SKLEP

Nintendowo i growo

o branży oczami laika
Rayos Rayos 18.07.2016, 12:40
Nintendo Classic Mini? Dawać mnie to!
3446V

Nintendo Classic Mini? Dawać mnie to!

Podczas gdy Microsoft wydaje mniejszą i mocniejszą wersję Xbox One, dodatkowo zapowiadając na 2017 całkowicie nową konsolę, a Sony nieśmiało mówi o ulepszonej wersji PS4, Nintendo jak zwykle idzie swoją drogą i wydaje… zminiaturyzowanego NESa z 30 grami na pokładzie. Szaleństwo? Nie!

Uwielbiam Nintendo od najmłodszych lat i do tej marki jak do żadnej innej jestem najbardziej przywiązany. Nie sprawia to jednak, że ślepo podążam za firmą z Kioto, łykając każdy produkt jaki tylko wydadzą, przy bezmyślnie wielbiąc i walcząc o honor ulubionej firmy w wojenkach konsolowych. Zdaję sobie sprawę z mnóstwa błędów jakie Nintendo popełniło na przełomie wielu lat, w tym totalnie nieudana (marketingowo, bo growo jest cudownie) nowa domowa konsola Wii U. Osobiście liczę na to, że przy okazji premiery NX w przyszłym roku w końcu Big N wróci na właściwe tory, bo to chyba już ich ostatnia szansa by odzyskać zaufanie typowego klienta nie-fana i wsparcie developerów 3rd party. Chyba, że Nintendo nagle zrobi coś, czego absolutnie nikt się nie spodziewał, by ponownie podbić nasze serca.

Parę dni temu, Nintendo wyskoczyło jak Filip z Konopi, mając w nosie obecne trendy i sytuację rynkową i zapowiedziało… odświeżoną, zminiaturyzowaną wersję znanego i lubianego NESa, który zapisał się w historii branży jako ten sprzęt, który uratował gaming w ogóle. Nie będę tu opowiadał historii tej konsoli, gdyż jeszcze przyjdzie na to czas (bądź już dla wielu z Was nadszedł – temat został szeroko rozpisany po całym Internecie), ale chciałbym trochę podyskutować na temat tego, wydawałoby się szalonego kroku Wielkiego N.

Nintendo przyzwyczaiło nas już do wysokiej jakości wykonania oferowanego przez siebie sprzętu, więc w tej kwestii jestem spokojny. W zasadzie nic nie wiadomo o parametrach technicznych małej konsoli, poza tym, że jest repliką oryginalnego NESa i mieści się w dłoni. Kontrolery będą takie jak do starej konsoli, podpinane do jednego z dwóch portów sprzętu, dokładnie takich samych jak wejście na akcesoria do Wiilota, dzięki czemu NESowskie pada będzie mogli używać również z Wii i Wii U zagrywając się w tytułu z Virtual Console. Poza tym, w bebechach będzie 30 wbudowanych gier do naszej dyspozycji, całość będzie zasilana zwykłą ładowarką USB, a audio/wideo przesyłane kablem HDMI. Wśród trzydziestu gier znajdziemy same klasyki, takie jak obie Zeldy, trzy Mariany, Metroid, Baloon Fight, Mega Man 2, Castlevania, Punch Out czy PAC-MAN, a za całość zapłacimy zaledwie 60 dolarów/euro bądź 50 funtów. W Polsce już można składać pre-ordery za 239 PLN, a ja już w tym momencie mogę powiedzieć, że biorę Nintendo Classic Mini na premierę. Dlaczego? Gdyż działa tu na mnie ogromna moc nostalgii, magia Nintendo i szczypta nie robienia gadżetu na odwal się. To ostatnie jest co prawda trochę dyskusyjne, ale postaram się to wyjaśnić.

Miniaturki konsol nie są niczym nowym – Sega czy Atari już dawno wpadły na taki pomysł, wydając, w stosunkowo przystępnej cenie, odświeżone konsole z wbudowanymi od kilku do kilkunastu gier. Problem w ich przypadku polega na tym, że najczęściej wykonane są ze słabych materiałów, wbudowane gry chodzą nierzadko gorzej niż oryginalne, a na domiar złego, obraz i dźwięk są przesyłane przez staromodny kabel AV. W tym miejscu wkracza Nintendo ze swoim Nintendo Mini Classic NES, oferującym obraz w wysokiej rozdzielczości, cały zestaw świetnych gier, które – jestem przekonany – będą działać idealnie (Big N nie odwali fuszerki), a dodatkowo oprócz tego oferować będzie dobrze wykonane kontrolery, samą konsolę oraz zapisywanie gry w dowolnym momencie jak w Virtual Console. Prawda, że brzmi to lepiej niż rozwiązania konkurencji? 

Jasne, Nintendo zapowiadając Classic Mini żeruje przede wszystkim na naszej nostalgii, jednak stara się nam ją zaserwować w bardzo przystępny i nienachalny sposób. Sama sprawa zapowiedzenia konsolki właściwie z dnia na dzień, kiedy nikt się tego nie spodziewał, świadczy o tym, że Nintendo nie chce nam na siłę wcisnąć tego sprzętu i liczy po prostu, że wspomnienia milinów graczy starczą by napędzić sprzedaż. I wiecie co? To wystarczy. 

Wszędzie się gada o gadżecie od Nintendo, nawet na stronach niezwiązanych dokładnie z branżą gier wideo. Ludzie rozmawiają i wspominają „stare, dobre czasy”. Już teraz pre-ordery na brytyjskim Amazonie zajmują pierwsze miejsce w bestsellerach  PC & Video Games. Machina się napędza, magia Nintendo działa. Chętnych na zakup jest bardzo dużo i to pomimo kretyńskiej decyzji o nie dołączeniu ładowarki do zestawu w Europie, czy trochę bardziej logicznej (choć negatywnie odbieranej) decyzji o zamknięciu systemu, uniemożliwiając podłączenia go do Sieci, czy kupowania nowych gier. 

Osobiście liczę na sukces małej konsoli Nintendo i liczę na to, że firma, widząc zainteresowanie, zdecyduje się na wydanie mini SNESa. Link to the Past, Super Metroid, Super Mario World i masa innych gier w przystępnej cenie w małej konsoli? Brałbym jak Reksio szynkę! 

Wpis nie ma na celu namawiania kogokolwiek do zakupu mini konsolki. To raczej krótki tekst napisany pod wpływem hajpu, bo chciałbym już ten sprzęt mieć w swoich łapach. Nieważne, że w większość z tych gier mogę grać w VC na Wii/WiiU/3DS. Nieważne, że mogę kupić oryginalnego NESa. Jaram się strasznie takimi retro-gadżetami, jaram się Nintendo, więc to dla mnie świetny produkt. A sprzęt wychodzi w okolicach moich urodzin… Idealny prezent :D. 

Tagi: NES nintendo classic mini Nintendo express

Oceń notkę
+ +37 -

Ten człowiek od Nintendo
Oceń profil
+ +62 -
Rayos
Ranking: 110 Poziom: 56
PD: 23640
REPUTACJA: 9561
Miesięcznik PSX Extreme