SKLEP

Blog użytkownika Czarny Ivo

Czarny Ivo
Czarny Ivo Czarny Ivo 16.01.2015, 18:02
W co gracie w weekend? #81
1637V

W co gracie w weekend? #81

Nie wiem czy na stałe to, czy gościnnie, ale dziś ja wam zadaję to legendarne pytanie.

A niech mnie. Wszystko zaczęło się od jednego niepozornego pytania. Squaresofter podtrzymał tradycję robiąc ciekawe wpisy o tym w co gra w weekend. W tym tygodniu przypadło mi kierownictwo i szkurna jakiż to się zrobił moloch. To jest normalnie wielkie kolegialne przedsięwzięcie. Ten napisze to, a ten tamto. Jak tak dalej pójdzie w końcu "W co gracie w weekend" stanie się wielką korporacją wyciskającą z ludzi pieniądze do ostatniej kropli, a potem upadnie jak wszystkie wielkie imperia. Więc cieszcie się! Chwytajcie chwilę póki ten blog jeszcze istnieje!

W dzisiejszym odcinku występują:

Czarny Ivo

Squaresofter

Affciu

Repip

Krzychu007

 

Czarny Ivo

 

Crash Bandicoot 3


Po nowym roku miałem ochotę na coś szybkiego. Tak żeby była dynamiczna, fajna akcja tak od zaraz. Myślałem o jakiejś strzelance, ale przypomniało mi się, że pozostawiłem spory margines do wypełnienia w przygodach dzielnego Kraksy Jamraja. Zostały mi przede wszystkim do zdobycia reliki i trochę gemów. Kurde tu się zaczyna zabawa. Przechodzenie planszy wyszukując brakujących skrzynek, które tylko czekają na obrócenie w drzazgi. Czasem wystarczy je wypatrzeć i zestrzelić bazooką, a czasem wymaga to od nas nie lada zręczności i cierpliwości. Do tego dochodzą reliki, a tu już nie ma przebacz. Tutaj trzeba znać planszę na pamięć, być szybkim i do tego kombinować. Jakaś bezużyteczna skrzynka na naszej drodze? Jest tu po to tylko żeby nas wyhamować i pozbawić cennych sekund? A może by tak się od niej odbić? Doskoczyć gdzież wyżej i te sekundy zyskać? I na końcu ta radość gdy na końcu czeka na nas błyszcząca nagroda! To jest właśnie granie! To jest satysfakcja. Dostajemy w nasze ręce pada, zaznajamiamy się ze sterowaniem i szlifujemy nasze umiejętności do ich granic. Tego dziś już nie ma. Naughty Dog robi dziś samograje. Są piękne, ale to samograje. Ileż ciekawsze, moim zdaniem, byłoby Uncharted jakby lizanie każdej ściany nagradzało nas znalezieniem np. maski, która daje nam chwilową nieśmiertelność i podwaja obrażenia. Brzmi absurdalnie, ale takie są właśnie gry. Fakt, że jakiś koleś sam rozwala całą armię gołymi pięściami jest równie absurdalne. Albo dobrym patentem byłoby np. dojście do jakiegoś checkpointa bez skuchy i wrota jakiejś świątyni, które do tej pory były zamknięte, nagle okazują się być otwarte, a w środku czeka nas prawdziwa łamigłówka zręcznościowo-logiczna. Dla takich rzeczy warto byłoby zdobywać, te z gruntu bezsensowne, trofea, klejnoty i inne znajdźki. Opowiedzieć potem koledze "wiesz zdobyłem Owoc Kraksy Jamraja, trzeba dojść tu i tam bez straty życia, zabić wszystkich gołymi rękami a potem przejść ukryty labirynt". Zamiast tego mamy "a wiesz zdobyłem trofeum za znalezienie sztyletu masochisty, był za schodami, trzeba było je obejść". Bzdura! Do tej właśnie oczywistej refleksji skłoniło mnie obcowanie i maksowanie z Crashem Bandicootem 3. Także polecam nie czekać na takie gry jak The Order 1886. Odpalcie sobie DuckTales Remastered albo Shovel Knighta. Poczujcie, że znowu gracie w Gry ;-)

A jeszcze wracając do samej gry to fajnie jakbym dobił do 100% albo i wyżej. Nie mam parcia, będę grał do momentu aż będzie mi to sprawiało przyjemność, ale fajnie byłoby zobaczyć prawdziwe zakończenie zdobyte dzięki zdolnościom swoich kciuków, a nie przycisku na YouTubie.

Na zakończenie nieśmiertelna melodyjka. Oby prowadziła was niewzruszenie przez życie!

 

Prototype


Można powiedzieć, że Crash Bandicoot reprezentuje tę dobrą część mojej osoby. Żeby zatem utrzymać moją duszę w harmonii jing jang potrzebowałem przeciwwagi i tu pojawia się Prototype. Gierkę pożyczył mi kolega, po tym jak polecał mi ją od dłuższego czasu. Okazuje się, że główny bohater to jeden z największych bydlaków jaki ukazał się na 7. generacji konsol. Alex Mercer to człowiek z żelaza w świecie z tektury. Zwykli ludzie od cywilów począwszy na uzbrojonych po zęby żołnierzach skończywszy to zwykłe mięso armatnie. Bezbronne pożywienie niczym puszka napoju energetycznego. Karabiny i bazooki mogą mu co najwyżej oczyścić pory i wygładzić skórę. Helikoptery? Strącamy rzucając w nie samochodami, które fruwają w powietrzu niczym nic nie ważące pudełka od zapałek. Potem będziemy mogli ja tradycyjnie strącić starym dobrym kopem. Pamiętacie jak Cole z inFamousa sprawnie wspinał się po budynkach? Alex wbiega po nich, po pionowych ścianach niczym po bieżni, sadzi susy na 100-200 metrów, kurna szybuje, czego on nie robi.

Najlepsze jest to, że nawet nie rozwinąłem jeszcze 1/10 jego możliwości. Przez takie akcje zastanawiam się po co w tej grze w ogóle są misje skradankowe. Jakbym chciał to bym to całe miasto rozpierniczył w piździec i zostawił po nim krater. No ale pewnie ma być to element odpoczynku od akcji, której nie brakuje.

Ogólnie rzecz biorąc jest to bardzo przyjemny odmóżdżacz po ciężkim dniu w pracy lub po prostu gdy mamy ochotę na trochę męskiej agresji. Czujemy pełną swobodę i robimy co chcemy. Wykonujemy na czas misje poboczne, za które dostajemy cenne pkt doświadczenia służące do wykupowania nowych umiejętności czy wzmacnianie już tych posiadanych. Możemy podążać za fabułą lub po prostu latać po mieście i rozwalać co nam się podoba. Grozi to przybyciem armii, ale co oni mogą? Rozśmieszyć  nas helikopterami?

A właśnie fabuła. Z początku wydaje się ciekawa i intrygująca. Potem okazuje się, że już gdzieś to widzieliśmy, ale co z tego, fajnie że możemy komuś obić mordę. Całą historię najlepiej streszcza skecz autorstwa Mega64.

 

8 i 16 bitowe starocie


Nie byłbym sobą gdybym nie przysiadł z piwem.....i kolegą przed Pegasusem i SNESem i nie spróbował ukończyć kolejnych klasyków lub upił się próbując. Na ruszt  idzie Super Castlevania IV. Zdecydowanie najprostsza z 8/16 bitowej części, choć mimo wszystko nie jakaś super łatwa. W zeszłym tygodniu dobrnęliśmy jakoś do 3/4 gry, więc liczę, że książę ciemności pójdzie spać przed północą. Na pewno też pogramy w pierwszą część DuckTales. Strasznie jestem nakręcony na wersję Remastered, ale powiedziałem sobie, że nie kupię dopóki nie odświeżę sobie pierwowzoru. Jest całkiem trudna. Trzeba trochę nad nią posiedzieć i popracować nad poszczególnymi planszami żeby wiedzieć gdzie iść i co zdobyć. Problem polega na tym, że tu nie ma w ogóle continue. Dwa życia i koniec, a dodatkowe są sporadyczne i trzeba się ich naszukać. Resztę podyktuje nam piwo. Nie ma co dalej planować, nie ma to jak wygrzebać coś z pudła i po prostu nadziać na port konsoli, pić i grać. No i nachos!


W ten weekend życzę wszystkim niezdrowych kalorii, piwa i zabawy!

 

squaresofter

Zajmuje się teraz pisaniem bloga muzycznego, w którym wystąpią znamienici goście z ppe, ale chyba znajdę trochę czasu, żeby w coś pograć. Dużo mam gier do wyboru, więc pożongluję sobie trochę tytułami i może uda mi się skupić chociaż na jednym z nich.



Super Mario 3D World (WiiU).


Udało mi się odblokować grywalną Rosalinę, ale platformówka Nintendo zaczęła mnie potem nudzić w jedenastym świecie, bo twórcy sztucznie przedłużyli rozgrywkę, dając plansze, które już wcześniej były, ale z innymi zasadami i podniósł się w nich diametralnie poziom trudności. Przy wejściu do ostatniego, dwunastego świata zostałem przywitany przez miiludki transparentami w stylu "Witamy w niemożliwej galaktyce". To nie wróżyło nic dobrego. Skończyła się w końcu zabawa dla małych dzieci w 3D Worldzie. Teraz, gdy straciłem ponad 30 żyć na zobaczenie gdzie jest kolejna gwiazdka w planszy, zostałem złamany. Koszmar ostatniej gwiazdki z Super Mario Galaxy 2 (Wii) powrócił. Musiałem odpocząć od tego niszczatora, ale nie dam za wygraną, nigdy.


Donkey Kong Country: Tropical Freeze (WiiU).
 


Nie można żyć samym Mario, więc na wypadek, gdybym stracił zbyt dużo żyć w 3D Worldzie, to odpalę Konga. Muszę sprawdzić, czy posiada jakieś różnice w rozgrywce względem poprzedniej części poza grafiką. Na razie, po jednej planszy, wiem tylko tyle, że Kong nie boi się zamoczyć w wodzie, a kiedy już to zrobi, to pozostaje mi tylko żałować, że po jakimś czasie kończy mu się tlen. Na szczęście ta zasada nie działa na YouTubie, więc mogę słuchać tej podwodnej muzyczki bez końca.



Starfox Adventures (GCN).


Włączyłem wczoraj tą grę z ciekawości, aby sprawdzić, czy mi Kostka jeszcze działa i okazuje się, że tak. Coś tam w niej od czasu do czasu stuka, ale dopóki nie rysuje płyt, to nie będę do tego przywiązywał wagi. SA zrobiło Rare i od razu to czuć. Bohaterowie mówią i są zwierzętami przypominającymi ludzi. Fox ma świetnie zrobione futerko, nosi też ze sobą kurtkę i kij do walki. Lata po kosmosie, ale w pewnym momencie ląduje na planecie dinozaurów, którym postanawia pomóc. Potrafi strzelać z kija, skakać (choć są to tylko autoskoki), pływać, podkładać bomby, które może zawsze detonować, aby potem znaleźć skarby skrywające się za jakąś pękniętą ścianą. Spotka też na swojej drodze handlarza, który sprzeda mu za skarabeusze mapy, przedmioty do regeneracji zdrowia, pojemniki na świetliki rozświetlające ciemne miejsca, a nawet zabawkę dla Trickiego, czyli małego dinozaura, który pomoże mu wykopać różne rzeczy z pod ziemi.
W Foxie przeszkadza mi trochę brak możliwości obrotu kamery za plecami głównego bohatera. Gra potrafi też czasem zwolnić, ale i tak już widzę, że nie będę się tak męczył z jej przejściem jak z Luigi's Mansion. Jednak Rare to Rare i potrafi zaciekawić gracza.
SA posiada ciekawą paletę barw, świetnie zrobioną wodę, jak na szóstą generację, no i barwne postacie. Nieważne, czy chodzi o szefującego mu psa, pomagającą mu żabę, czy nawet dinozaury, które z początku są strasznie nieufne wobec Gwiezdnego Lisa.


Final Fantasy X (PS2).

Affek gra w dziesiątkę dla fabuły. Ja się bawię jej systemem i karmię sobie Animę punktami magii. Poza Potrójnym Faulem, nauczyłem ją wszystkich umiejętności. Do samej gry wróciłem po naszym ostatnim wspólnym blogu. 100 PM dziennie powinno wystarczyć mojej głodnej podopiecznej.
 



GTA: Vice City (PS2).


Moja pierwsza wizyta w produkcji Rockstara w tym roku już za mną. Jeździłem jak zwykle sporo po mieście, zastanawiając się nad tym, co robić dalej. Przeszukałem lotnisko i znalazłem tam dwie ukryte paczki. Próbowałem też zrobić jedną z misji dla szefa gangu motocyklowego, który twierdził, że u nich każdy na każdego może liczyć. Pełno tu wyrzutków społeczeństwa i innych odszczepieńców, więc zaproponował mi pokazanie całemu miastu jak bardzo go nie lubię. No i wtedy zaczęły się moje problemy. Nie miałem nawet dobrej broni do tej roboty, więc zacząłem jeździć po mieście w celu znalezienia jakichś solidnych argumentów, dzięki którym podołałbym temu przedsięwzięciu, ale nawet czterdzieści pocisków do wyrzutni rakietowej i ponad 1000 do karabinu maszynowego na niewiele mi się zdadzą, jak zbyt wolno wbiję sześć gwiazdek albo jak za szybko zginę. Na domiar złego, czasem czekanie na kolejny samochód policyjny trwa tak długo, że nie daję rady wyrobić się w te dwie przepisowe minuty, w ciągu których muszę napełnić wskaźnik chaosu. Chyba muszę sobie odpocząć przy jakiejś muzyce przed kolejnymi próbami.

"Love My Way" od The Psychedelic Furs przypadło mi do gustu, gdyż uwielbiam w nim refren. Też kocham swój sposób bycia, uważam że to nowa droga i zawsze chadzam tam, dokąd prowadzi mnie umysł. Lubię też końcówkę tej piosenki, bo tam koleś, którego nie ma niestety w teledysku, ostro daje po garach.


Mafia zrzędził, że nie daje Jacksona do "W co gracie", więc trzymaj "Billy Jean". Znaj moje chamskie serce.

Jeden z największych przebojów lat osiemdziesiątych. Choć uważam "Beat It" za znacznie lepszy utwór, to nie sposób nie pochwalić świetnego pomysłu na klip z podświetlanymi elementami otoczenia, no i dobrze zaśpiewanej historii o łamaczu kobiecych serc.

Na koniec mojego dzisiejszego przeglądu muzyki z VC proponuję utwór, który kojarzy mi się z Rikim. Przyznaj się draniu komu złamałeś serce? Uciekłeś do Japonii a tu jakaś dziołcha usycha z tęsknoty za Tobą, już ponad trzydzieści lat. Jesteś człowiekiem bez serca.. Już ja Cię dobrze znam. Aneka zresztą też a jej przepełniony japońska kulturą "Japanese Boy" to dowód Twoich niecnych czynów.


Guilty Gear X2 #Reload (PS2).
 


Czekałem aż trzy tygodnie na tą grę. Już chciałem zakładać sprawę sprzedawcy, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Pojęcia nie miałem co się stało z moim zamówieniem.
http://img-9(...)vwm.webm
Aha, no to teraz już wiem.

The Elder Scrolls III: Morrowind (Xbox).

Mano ostatnio tak mnie nakręcił swoim opisem Skyrima, że postanowiłem tam się wybrać. Problem w tym, że mam kiepską orientację w terenie, gdzieś źle skręciłem i dotarłem do krainy Dunmerów (mroczne elfy). I jakoś zupełnie mi to nie przeszkadza. Błąkam się tu już od prawie trzech lat i wciąż nie mogę się stąd wyrwać. I tak ie jestem przekonany, że tego chcę.
 


Obecnie szlajam się w okolicach Molag Mar, który wygląda jak jeden z kantonów w Vivec. Szukam...Już zapomniałem czego szukam. I tak w drodze do tego miejsca wlazłem do jakiejś jaskini i tłukę w niej wszystko w zasięgu wzroku.

Duke Nukem 3D: Megaton Ediotion (PS3).
 


Czym jest Duke? To taki one-hit wonder od 3D Realms, czyli firmy, która już nigdy nie zrobi tak dobrego fpsa. Kiedyś to była odpowiedź na Dooma ze znacznie lepszą interakcją z otoczeniem, no i przede wszystkim niepoprawnym politycznie głównym bohaterem, który po zlaniu bossa potrafi mu jeszcze pocisnąć. Innym razem przejrzy się w też lustrze, pochwali swój wygląd macho, da napiwek tancerce egzotycznej lub wysika się do toalety (kiedyś nie do pomyślenia w fpsach). Klimat jest wyraźnie lżejszy niż w strzelaninie od Id Software. Blondwłosy protagonista walczy z kosmitami, ale nie po to, by uratować świat. Po prostu nikt kto kradnie nasz leski nie ujdzie z życiem. Co z tego, że to seksista i napakowany sterydami półmózg? Przynajmniej ma jakąś motywacje i otwarcie o tym mówi. Co motywuje Linka, Freemana albo głównego bohatera Dooma. Dowiemy się tego, gdy tylko nauczą się mówić. Tymczasem ja wraz z Księciem idę poszukać jakichś sekretów, bo on strasznie się niecierpliwi. Wystarczy go zostawić na chwilę i już pyta, czy czekam na święta.
Jedyne co mi psuje zabawę z tym tytułem, to koszmarne lagi w co-opie i multi.
Muzyczka, którą się chciałem z Wami podzielić pochodzi z trzeciej planszy.


Pokemon FireRed (GBA).

Udało w końcu mi się wyjść z tej przeklętej jaskini, o której ostatnio wspominałem. Teraz zwiedzam znajdującą się niedaleko Posiadłość Pokemonów. Mam nadzieję, że zbliżę się przez to do szóstej odznaki.


To są tylko możliwości a może raczej moje okowy? Zależy jak na to spojrzymy. Po skończeniu 3D Worlda szukam tak naprawdę czegoś co mnie zajmie. Znalazłem już w sumie coś coś takiego. To stary pecetowy rpg.


[spoilery]
Planescape Torment (PC) zawładnął mną do takiego stopnia, że inne gry stają się dla mnie ciężarem. Mam ochotę wyrzucić je wszystkie w cholerę, łącznie z routerem, tylko po to, by pograć w ten niezwykły klasyk. Tu zawsze mnie coś zaskakuje i dziwi.
Bezimienny nie może umrzeć. Jest nieśmiertelny. Stracił pamięć, którą stara się odzyskać. Nie zmienia to jednak faktu, że jest niewiele erpegów, w których można usunąć sobie genitalia, wyjąć oko z oczodołu i włożyć tam inne, które było przechowywane w jakiejś cieczy przez ostatnich piętnaście lat, czy odgryźć palca i przyczepić palec od innej osoby, na którym jest przeklęty pierścień.
Najlepszy byl moment gdy Pani Bólu, władczyni Sigil, ukarała mnie wysłaniem do labiryntu po złamaniu jej praw. (Chciałem się przyłączyć do jakiejś sekty). Straciłem wtedy z pola widzenia dwóch członków ekipy, których do teraz nie umiem znaleźć, więc postanowiłem grać sam. Ile ja razy przez to zginąłem. Masakra. Wbijam się w dziesięciu przeciwników i ginę po paru sekundach. I tak w kółko. Jestem jednak uparty, więc idę do nich kolejny raz. Pokonuje jednego z nich dwoma krytycznym trafieniami i znów ginę. Najważniejsze jednak, że przerzedziłem ich szyki. W końcu, po wielu nieudanych próbach, wszyscy leżą pokonani u mych stóp. Wchodzę do katakumb. Jakieś szczury chcą mnie zabić. Bronię się, choć nie zawsze skutecznie. Wchodzę w końcu do jakiejś sali, a tam Wielojedność, królujący gryzoniom, oskarża mnie o morderstwo. Kiedy nieumiejętnie sie tłumaczę i szykuję się na kolejną śmierć, proponuje mi pewien układ. Mam się dowiedzieć o słabych punktach władcy umarłych. Zgadzam się. Wkraczam w podwoje królestwa wszelkich zombie, ghouli itd. Mówią mi, że stanę się ich więźniem na wieki. Mogę ich spróbować zabić, ale po moim szybkim zgonie będą do mnie þóźniej wrogo nastawieni. Zabijam zatem tajnego agenta społeczności szczurów, czym zyskuję sobie przychylność nieumarłych. Jestem wolny.. Szukam człowieka, który zaniósł był wcześniej moje zwłoki do Kostnicy. Daje mu przedmiot, o który wcześniej prosił i nie wierzę. Anna, piękne diabelstwo z ogonem, okazuje się córką mojego zleceniodawcy, Faroda. Dołącza do mojej drużyny. W końcu! Chrzań się, Morte! Czaszki nie przelecę. Nie przelecę, co nie? (W PT nigdy nic nie wiadomo.)

Bawcie się dobrze ze swoimi niszczatorami w ten weekend.

 

Affek

International Superstar Soccer 64 (N64)


Zacznę może od dość odważnego stwierdzenia - moim zdaniem jest to najlepsza piłka nożna, jaka kiedykolwiek ujrzała światło dzienne. I co z tego, że jest prawie pełnoletnia. Co z tego, że nazwiska piłkarzy to wyrafinowana forma żartu. Ta gra kryje w sobie tak niesamowite pokłady miodu, że można w nią grać bez końca i jeszcze dłużej. To jest niesamowite, ale przejdźmy do opisu rozgrywki, która klasycznie się zestarzała. Wiele tytułów z tamtego okresu boryka się z okropną topornością, tutaj jednak gameplay jest dynamiczny, problemem jest coś innego. Piłka zachowuje się, jakby była zrobiona z żelaza, a buty piłkarzy z magnesu. Chyba, że zaczynamy sprintować. Wtedy piłka zaczyna latać na wszystkie strony, co wygląda dość zabawnie. Gra jednak nabiera dzięki temu dość fajnego, taktycznego aspektu. I pod bramką przeciwnika można robić niesamowicie efektowne akcje, które, dzięki słabemu AI bramkarza prawie zawsze wychodzą (dzięki temu doświadczymy takie urocze wyniki, jak np. 16:12). Szkoda, że on tak bardzo odstaje od reszty, bowiem pozostali zawodnicy zachowują się, nawet jak na dzisiejsze standardy, świetnie. Wysuwają się, ustawiają na pozycjach, raz nawet NPC strzelił gola! Niesamowite.

Wracając jednak do gameplayu jako takiego, dodam, że bieganie zawodników przypomina ślizganie się po świeżo nawoskowanej podłodze. Tylko, że nie możemy się przewrócić. Chyba, że ktoś nas podetnie, wtedy gleba jest wręcz pewna, ale sędzia i tak to zignoruje. Przynajmniej tak sądzę, wiem, że za każdym razem złapał mnie, jak kazałem jednemu ze swoich graczy podciąć bramkarza podczas, gdy ten trzyma piłkę. Zawodnik otrzymał czerwoną kartkę. Brr...

Grafika, jak to grafika w osiemnastoletniej grze. Wygląda, jakby to powiedział XboxOne!PowerPlay!, archaicznie. Modele postaci zdają się być wyciosane z drewna przez ekstremalnie nieudolnego stolarza. Biegają jak z kołkiem w tyłku. Przewracają się też. Fizyka piłki jest zupełnie astronomiczna, wszak realizm został zabrany wraz z kurzem przez sprzątaczkę w studiu developerskim. Ale co z tego? Jak na początku wspominałem, nazwiska to wyrafinowana forma żartu. Twórców nie było stać na licencję, więc wymyślali własne nazwiska, rzucę moimi faworytami - jagodo (Polska, nie wiem co szargało deweloperami, że to wymyślili), Musiol (też Polska, naczelny PSSite miał u nich wtyki), Gierek (Polska, kto nie chciałby pograć pierwszym sekretarzem PRL?), Umbro (Szwajcaria, jednak buty chyba szwajcarskie nie są).

ISS64 ma to do siebie, że ciężko się o nim pisze, dlatego powiem, w co jeszcze będę grał w ten weekend:

- Final Fantasy X (PS2). Ta gra to dla mnie arcydzieło, zresztą pisałem o niej w poprzedniej odsłonie cyklu, do której zapraszam.

- The Elder Scrolls IV: Oblivion (PS3). Skończyłem tutorial, więc mogę się nieco wypowiedzieć na jej temat. Zaskakująco dobra gra. Gram łowcą nagród imieniem Spiegel (ciekawe, kto zgadnie, skąd akurat taka nazwa), który specjalizuje się w łukach i ogólnej broni dystansowej, chociaż na bliski dystans walczy mieczem. System walki jest zaskakująco dobry (chociaż z jakiegoś powodu przypomina mi King's Field). Na razie jednak się wypowiadać nie będę, muszę nabrać doświadczenia.

To tyle ode mnie. Do następnego!

 

repip

Na czym będę grał w ten weekend? Na Komodzie! Nie jakimś zasyfionym meblu, a na prawdziwym, legendarnym i w pełni sprawnym Commodore 64. Na ruszt idzie zapewne The Last Ninja, który swoim SID’owym OST robi mi smaka od dłuższego czasu. Za młodu z azjatyckich klimatów wolałem Bruce Lee, ale w końcu wyrosłem i wróce skopać grube piksele podejrzanym typom ostatnim nindżą jakiego świat widział. Muza w tej grze jest fenomenalna, mocne brzmienie zderza się z orientalną nutą tworząc kapitalny mix. Prawdziwy nindżowiec musi mieć też odpowiedni osprzęt więc zaopatrzyłem się w nowy kontroler, by okładać kataną przechodniów.



Do tego pewnie mój standard na C64 w ostatnim czasie, czyli Tapper. Gra dla prawdziwych mężczyzn w której wyrabiamy biciol posyłając kufle pełne złocistego w stronę opojów. Trzeba posyłać szkło w odpowiednim czasie i ilości. Spragniony tłum wciąż napiera w twoją stronę i nie przestanie dopóki się nie napije. Jeśli nawalisz i taki delikwent do ciebie dojdzie to nie ma zmiłuj, za klapy i po ladzie suniesz w stronę ściany. Twoim sprzymierzeńcem będzie refleks i panienki! Te drugie o wolontariacie nie słyszały i odwrócą uwagę klienteli jedynie, gdy im zapłacisz kasą zebraną od zadowolonego klienta. C64 ma wiele do zaoferowania nawet dziś, pamiętać należ jednak o tym że nie były robione dla casuali, a dla cyborgów z układem scalonym zamiast mózgu. Na koniec obowiązkowe cycki o ile Ciorny Ivo nie okaże się fają:



 

Weekendowe Dziewczyny

by krzychu007


Sakura Hime (Tsubasa Reservoir Chronicle)
Powyższy art przedstawia bohaterkę mojej ulubionej mangi i anime, której tytuł brzmi Tsubasa Chronicle. Sama postać ma na imię Sakura.

Sakura jest drobną, zielonooką księżniczką Krainy Clow, która przez pewien incydent w ruinach traci wszystkie wspomnienia. Jej przyjaciel z dzieciństwa, Syaoran, wybiera się wraz z Kurogane, Fay i Mokoną w podróż, podczas której muszą odnaleźć Piórka Wspomnień Sakury. Na początku wyprawy dziewczyna jest wymęczoną oraz bardzo cichą osóbką. Z czasem gdy bohaterowie odnajdują kolejne Pióra, panienka staje się bardziej energiczna, radosna, przyjazna czy czasami niezdarna. Jednak ta cała sielanka trwa do przybycia Naszych bohaterów do świata Tokyo, gdzie wszystko staje się zupełnie inne...

 


 

Aqua (Kingdom Hearts)
Powyższa postać pochodzi z serii, którą muszę koniecznie nadrobić. Imię tej błękitno-włosej osóbki brzmi Aqua.

Dziewczyna jest wojowniczką posługującą się Keybladem, uczennicą Mistrza Eraqus oraz przyjaciółką Terry i Ventusa. Pewnego dnia zostaje poproszona o odnalezienie Mistrza Xehanorta, jednocześnie chroniąc różne światy przed demonami. Z charakteru jest bardzo przyjacielską, spokojną, pewną siebie oraz nieśmiałą w sprawach miłosnych osobą. Łatwo również dogaduje się z dziećmi oraz często siebie określa jako praktykantkę (ponoć raz się nazwała „Master Aqua”, ale nie chciałem sobie spoilerować w którym momencie gry to następuje).

Tagi: Crash bandicoot 3 donkey kong country: tropical freeze ducktales Duke Nukem 3D final fantasy x gta: vice city guilty gear Planescape Torment Prototype Super Castlevania IV Super Mario 3D World

Oceń notkę
+ +48 -

Thumbs of Fury!
Oceń profil
+ +58 -
Czarny Ivo
Ranking: 48 Poziom: 64
PD: 33625
REPUTACJA: 13146
Miesięcznik PSX Extreme