albo może cena odrzuciła. W każdym razie jak zobaczyłem przecenę na PSN koniecznie chciałem sprawdzić kolejną grę od TellTale, po udanym, wcześniej ogranym The Walking Dead. Wiadomo, że samograj i ubogi krewny dawnych point'n clicków, ale opowiedziana historia bardzo mi się podobała. W ogóle lubię ten noir'owy klimat detektywistycznych opowieści rodem z książek Raymonda Chandlera. Dodatkowym atutem były ciekawe postacie, dzięki którym odświeżyłem sobie nieco wiedzę o baśniach i poznałem kilka nowych. Platyna wskoczyła praktycznie sama.

16. Uncharted Drake's Fortune Każdy zna, więc nie ma co opowiadać. Jedna z tych gier, która bardzo mi się podobała, a wbicie platyny odłożyłem na nigdy nie mające nadejść "później". Skorzystałem z jednego z długich weekendów i ukończyłem crushing od początku do końca, dozbierałem brakujące skarby, zrobiłem parę pierdółek i dobiłem do upragnionych 100%. Przyznam, że się namęczyłem. W pierwszych kilku chapterach ginąłem podczas każdego starcia od kilkunastu do kilkudziesięciu razy. Później udało się zredukować zgony do kilku, a nawet zera razy na walkę. Ostatni boss najpierw mnie sponiewierał jak szmatę, aż nie odkryłem, że to lamus z dupy i ostatecznie szybko poszło. Pucharek poza konkursem.

17. Wolfenstein: The New Order Kolejne podejście do zaniedbanych FPS-ów. Crysis był spoko, ale Wolfen był zaj...wisty! (taki dobry!) Prawdę mówiąc liczyłem wyłącznie na bezmyślną strzelankę, gdzie będę jedynie słuchał agonalnego "Mein Lieben!". Dziwiły mnie fabularne przestoje, ale ostatecznie przekonały mnie do siebie. Wzruszył motyw polski, a ukazanie bezwzględności nazistów skutecznie napawało chęcią odwetu. Walenie podwójnym automatycznym shotgunem, dosłownie rozpryskującym przeciwników, napawało satysfakcją. Ostatni boss na uberze dał mi się ostro we znaki. Odpuściłem na jeden dzień i pokonałem go niemalże bez problemu za drugim podejściem. Platynowy order przyznany!

18. Life is Strange Kolega mnie bardzo na tę grę nakręcił i chyba przez to się rozczarowałem, bo dla mnie nie była obiecywanym zbawieniem. Jak pisałem ostatnio pierwsze 3 odcinki nudne flaki z olejem z zaledwie momentami i śladowym udziałem gracza. W 4 czwartym trochę się ruszyło i w piątym świetne fabularne rozwiązanie z "niestety" zero jedynkowymi zakończeniami. Platyna wpadła, bo był nieunikniona.

19. God of War: Ghost of Sparta Powrót do tych przygód Kratosa był bardzo przyjemny. Mimo, że to część wydana na PSP, więc teoretycznie powinna być gorsza, bo "zaledwie" na konsolę przenośną, dla mnie to jedna z najlepszych odsłon boga wojny. Specjalnie za pierwszym razem nie zrobiłem w niej wszystkiego, żeby mieć pretekst do jej zakupu za jakiś czas i dokończenie zbioru pucharków. Wcześniej pożyczałem od kolegi. Przejście na hardzie było banalne, a i pozostałem rzeczy jakoś wskoczyły. Pucharek poza konkursem.

Wybaczcie ścianę tekstu, poniżej upragniony obrazek.

Plakat stworzony przez portalową Averin - moją dziewczynę.

Na drugiej stronie więcej rzeczy!

Tagi:

Przejdź do strony
Oceń notkę
+ +24 -

Thumbs of Fury!
Oceń profil
+ +58 -
Czarny Ivo
Ranking: 48 Poziom: 64
PD: 33625
REPUTACJA: 13144
Miesięcznik PSX Extreme