SKLEP

Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty
Darek Darek 21.08.2017, 11:56
Wojna o Planetę Małp
75V

Wojna o Planetę Małp

Co mają ze sobą wspólnego Steve McQueen, Joseph Conrad, Jezus i Zoo?

Geneza Planety Małp jest jednym z moich ulubionych filmów wszechczasów. Byłem w ciężkim szoku, kiedy w końcu zabrałem się do nadrobienia go, zwłaszcza, że jako dziecko wcale nie przepadałem za klasykiem z Charltonem Hestonem. Historia Willa i jego przyjaźni z ponadprzeciętnie inteligentnym szympansem Cezarem wycisnęła ze mnie morze łez i dosłownie całe spektrum emocji. No, może nie dosłownie, ale wiesz o co chodzi. Dwójka podobała mi się już trochę mniej, ale wciąż bawiłem się na niej świetnie, więc z wypiekami na twarzy wyczekiwałem zwieńczenia trylogii. Pierwsze recenzje były nad wyraz pozytywne. "Najlepszy film tego roku", "To trzeba obejrzeć", i tak dalej. Nie miałem wątpliwości na co MUSZĘ iść do kina w sierpniu. Jak wyszło? Ekhem, bosko!

Dosłownie bosko, bo Wojna o Planetę Małp po brzegi wypełniona jest ikonografią nawiązującą do Jezusa. Cały film to taki mix Nowego Testamentu, Wielkiej Ucieczki, Czasu Apokalipsy i, cóż, Planety Małp. Cezar i jego plemię skryło się w lesie, gdzie próbują żyć w spokoju. Nie jest to jednak takie proste, ponieważ życie co chwila uprzykrza im niejaki 'pułkownik' (Kurtz?). Sytuacja staje się na tyle krytyczna, że trzeba zmienić siedlisko. Zaczyna się wędrówka (bo wojna już trwa).

Sama historia nie jest specjalnie skomplikowana. Jej celem jest raczej stawianie przed Cezarem kolejnych wyzwań niż cokolwiek innego. Zabieg to ciekawy, bo niemal od początku do końca widz siedzi na krawędzi fotela i czeka co wydarzy się dalej, zwłaszcza, że nie mamy tu do czynienia z prostą czarno-białą historią w której nasz cudowny bohater Cezar pokona wszelkie przeciwności losu, a na koniec wbije flagę w oczodół swego wroga. Twórcy postawili przed nami specyficzny problem, bo z jednej strony sympatyzujemy z pragnącym spokoju Cezarem, z drugiej zaś rozumiemy, że jego zwycięstwo doprowadziłoby do zagłady rodzaju ludzkiego i sytuacji znanej z klasyka z 1968 roku. Sprawia to, że zasadniczo kibicujemy tym złym, a główny bohater nie jest nieśmiertelny. Niestety, "Wojna" nie zawsze jest tak porywająca jak można by sobie tego życzyć. Drugi akt dosyć mocno zwalnia tempo, przez co można sobie kilka razy ziewnąć, ale nie sprawia to, że film w jakiś sposób traci w moich oczach. Cichsze, bardziej intymne momenty również są potrzebne. Tak samo jak odrobina humoru, który tu zapewnia nam Zła Małpa, przekomiczny, stary szympans (?) grany przez Steve'a Zahna. Żeby jednak nie było, że twórcy wprowadzili Złą Małpę tylko po to, żeby można się było pośmiać, to jest on również istotnym łącznikiem z szerszym światem filmu. Nie widzieliśmy dotychczas jak wygląda sytuacja poza Stanami Zjednoczonymi, czy nawet poza konkretnym stanem, w którym rozgrywa się akcja trylogii. Cóż, teraz już wiemy.

Wiem, że to już nudne, ale Andy Serkis jak zawsze wypadł prześwietnie. Będę wręcz zły jeśli nie dostanie CHOCIAŻ nominacji do Oscara za swojego Cezara. Z części na część ogrywany przez niego szympans jest coraz bardziej ludzki, choć w dalszym ciągu jest w nim pewna dawka dzikości i grozy. Z oryginalnego Serkisa w Cezarze zostały jedynie oczy, ale są to oczy w których można się niemalże utopić. Widać w nich wszystko - od gniewu, przez zdziwienie, na cierpieniu kończąc. Fantastyczna postać zagrana przez fantastycznego aktora. Reszta małp oczywiście również wypada bardzo przekonująco, ale to nie małpy kradną tu szoł, a Pułkownik grany przez Woody'ego Harelsona. Nie łatwo jest zbudować tak przesadzoną postać, która jednocześnie jest tak wiarygodna, której motywacje rozumiemy i do pewnego stopnia się z nimi zgadzamy. Jedna, bodajże ostatnia scena z jego udziałem zapadła mi bardzo mocno w pamięć, ale nie będę jej tu przytaczał, żeby nie psuć nikomu frajdy z oglądania.

Co mają ze sobą wspólnego Steve McQueen, Joseph Conrad, Jezus i Zoo? Wojnę o Planetę Małp. Może i dziwne to połączenie, ale finalnie okazuje się być bardzo dobrą koncepcją. Nie wiem, czy jest to najlepszy film tego roku (zwłaszcza, że mamy dopiero sierpień), ale zdecydowanie warto poświęcić dwie godziny swojego życia, żeby zobaczyć jak kończy się nowa, ostatecznie wspaniała, trylogia o Planecie Małp. Mam szczerą nadzieję, że nie dostaniemy czwartej części, choć na tym etapie mam pełne zaufanie do twórców i wierzę, że w razie czego dadzą nam co najmniej kolejny dobry film. 

Tagi:

Oceń notkę
+ +10 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +42 -
Darek
Ranking: 95 Poziom: 57
PD: 24881
REPUTACJA: 10770
Miesięcznik PSX Extreme