"Nadchodzi zima" - jak to mawiają Starkowie z Winterfell - i niestety wypadałoby się tu z nimi zgodzić. Powoli skończył się nam sezon grillowy i choć niespodziewanie ostatnio pogoda zrobiła się całkiem fajna, to jednak coraz krótsze dni i chłodne wieczory sprawiają, że znacznie rzadziej myślimy o urządzaniu choćby skromnego BBQ. Ja natomiast wpadłem w sidła systemu i przez ostatni miesiąc miałem tak ostry zap..., że po prostu brakło mi sił i czasu na wklejenie gotowego materiału, który mam na kompie już praktycznie od wakacji! No ale lepiej późno niż wcale - mam nadzieję, że jakość materiału choć trochę wynagrodzi Wam ten przestój. Następuje zatem kulminacja "cyklu kanapkowego", która niniejszym kończy rozdział bloga poświęcony grillowaniu (przynajmniej na ten rok). Żeby jednak zakończyć z przysłowiowym hukiem, zamieszczam w końcu obiecany przepis meksykański, a mianowicie Taco z grilla.

Co to właściwie jest "Taco"? Ano ni mniej ni więcej tylko kanapka z tortilli, choć odmian ich są chyba tysiące i pewnie trzeba by mieszkać w meksyku żeby się na tym wszystkim wyznać (Tacos, burritos, gorditas, picaditas, tostadas, enchiladas, .... - jak widać jest tego sporo, a kryteria nie zawsze są super jasne). Przeważnie jednak za "Taco" uznaje się złożoną na pół i wypełnioną farszem tortillę, którą potem smażymy bądź pieczemy na grillu. Proste, tradycyjne jedzenie, jednak przy umiejętnym przyrządzeniu jest to tak fenomenalnie pyszne, że gdybym miał wybrać jedną, jedyną kuchnię którą miałbym jeść do końca życia, to bez chwili wahania wymieniłbym właśnie Meksyk. Nie jest ona ani zbyt znana ani popularna w naszym pięknym kraju, jednak w sieciowych fast foodach coraz częściej pojawiają się nam tortille, podstawowe składniki bez problemu spotkamy w marketach, zaś nachos zjemy dziś już chyba w każdym multipleksie. Tak więc powoli niby coś się rusza, jednak większość obywateli nadal kojarzy kuchnię meksykańską tylko i wyłącznie z tzw. chilli con carne, nachosami właśnie i coraz częściej obecnymi na pizzach papryczkami jalapeno. Ja natomiast w Meksyk wciągnąłem się już lata temu i od tamtej pory ciągle zbieram oraz dopracowuję przepisy, wymyślam własne "kompozycje" i zdobywam fikuśne składniki - to taka pasja w pasji, nie wiem skąd się to w sumie wzięło. Tak czy inaczej, zarówno moja narzeczona (hej Kotku :D) jak i znajomi dość wysoko cenią moje meksykańskie zapędy, toteż postanowiłem podzielić się i z Wami małym wycinkiem tego szaleństwa.

Oczywiście przepis może dla początkujących wydawać się nieco skomplikowany, lecz jeśli nie chcecie przyrządzać całości, to sprawdźcie chociażby sos serowy - zaręczam, że do nachos jest po prostu fenomenalny. Jeżeli jednak zdecydujecie się przygotować całość, to gwarantuję że czeka Was coś naprawdę wyjątkowego: Aromatyczny, korzenno-ziołowy kurczak a na nim gęsty, pełny jalapeno sos serowy. Do tego pachnąca kminem i kolendrą, lekko cytrusowa salsa, a to wszystko w chrupiącej, podpieczonej na ruszcie tortilli... Dobra, kurde, bo teraz sam zrobiłem się głodny. No to do roboty...
Grillowane Tacos z kurczakiem, sosem serowym i salsą z pieczonych warzyw.
SKŁADNIKI:
mięso i marynata
filety z piersi kurczaka
suszone oregano
mielony kmin rzymski
mielony cynamon
mielone ziele angielskie
mielone goździki
mielona kolendra (nasiona)
mielone ostre chilli
czerwone wino
czosnek
sól i pieprz
sos serowy
ser
śmietana
papryczki jalapeno (ew. sos jalapeno, lub papryka jalapeno w dowolnej postaci)
mielony kmin rzymski
mielona słodka papryka
czosnek w proszku
salsa z pieczonych warzyw
pomidory
cebula
papryka
świeże ostre chilli
czosnek
sok z limonki
mielony kmin rzymski
świeża kolendra
sól i pieprz
dodatkowo
paczka pszennych tortilli
PRZYRZĄDZANIE:
mięso i marynata
Zaczynamy klasycznie od mięsa - filety kroimy wzdłuż na ciensze płaty, po czym solimy i pieprzymy. Przygotowujemy teraz wszystkie sypkie składniki marynaty - dobrze rozcieramy je w moździeżu, po czym mieszamy z winem, oliwą i czosnkiem. Przypraw warto dać całkiem sporo (przynajmniej po łyżeczce), jeśli natomiast ktoś się boi cynamonu i goździków, to może dać szczyptę i też będzie ok.
Na koniec wrzucamy do tego mięso i dobrze mieszamy, po czym odstawiamy do lodówki na conajmniej parę godzin.
salsa
Co prawda słowo "salsa" generalnie oznacza sos, jednak niektóre salsy bardziej przypominają sałatki - tak jest również i tutaj (gdyby ktoś miał wątpliwości). A więc kroimy pomidory, papryki i cebule na pół (cebul nie obieramy), po czym umieszczamy na ruszcie skórą do dołu.
Pieczemy aż do ZWĘGLENIA skóry, po czym zdejmujemy paprykę i chowamy do naczynia które szczelnie zakrywamy folią spożywczą. Natomiast cebule i pomidory przewracamy na drugą stronę i podpiekamy jeszcze trochę od strony bez skóry (mozna lekko przesmarować oliwą). Kiedy wszystko opiecze się z obu stron, wtedy zbieramy resztę i odstawiamy do ostygnięcia.
Po jakimś czasie odkrywamy folię z naczynia z papryką - jeśli przeleżała tam z jakieś 20 minut, to spalona skóra powinna odchodzić w miarę lekko - zdejmujemy ją więc dokładnie i wyrzucamy (jeśli nawet cała skóra nie zejdzie to nic nie szkodzi, natomiast należy usunąć wszystkie zwęglone części).
Obieramy też cebulę i pomidory i po wystygnięciu wrzucamy na deskę - kroimy to wszystko w kostkę i wrzucamy do dużego naczynia. Dodajemy sól i pieprz do smaku, sporo soku z limonki, mielony kmin rzymski (nieodzowna przyprawa w tej kuchni), oraz nieco wyciśniętego czosnku.
Na koniec siekamy jeszcze sporą ilość świeżej kolendry, pamiętając by nie ciąć jej zbyt cienko (inaczej cały sok wypłynie na deskę do krojenia, a przecież nie o to chodzi). Salsa jest już gotowa, został nam teraz tylko sos.
sos serowy
Ten przepis zajmuje szczególne miejsce w moim sercu, gdyż wymyśliłem go praktycznie sam (w czasach gdy o google jeszcze nikt nie słyszał, meksykańskich książek kucharskich na półce nie było, a ja zastanawiałem się jak zrobić w domowych warunkach "płynny ser"). No i wymyśliłem, a prawdę mówiąc nie zajęło mi to zbyt długo ;) Co prawda dziś znajdziecie na półce w marketach sos serowy a w kinie poleją Wam nachosy czymś co uchodzi za właśnie ten patent, to jednak mój sos serowy różni się od nich w zasadniczy sposób - mianowicie robi się go z sera :D Tak czy inaczej jest to bardzo prosta sprawa, natomiast smak jaki uzyskacie zależał właśnie od użytego gatunku sera. Może to być najzwyklejsza gouda, rewelacyjnie sprawdza się cheddar (choć jest drogi i trudno dostępny), zaś całkiem fajnie pasują tu też sery śmietanowe (czasami z dodatkiem jalapeno itd.).
Na czym więc sprawa polega? Ano bierzemy śmietanę 18% i wrzucamy do garnka. Najlepiej gdyby śmietana była w temperaturze pokojowej, co przyspieszy jej "fuzję" z serem w jedną, kleistą całość. Podgrzewamy więc śmietanę na małym ogniu (NIE GOTUJEMY!), po czym wrzucamy sporą ilość tartego sera (można go wcześniej roztopić na tależu w mikrofali, wtedy cały proces będzie szybszy). Kiedy już ser i śmietana znajdują się w rondlu, należy cierpliwie mieszać i rozcierać serową "kluchę" (cały czas na minimalnym płomieniu), aż w końcu uzyskamy jednolitą, ciągnącą się serową masę.
Zdjemujemy to z ognia i wrzucamy odpowiednią dla nas ilość siekanych jalapeno (sos może być dość łagodny, lub całkiem pikantny - jak kto woli), po czym doprawiamy go szczyptą kminu rzymskiego, łagodnej papryki i czosnku. I to tyle! Rewelacyjna i prosta rzecz (5 minut roboty!) a do nachosów po prostu rządzi.
pieczenie
OK, mając gotowe dodatki wyciągamy mięso z lodówki i pozwalamy mu dojść do temperatury pokojowej. Wrzucamy na grill i pieczemy na w miarę ostrym ogniu z obu stron (tak żeby mięso zrobiło się w środku zanim wyschnie).
Zdejmujemy z rusztu i rozdrabniamy na mniejsze kawałki. Sprawdzamy czy jest wystarczająco soli i pieprzu. W międzyczasie opiekamy tortille na grillu, a gdy są już podpieczone (lecz wciąż miękkie), natychmiast podajemy wszystko razem, żeby goście mogli montować swoje tacos - smacznego! Poniżej zwyczajowo insrukcja "step by step" ;)
uwagi i rady na koniec:
Mięso można zrobić równie dobrze na patelni, to samo się tyczy tortilli. Żeby podpiec placki na patelni wystarczy parę kropel oleju rozsmarowanego równomiernie po całej powierzchni (np. za pomocą papieru kuchennego). Rozgrzewamy patelnię i lekko podpiekamy tortillę z obu stron - powinna być lekko zrumieniona ale wciąż giętka. Byle nie przesadzić z ilością oleju, bo będzie zbyt tłusta.
Warto przygotować równolegle kilka rodzajów mięsa (np. kurczak, stek, może być ryba) oraz kilka dodatkowych sosów. Dzięki temu powstanie bufet, z którego każdy będzie mógł nabierać ulubione rzeczy i skomponować swoje własne taco.
Powyższy przepis na kurczaka nie jest jakoś bardzo reprezentatywny dla autentycznej kuchni meksyku, ponieważ tam do marynaty obowiązkowo dodano by odpowiedni rodzaj chilli. Ale nie mówię tu o tym co u nas ogólnie nazywamy "chilli", tylko o konkretnych odmianach tamtejszych papryk, takich jak "chile Ancho", "chile Guajillo", czy "chile Pasilla". Są one dość trudne do dostania, tak więc okroiłem nieco przepis z tych składników - jednak dzięki temu każdy będzie mógł go zrobić, gdyż wymienione składniki są u nas powszechnie dostępne (i uważam że jest on znakomity nawet bez ww. "chiles"). Jeżeli jednak MACIE dostęp do meksykańskich bajerów to polecam wzbogacić marynatę przez dodanie "chiles de Arbol" oraz "chiles Guajillos" - wtedy całość po prostu miażdży, choć tak jak mówiłem - nawet i bez tego jest to jeden z moich ulubionych przepisów na kurczaka w ogóle.
I to już wszystko - mam nadzieję że choć trohę zachęciłem Was do eksperymentów na grillu. Co prawda sezon dobiegł już końca i czas przenieść się z gotowaniem do domu, jednak nic nie stoi na przeszkodzie żeby przepisy BBQ przyrządzać w piekarniku, czy choćby na patelni. Rzecz jasna nie będzie to już to samo, ale praktycznie każdy grillowy przepis jest w tych warunkach wykonalny, tak więc nie tracą one nic ze swej aktualności. Następnym razem zaproponuję więc parę kolejnych meksykańskich specjałów (tym razem już z garnka i patelni), a potem biorę się za nieco inną działalność. Jaką? Tego, mam nadzieję, dowiecie się już wkrótce - a na ten moment nadmienię tylko, że fani gotowców i prostej kuchni będą w siódmym niebie ;)