SKLEP

Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty
Darek Darek 25.08.2017, 14:28
Anatomia Głupoty - Annabelle: Narodziny Zła
110V

Anatomia Głupoty - Annabelle: Narodziny Zła

Nie łatwo jest zrobić dobry horror. Każdy element produkcji musi zagrać ze sobą w idealnej harmonii. Nowa Annabelle nie jest złym filmem, ale do dobrego też jej daleko. Co nie zagrało? Zapraszam do czytania. (UWAGA - spoilery dotyczące całego filmu!)

Horrory lubię w sumie od dziecka. Kiedyś lubiłem się ich bać, później lubiłem się z nich śmiać, teraz lubię szukać tych faktycznie dobrych, jak choćby pierwsza Obecność, Jamesa Wana. Nie łatwo jest jednak zrobić dobry horror. Czynników decydujących o ostatecznej jakości jest wiele - odpowiednia scenografia, oświetlenie, muzyka, ujęcia, aktorzy, reżyser z konkretną wizją. Jeśli którykolwiek z tych elementów nie zagra w idealnej harmonii z resztą, to wyjdzie film albo śmieszny, albo irytujący, albo dziwny, albo po prostu zły. Annabelle: Narodziny Zła ma prawie wszystko. Film jest ładnie zrobiony, ma kilka ciekawych scen poza obowiązkowymi jump scare'ami, a młodzi aktorzy wypadają przekonująco. Na czym film Sandberga się wykłada to scenariusz, a konkretnie pewne jego elementy. Zakończenie nie ma żadnego sensu jeśli nie zna się poprzedniej części, ale też w ogóle nie za wiele jeśli się nad nim zastanowić - to jedna rzecz, ale o niej później. Największą bolączką Annabelle jest nieprzebrana głupota, którą wykazują się bodajże wszyscy bohaterowie filmu. Nie muszę chyba mówić, że niżej znajdują się spoilery dotyczące całego filmu. Nie? No to jedziemy.

Zacznijmy od początku, czyli dlaczego właściwie cała historia miała miejsce. Państwo Mullins stracili w wypadku swoją córkę Annabelle, więc zdesperowani błagali "kogokolwiek" o pomoc. Kiedy duch ich córki zaczął się pojawiać w domu, byli szczęśliwi, że odzyskali swoje dziecko choć do pewnego stopnia. Niestety, okazało się, że to nie ich córka, a złośliwy demon, który próbuje posiąść któreś z nich. Co więc zrobili z lalką, w której zamieszkał? Pokropili wodą święconą i zamknęli w schowku wytapetowanym stronami z biblii. Oto pierwsza głupota. Kto normalny zostawił by w domu opętaną przez demona lalkę?! Demona, który wydrapał ci dopiero co pół twarzy. Przecież to jakby chcieli, żeby ugryzło ich to w dupę. Przyszedł ksiądz egzorcysta - czemu nie zabrał ze sobą lalki? Czemu jej nie zniszczyli? To bez sensu. Ciężko mi smucić się śmiercią ludzi, którzy aż się o nią proszą. No ale nic, idźmy dalej. Po dwunastu latach spokoju państwo Mullins znowu zatęsknili za przygodami, więc postanowili udostępnić swój dom sierotom. Bardzo miło z ich strony, tyle, że, pamiętajmy, w tym domu wciąż znajduje się lalka opętana przez demona. Niezbyt to odpowiedzialne, żeby wprowadzać do niego małe dzieci. Oczywiście już pierwszej nocy zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Jedna z sierot, Jan, słyszy głosy i znajduje dziwne karteczki, które każą jej wejść do pokoju, do którego, zostało jej dokładnie powiedziane, pod żadnym pozorem nie wolno wchodzić - jest zamknięty i tak ma zostać. Więc co robi Jan dosłownie pierwszej nocy w nowym domu? Oczywiście, że wchodzi do zamkniętego pokoju i znajduje lalkę. Na szczęście ma na tyle oleju w głowie, żeby stwierdzić, że coś tu jest nie tak i odejść. Niestety, mleko się rozlało, drzwi zostały otwarte. Ale może to za mało? Może jeszcze wszystko będzie w porządku, pod warunkiem, że nikt już nigdy tam nie wejdzie? Co więc robi nasza mała heroina następnej nocy? Idzie w to samo miejsce dalej szukać guza. Przypomnijmy, że zeszłej nocy prawie zeszła na zawał, kiedy wokół niej działy się niewytłumaczalne rzeczy. Tym razem jest jeszcze lepiej, bo widzi przed sobą osobę, która od dwunastu lat nie żyje. Ucieka w popłochu? Mówi o tym komuś? Nie. To znaczy, rozmawia w bardzo ogólnikowy sposób z opiekującą się nimi siostrą zakonną, ale to tyle. W jaki sposób mam niby sympatyzować z tak absurdalnie głupimi ludźmi? Dalej jest jeszcze lepiej. Pan Mullins dowiaduje się, że Jan widziała lalkę, więc idzie zobaczyć czy to prawda. Lalki faktycznie nie ma na miejscu, jest za to przy Jan, która na tym etapie historii jest już opętana przez demona. Podejmuje próbę wypędzenia demona, ale chwilę później kończy swoją przygodę na podłodze. Martwy. No to teraz już na pewno przyjedzie policja, dzieciaki wyjadą, a sprawą zajmą się specjaliści, prawda? Nie. Wszyscy zostali na miejscu jak gdyby nigdy nic. Mało tego, przyjaciółka Jan doskonale wie, że dzieje się z nią coś niedobrego, ale nie mówi o tym siostrze zakonnej dopóki nie jest za późno. Ci ludzie zwyczajnie chcą skończyć w piachu. Już nawet kit w zachowanie dziewczynki, w końcu to tylko dziecko, ale jakim cudem wciąż mieszkają w tym domu, po tym jak w niewyjaśnionych okolicznościach, na terenie zginął jego właściciel? No i pozostaje przecież jeszcze żona, która nie domyśliła się, że demon którego trzymają na piętrze najwyraźniej zabił jej męża, więc czeka sobie spokojnie, aż sama zostanie zabita. Brawo. Pod koniec filmu miałem wręcz nadzieję, że każde z nich zginie okropną śmiercią, bo za taką głupotę nie zasługują na nic lepszego.

Głupota postaci nie jest jedyną bolączką filmu. W trzecim akcie brakuje również konsekwencji. Demon opętał Jan, ale w międzyczasie siedzi też w strachu na wróble, lalce i łazi sobie po suficie we własnej postaci. To jak to w końcu jest? Gdzie ten demon? W pewnym momencie straszy równocześnie w szopie i w domu. To w końcu jest jeden demon, czy więcej? Skoro obecnie przebywa w Jan, a nie w lalce, to czy lalka w dalszym ciągu jest opętana? Chyba nie powinna być. Dlaczego więc w pierwszej części demon znów siedzi w lalce i znów próbuje opętać człowieka? Jan już mu się znudziła? Zarówno sam demon, jak i jego motywacje są raczej mocno nie przemyślane.

Postacie takie jak Laurie Strode, czy Sidney Prescott przeszły do kanonu bohaterek horroru, ponieważ nie zachowywały się jak kompletne idiotki. Ich kłopoty nie były efektem głupiego zachowania, ale zwyczajnego pecha. Laurie nie prosiła się o bycie siostrą psychopaty, a Sidney nie odpowiada za lekkie obyczaje swojej mamy. Ot, pech. Ale obie radzą sobie z tym pechem. Uciekają, proszą o pomoc, finalnie nawet same pozbywają się swoich prześladowców. Są silnymi postaciami, którym łatwo kibicować. W późniejszych filmach ze swoim udziałem są już tak przyzwyczajone, do bycia ściganymi, że już nawet nie uciekają, a podejmują walkę. Tak Krzyk, jak i Halloween wciąż potrafią solidnie nastraszyć klimatem, mimo posiadania kompetentnych głównych bohaterów. Bo dobry horror to nie taki, w którym tępa główna bohaterka sama pcha się na ostrze noża, ale taki, który sprawia, że nawet inteligentni ludzie znajdują się w śmiertelnym zagrożeniu. Annabelle: Narodziny Zła, choć ma swoje momenty, zdecydowanie nie jest takim filmem.

Tagi:

Oceń notkę
+ +9 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +40 -
Darek
Ranking: 95 Poziom: 57
PD: 24794
REPUTACJA: 10680
Miesięcznik PSX Extreme