SKLEP

Dark-O-visioN

Profesjonalnie amatorskie teksty
Darek Darek 17.05.2017, 11:40
GTA V a gry z otwartym światem
823V

GTA V a gry z otwartym światem

Dzisiaj wszyscy chcą robić gry z dużym, otwartym światem, po czym chwalą się, że 'moja mapa jest dwa razy większa niż ta w grze x'. Kojima zrobił otwarty świat w MGS5 i był on nudny. CDP Red zrobili otwarty świat w trzecim Wiedźminie i był on zajebisty. Czyli da się. Tylko jak to zrobić?

Nie lubię za często grać w sabdboxy, czyli gry z dużą, otwartą mapą po której można sobie swobodnie biegać i wyszukiwać kolejne, pochowane przez twórców znajdźki. Raz, że takie łażenie po niemałym terenie wymaga czasu, a dwa, że twórcy często nie mają pomysłu jak zapełnić mapę w sposób, który dla gracza będzie organiczny, który sprawi, że szukanie kolejnych przedmiotów stanie się ciekawe i naturalne. Szlag mnie trafia, kiedy odpalam mapę w Assassin's Creed Syndicate, a tam dwieście ikon przedstawiających skrzynie ze skarbami. Co w nich jest? Nic, pieniądze. Po co mi one? Po nic. I tak na wszystko mnie stać, ale lubię żeby mapa była czysta więc chodzę od punktu do punktu i je zbieram. 

Kody do GTA V

W drugiej części mama Ezio prosiła go, aby zebrał dla niej dwieście ptasich piór porozrzucanych po całym mieście. Ezio bardzo kocha swoją rodzinę, więc czuję jakieś tam usprawiedliwienie dla biegania po dachach za pierzem, ale nie rozumiem czemu nie mogłem kupić jej nowych piór, albo oskubać pierwszej lepszej gęsi. 

W Infamous Cole musi zebrać wszystkie odłamki powstałe na skutek eksplozji z początku gry. Wszystkie 350... Po co? Bo gra z otwartym światem musi mieć coś do zbierania. Kolejne pakiety co prawda pozwalają Cole'owi na dłuższe korzystanie z mocy bez konieczności doładowywania baterii, ale przecież facet i tak jest już przepotężny, więc nigdy nie czułem, że muszę zebrać wszystko, żeby być w stanie pokonać Kesslera, albo wyczyścić którąś lokację. 

 

Raz na jakiś czas trafi się jednak gra, która kolejne punkty na mapie umieszcza z głową, tak, że chce się iść w kolejne miejsce. I kolejne. I kolejne. Ostatnio po raz pierwszy złapałem w swoje ręce GTAV od Rockstar. Kiedy spojrzałem po raz pierwszy na mapę, poczułem się lekko przytłoczony jej ogromem i faktem, że po przejechaniu, wydawać by się mogło, sporej części miasta, odkryłem zaledwie mały skrawek pełnego obrazu. Jak się okazało, nie potrzebnie się martwiłem, bo od świetnie rozpisanej fabuły i tak nie sposób się oderwać, a w trakcie jej trwania zwiedziłem niemalże każdy zakątek San Andreas. Po kolei zajmowałem się każdym pojawiającym się znacznikiem misji zaczynając od tych pobocznych, żeby czegoś przypadkiem nie przegapić. 69 głównych i sam nie wiem ile pobocznych misji dalej okazało się, że mam wciąż niemało do zrobienia. Wreszcie mogłem kupić wszystkie dostępne na rynku biznesy, których managerowie raz na jakiś czas proszą mnie o przysługę, którą ja, jako dumny właściciel, wyświadczam im z uśmiechem na twarzy. Wreszcie mogłem wyluzować się na tyle, żeby móc pozwolić sobie na partyjkę golfa, albo grę w darty. Michaelem zapisałem się do szkoły latania, a Franklinem zabrałem się za skoki ze spadochronem, po zaliczeniu których wyskoczyła mi do zrobienia kolejna misja. Ale miałem mówić o znajdźkach! 

Tutaj nikt nie pcha Ci przedmiotów do znalezienia prosto w nos, zalewając nimi mapę. O fragmentach statku kosmicznego dowiedziałem się od jednego świra, który kocha Star Trek chyba trochę za mocno. Od tamtej pory starałem się wypatrywać kolejnych części podczas zwiedzania okolicy, za co w nagrodę dostałem jedyny w swoim rodzaju "pojazd kosmiczny". Może trochę strata czasu, ale za to zabawnie. Drugi zestaw znajdziek to już zupełnie inna para kaloszy. 

Pewnego razu obudziłem się jako Trevor w samych majtkach na tarasie jakiejś rezydencji. Żałowałem, że nie widziałem całej imprezy, ale trudno się mówi. Moją uwagę przykuł świecący lekko kawałek papieru leżący na podłodze. Okazało się, że jest to fragment listu. Po odszukaniu wszystkich 50 jego fragmentów mogłem przeczytać cały czterostronicowy tekst, z którego dowiedziałem się kto i dlaczego zamordował wiele lat temu młodą aktorkę. Uzbrojony w tą wiedzę mogłem odnaleźć zabójcę i wymierzyć sprawiedliwość (albo nie). Czułem, że udało mi się zrobić coś ważnego. Tak się projektuje znajdźki! 

 

Oczywiście samo rozłożenie przedmiotów to nie wszystko. Ważne jest również zapewnienie odpowiedniego zróżnicowania, tak aby cała mapa nie była monotematyczna. Biję brawo Ubisoftowi za piękne odwzorowanie Londynu w Syndicate, ale ponieważ jest to właśnie to - po prostu Londyn - nie byłem w stanie odgonić myśli, że wszystko to jest do siebie bardzo podobne. Całe szczęście, że kolejne dzielnice różniły się od siebie poziomem zamożności, dzięki czemu jako tako dało się ustalić gdzie się jest. 

Ten sam Ubisoft zrobił również mapę do Far Cry 4 i jej prehistoryczną kopię do Far Cry Primal. Niby chodzenie po tym samym terenie, tyle, że bardzo dawno temu, jest ciekawym zabiegiem, ale pokazuje też, że twórcom zwyczajnie nie chciało się projektować nowej topografii. 

San Andreas z GTAV to nie tylko miasto Los Santos, ale i wioska Sandy Shores, wybrzeże, góry, przydrożne bary i wiele innych, równie unikalnych miejsc. Każda lokacja wydaje się być zupełnie czym innym, przywodzi na myśl inne emocje. Wieś to klimaty bardzo południowo amerykańskie, miasto ma bogatą dzielnicę w stylu Hollywood, ale i biedne osiedla na których królują czarnoskórzy. Są tu plaże turystyczne, plaże dzikie, piękny park krajobrazowy, góry, Sasquach i cholera wie co jeszcze. Ciężko o monotonię w Los Santos. A przecież poza klasycznymi punktami na mapie, znajdziesz jeszcze dosłownie dziesiątki mniejszych i większych odniesień do dawnych postaci i wydarzeń. Podczas jednej z misji możesz wpaść na jadących rowerami CJa, Smoke'a i Rydera znanych jeszcze z GTA San Andreas, Trevor dosyć blisko zna się z przywódcą gangu The Lost, Johnnym Klebitzem, parę razy wspomniany zostaje znany z czwartej części Nico. Niemalże na każdym kroku czeka Cię coś ciekawego. 

 

Nie raz już piałem w swoich tekstach o tym jak zmyślnie potrafią być zaprojektowane pomniejsze lokacje w trzecim Wiedzminie, ale w tym temacie Rockstar nie ma sobie równych i cała reszta powinna się od nich uczyć. Nie chcę kolejnych kilku setek nic nie znaczących pierdół, których jedynym celem jest wypełnienie mapy. Naughty Dog wypchało poziomy w Crash Bandicoot skrzynkami, żeby nie stały puste. Każdy z tych poziomów to mała, liniowa plansza, więc zbieranie ich wprowadzało fajny, dodatkowy czelendż. Kiedy jednak przy okazji Jak 2 to samo studio wrzuciło do pół-otwartego świata gry 286 jajek w tym samym celu, to już nie było takie fajne. 

Jeśli rozsypię po domu sto szklanych kulek i każę Ci ich szukać to nie będzie to nic fajnego, ani ciekawego. Ale jeśli schowam pięć puzzli, które razem ułożą się w kod do kłódki na pudełku z nagrodą w środku, to będzie to dobra motywacja do szukania. Znajdźki mogą być fajne, ale trzeba mieć na nie pomysł. 

 

Zapraszam do polubienia fanpage'a www.facebook.pl/coztym/ oraz na stronę bloga www.co-z-tym.bloog.pl gdzie znajdziesz wszystkie teksty w jednym miejscu. Dzięki :)

Tagi:

Oceń notkę
+ +40 -

Life's too short... Let's eat!
Oceń profil
+ +40 -
Darek
Ranking: 95 Poziom: 57
PD: 24797
REPUTACJA: 10680
Miesięcznik PSX Extreme