SKLEP

ReDaaktorskie Odchyły

Pisane w kokpicie mecha
Daaku Daaku 04.08.2017, 22:51
Piątkowa GROmada #45
460V

Piątkowa GROmada #45

Po zbiorowym żenowaniu znowu wracamy do gromadzenia.

Upał. Gorąc. Zaduch. Piekło. W tym tygodniu lampa przygrzewała niezwykle gorąco - nawet jak na sezon letni. Wychodzić się nie chce, pracować się nie chce, nawet grać się nie chce, co widać również i w dzisiejszym wydaniu GROmady - zaproszonym zawczasu gościom też albo nie chciało się grać, albo zwalczali gorąco, bo z żadnym nie mogłem nawiązać kontaktu. Od czego są jednak wypróbowani ludzie do mokrej roboty? REAL swoją pomoc zaoferował od razu, kiedy tylko usłyszał znajome hasło. "Wiem, co robiłeś zeszłego lata" - w Hollywood nawet ekranizację z tego zrobili, tylko że zamiast grupy nastolatków wszystko rozbijało się o zwłoki ukraińskiej dziwki... Mniejsza z tym - dzisiaj będzie mieli okazję przeczytać o dwóch niezbyt popularnych, ale na pewno wartych uwagi grach na sprzęty Sony. Szczegóły poniżej.

 

REALista

 

Knack

 

Ta gra to kompletny crap. Takie opinie dało się wyczytać w necie, ale ja jak zwykle się nie przejąłem nimi, bo niby czemu? Moje podejście, żeby mieć całkowicie wywalone na recki sprawiło, że nie raz wyłowiłem prawdziwą perłę mimo, że opinie były nie przychylne (częściej jednak rzeczywiście trafiałem na mutanta, który nie powinien ujrzeć światła dziennego). Tak oto trafiłem na Knacka, który na promocji kosztował naprawdę niewielkie pieniądze i stwierdziłem, że nadszedł czas, aby zainwestować w tę grę, szczególnie, że ostatni Crasha przywrócił mi zapał do platformówek i tu od razu ostrzegam kto szuka w Knacku platformówki srodze się zawiedzie, bo ta gra ma w sobie zdecydowanie więcej slashera niż elementów platformowych, ale jako, że jestem też bardzo zajarany God of Warem tak i to mi nie przeszkodziło.

Także odpaliłem grę oczywiście od razu ustawiłem poziom trudny i… zginąłem. Następne godziny to były męczarnie jeśli chodzi o rozgrywkę. Na trudnym jest naprawdę trudno, ale o tym później. Najpierw dowiedzmy się skąd wziął się nasz bohater: pewien naukowiec znalazł Knacka w starożytnej świątyni i za pomocą badań sprawił, że ożył (ot po prostu).

Mały Knack pośród wrogów (ten z łukiem jest szczególnie denerwujący)

 

Poruszamy się po świecie gdzie wszędzie jest pełno reliktów pozostawionych przez cywilizacje o, które nic nie wiemy. Te relikty służą Knackowi jako apteczki i też dzięki nim staje się coraz większy i potężniejszy, ale powiem szczerze, że większość przeciwników niezależnie jakiej jesteśmy wielkości bierze nas na jeden strzał, dlatego mimo, że historia jest przedstawiona tak, żeby dziecku się podobała to rozgrywka już zdecydowanie taka nie jest. Nie wiem ile prościej jest na niższych poziomach trudności, ale podejrzewam, że jakoś nie szczególnie, bo nie raz miałem okazje czytać komentarze, że w niektórych momentach gra jest prościutka, a w innych koszmarnie trudna tak, że dziecko sobie z tym nie poradzi, a więc podejrzewam, że jakoś dużo prościej nie jest. W każdym bądź razie nasz protagonista ma bardzo ograniczone ruchy, może atakować z pieści, dysponuje podwójnym wyskokiem, oraz atakiem z wyskoku, który gdy jesteśmy mali jest raczej mało skuteczny i teraz dochodzimy do sedna zabawy: rozgrywka zmienia się wraz z Knackiem. Póki jesteśmy mali co wiąże się z niewielką ilością reliktów, które wchłonęliśmy raczej za dużo nie możemy, ale jeśli mamy ich dużo to wtedy gra się rozkręca. Naszymi przeciwnikami są głównie gobliny i te mniejsze, gdy widzą wielkiego Knacka raczej nie są skore do ataku, a i bywało tak, że ci wcześniej masakrycznie wielcy przeciwnicy stawali się mali w porównaniu z tym czym miałem okazje kierować po znalezieniu naprawdę dużej ilości reliktów.

A tutaj Knack jako olbrzym (wrogów nie ma, uciekli)

 

Także duży plusa dla twórców za nie zrobienie gry na jedno kopyto. Fajnym bajerem w grze jest możliwość grania we dwie osoby na jednej konsoli, dostaje się wtedy do dyspozycji drugiego Knacka, dlatego jak ktoś jednak zdecyduje się na grę z dzieckiem to będzie mógł mu pomóc. Podczas gry znajdujemy ukryte skrzynie, które dają nam możliwość budowania gadżetów (które dadzą nam dopałkę) lub zbierania kryształów, które pozwalają nam prowadzić inne rodzaje Knacka. Z tego co wiem rodzaje tę różnią się wytrzymałością oraz umiejętnościami, ale żadnym jeszcze nie miałem okazji grać, ponieważ ilość kryształów, które trzeba zebrać jest dość duża i zdecydowanie wolałem inwestować w gadżety. Rzeczy znajdowane w ukrytych skrzynkach są losowe i tutaj mamy kolejne ciekawe rozwiązanie: jeśli osoba z twojej listy znajomych grała w Knacka i znalazła tą skrzynie to możesz wymienić to co ty znalazłeś w niej na to co znalazł twój znajomy. Naprawdę fajne rozwiązanie, a jako, że na mojej liście znajomych znajduje się ponad 220 osób tak jeszcze nie spotkałem się z niemożnością wymiany tego co znalazłem na coś innego.

Wcześniej myślałem że Knack jest jakimś potworem o raczej niewielkim rozumie, ale okazuje się, że jest on niczym zwyczajnie myślący człowiek, ale teksty jakich używa czasem wydaja mi się trochę zbyt cwaniackie, ale może autorzy chcieli, aby był on takim trochę cwaniczkiem.

Obecnie w grze miałem okazje pokonać pierwszego bossa (goblin w robocie) nie było on za trudny, ale wymagał kilku powtórzeń.

Pierwszy boss

 

Ile razy zginąłem zanim do niego dotarłem nie policzę, ale gra jest bezlitosna i nie wybacza błędów. Przeciwny mają brzydki zwyczaj szybkiego zadawania ciosów po czym odskoku do tyłu przez co trzeba, albo atakować pomiędzy serią ataków przeciwnika, a wtedy bardzo prosto jest nadziać się na cios, albo błyskawicznie zaatakować po odskoku, ale po uniku przeciwnik zaczyna od razu atakować, a że nasz protagonista ma raczej mały zasięg ciosów często próba ataku kończyła się moją śmiercią, bo zabrakło kilku centymetrów, dlatego jeśli ktoś chce sobie oszczędzić nerwów i kilkunastokrotnych prób to lepiej niech zagra na niższym poziomie trudności.

Przejdźmy do odpowiedzi na pytanie czy Knack to crap? Nie, nie jest to w żadnym wypadku crap. Nie pamiętam, żeby jakikolwiek crap sprawiał że mówiłem: jeszcze jeden rozdział i idę spać, a po przejściu stwierdzałem, że jeszcze jeden nie zaszkodzi i jeszcze jeden i jeszcze.

Jest to bardzo dobra produkcja, ale jeśli szukasz platformówki to zły adres, bo ta gra nią nie jest, mimo, że zdarzają się elementy platformowe. Cena na obecnie trwającej letniej promocji wynosi 21 zł. Grzech nie brać. Pierwsza część przekonała mnie do mającej wyjść niedługo części drugiej i tym razem raczej czekać nie będę tylko wezmę na premierę.


 

Daaku

 

Assassin's Creed Chronicles: Russia (PS4, Matrix Studios 2016]

 

W zeszłym tygodniu opisałem Wam bliżej pełne wydanie trylogii Assassin's Creed Chronicles. Poznaliście poruszane epoki historyczne, bohaterów, ogólną mechanikę rozgrywki i parę innych rzeczy. Podzieliłem się z Wami także moim progresem w pierwszej części cyklu - China - oraz planach na kolejne dni. Upalna pogoda sprawiła jednak, że poczułem niewyjaśniony wstręt do umiejscowionej w słonecznych Indiach drugiej odsłonie i złapałem się za tę trzecią. Muszę przyznać, że było warto.

W porównaniu do wszystkich innych odsłon serii o asasynach, Assassin's Creed Chronicles: Russia zabiera nas w czasy najbliższe do tej pory współczesności. Rosja 1918 r. mianowicie, zaraz po Rewolucji Październikowej na dodatek - okres tyleż ciekawy, co krwawy, bo to właśnie wtedy do władzy dorwali się bolszewicy, a cesarska rodzina Romanowów brutalnie pożegnała się ze statusem rządzących. We wszystko wplątani zostają oczywiście asasyni oraz templariusze - a także Fragment Edenu w postaci pewnej szkatułki, o której uważni czytelnicy mogli dowiedzieć się w zeszłym tygodniu... Główny bohater, Nikolaj Oriełow nie jest z kolei człowiekiem, który samoczynnie pcha się w ognień walki - swoje już dla Zakonu nasztychał, więc aktualna misja będzie dla niego ostatnią. Ma w końcu żonę i dziecko, które uchronić chce od ognia rewolucji, dlatego za zainkasowane wynagrodzenie planuje uciec całą rodziną do Stanów. Ale jak to bywa w tego typu historiach, sprawy szybko się komplikują. I to komplikują w ten sposób, że Anastazja Nikołajewna Romanowa - ostatnia pozostała przy życiu potomkini rodziny królewskiej - w kontakcie z Fragmentem Edenu przejmuje wspomnienia mającej z nią kontakt prawie 400 lat temu Shao Jun. Tak, chińskiej Asasynki z Assassin's Creed Chronicles: China. Tę chodzącą bombę Nikolaj musi odstawić do siedziby Zakonu, a łatwo nie będzie, ponieważ depczący im po piętach templariusze nie zostawiają świadków...

Co rzuca się w oczy już od początku to surowość i współczesność carskiej Rosji. Podczas eksploracji kolejnych plansz towarzyszy nam przeważnie śnieżna biel kontrastująca z krwistą czerwienią, po ulicach kursują tramwaje, zabezpieczone budynki patrolują żołdacy z gwintówkami, a mnóstwo urządzeń zasilanych jest energią elektryczną. Ten gwałtowny przeskok cywilizacyjny sprawił, że również i ekwipunek naszych skrytobójców musiał doczekać się unowocześnienia - Oriełow ma na stanie nie tylko granaty dymne czy ręczną wciągarkę wystrzeliwującą przewody, ale także pełnowymiarowy, dwuręczny karabin Berdana, którym nie zawaha się przestrzelić parę bolszewickich czaszek. Tak, w porównaniu z poprzednicmi odsłonami "Kronik...", nastawionymi bardziej na pozostawanie niewidocznym, tutaj autorzy dali nam do ręki zdecydowanie bardziej mordercze argumenty oraz okazje do ich wykorzystania. Poza ściąganiem oddalonych patrolowych naszym Berdanem, często napotkamy też na stanowiska snajperskie, dzięki którym niczym w rasowej strzelance pozbędziemy się nadmiaru personelu z pobliskich dachów czy osłonimy uciekającego sojusznika. Również wciągarka ma swoje pobocze zastosowania, albowiem oprócz zwyczajnego podczepiania się pod zadaszenia możemy nią także opuszczać elementy otoczenia (np. mosty czy wajchy), a nawet wbić w skrzynki rozdzielcze i za pomocą impulsu elektrycznego wyłączyć oświetlenie czy wszędobylskie szperacze. To wszystko sprawia że gra, mimo dwukrotnie sprawdzonej już formuły, przyjemnie wyróżnia się nowościami i nie pozwala się nudzić.

Niestety Assassin's Creed Chronicles: Russia posiada jeden, nierzutujący może na ogólną jakość gry, ale wciąż widoczny (słyszalny) feler. W poprzednich odsłonach bez problemu mogliśmy podsłuchać prowadzone w języku ojczystym pogaduszki strażników czy innych postaci pobocznych - zarówno urzędowy chiński, jak i hindi gwarantowały solidną wczuwkę w i tak przecież mocno oegzotyczne światy przedstawione obu gier. Nauczony doświadczeniem liczyłem więc, że również na terenie Rosji usłyszę jakieś swojskie еб твое мать czy inne cyka blyat, którym z taką lubością częstują nas w grach sieciowych rdzenni ruskies. A tu... nic. Czysty "inglisz" z ledwo słyszalnym, wymuszonym zachodnim akcentem. Nie nastawiałem się oczywiście na poziom S.T.A.L.K.E.R.a czy gier z serii Metro 2033, ale biorąc pod uwagę, jakie języki dane nam już było słyszeć w grach Ubisoftu, brak fonetycznej cyrylicy wyraźnie boli - zwłaszcza nas, ludzi którzy z rosyjskim mają częstą styczność. No cóż...

Co by jednak nie pisać, "Kroniki Rosyjskie" polecam. I to na tyle mocno, że mając w planach tylko jedną odsłonę zasugerowałbym właśnie nią - jest to najlepsza ze wszystkich trzech gier, najbardziej zróżnicowana i jednocześnie najdoroślejsza. Mnóstwo nowych mechanizmów oraz rozwiązań sprawi, że historia skrytobójcy Orielowa będzie dla Was czasem przyjemnie spędzonym. Może niedługim, bo raptem na dwa dłuższe wieczory, ale przyjemnie spędzonym.


 

I na tym kończymy dzisiejszy wpis. Łapcie za browca (a raczej za coś mocniejszego, biorąc pod uwagę czas publikacji), klepnijcie nam w komentarzach parę zdań i ruszajcie zarywać nockę przy padzie! Oby w przyszłym tygodniu było już chłodniej!

Daaku

 

Tagi: daaku GROmada knack piąteczek piątek piątunio REALista uff jak gorąco

Oceń notkę
+ +38 -

Czterooka warszawska depresja
Oceń profil
+ +212 -
Daaku
Ranking: 1 Poziom: 91
PD: 93426
REPUTACJA: 80965
Miesięcznik PSX Extreme