(1/5)Capcom wyznał, że sprzedaż rzędu 1.4 miliona egz. gry Street Fighter X Tekken - to porażka dla firmy.

Piłka w grze
o grach, piłce i nie tylko
Dawid Traczykowski
O autorze

Newsman, zatwardziały fan piłki nożnej, gram we wszystko oprócz RTS-ów i muzycznych.



  • Dawid Traczykowski

  •  
    Gry
    Worst DLC ever
     
    17-08-2010 | 16:08
     

    13 maja THQ ogłosiło, że dodatek do Metro 2033 wyjdzie niedługo. To niedługo to, jak się okazało, prawie dwa miesiące. Podobno trzeba było tyle czekać, bo producent - 4A Games - musiał sobie poradzić z drobnym bugiem. OK. To pseudo DLC ukazało się 3 sierpnia za cenę 240 MP. Taniocha, można by pomyśleć, biorąc pod uwagę ceny innych dodatków. Ja też tak pomyślałem i DLC pobrałem... całe 108 kb, które potem okazało się naprawdę 56 kb. Dodatek miał przynieść nowy poziom trudności, 240 GS i dwa gnaty. Ale jak widać te dwa gnaty na płycie już były, a mały pliczek tylko je odblokowywał, żadna nowość w świecie chciwych wydawców. Achievementy, nie dość, że niektóre niemal takie same, jak te z gry właściwej (czyli trzeba jeszcze raz zaliczać coś, co już wykonaliśmy), okazały się zepsute, bo nikt nie zdołał jeszcze odblokować żadnego z nich. 4A Games winą obarcza Microsoft i odwrotnie. A tymczasem gracze, którze zapłacili za coś, co na PC jest darmowe, już od dwóch tygodni nie mogą się doczekać naprawionego dodatku. Super, podobna sytuacja jak z dodatkiem do Army of Two: TFD, gdzie gracze, którzy odblokowali osiągnięcia z multi przed pobraniem dodatku, nie mogą zaliczyć achievementów z DLC. Oba problemy do tej pory nie zostały naprawione, ale gracze kasę wybulili, więc nie ma potrzeby niczego naprawiać - zdają sie myśleć producenci/wydawcy.

     

    A prawda jest taka, że zamiast podwyżki cen gier, mamy właśnie DLC, bo już nie raz zdarzało się, że producent umyślnie usunął z gry jakąś zawartość, by później puścić ją w dystrybucji cyfrowej (lub klucz do niej). Standardem są już dodatki zapowiadane przed premierą gry (nawet kilka miesięcy). Wystarczy dorzucić tylko jakieś osiągnięcia, żeby gracze potracili komplety i już można wrzucać na rynek byle crap, bo, nie oszukujmy się, masa ludzi kupuje DLC tylko z powodu kolejnych achievementów. Nieco lepiej wypada to na PS3, bo tam platynowego trofeum dodatki nam nie odbiorą, ale 100% ukończonej gry i tak przepada. Zdarzają się oczywiście naprawdę dobre DLC (niektóre do Fallouta 3 czy Borderlands), ale większość z nich to co najwyżej miernej jakości produkty. Odnosząc się jeszcze do osiągnięć w DLC, to tak pazerne na kasę Activision w paczkach z mapami do Modern Warfare 2 takowych nie umieściło, co nie przeszkodziło zarobić DLC kupę kasiory (nawet pomimo wysokiej ceny).

     

    Po co ten cały wpis? Może po to, że muszę się wyżalić na olewających graczy wydawców. Może, aby przestrzec niektórych przed marnowaniem na ten badziew pieniędzy. Bo dodatki w tej formie to nic innego jak podwyżka ceny gry, tylko w sprytnie zamaskowanej formie.

     
    Jaki jest polski snajper?
     
    18-07-2010 | 17:07
     

    W ostatnim czasie sporo szumu zrobiła gra Sniper: Ghost Warrior od naszego rodzimego developera City Interactive. Miała świetnie oddawać realia życia snajpera na polu walki, a w dodatku kosztowała mniej niż normalne nowe tytuły. Czy ta pozycja jest warta zakupu i zasłużyła na rozgłos?

     

    Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie. Niższa cena gry nie jest podyktowana dobrym sercem producenta czy czymś w tym stylu, ale po prostu mizerną jakością rzeczonego szpila. Jest to zwykła budżetówka, w której fabuła i misje są szyte baaardzo grubymi nićmi. Nie mam np. pojęcia dlaczego na misję wysadzenia w powietrze plantacji narkotyków zostaje wysłany sam snajper, nie wiem dlaczego dziwnym trafem w innych misjach nasi "pomocnicy" zawsze uciekają, a nas czeka samotna przeprawa przez teren wroga. W jednym poziomie nawet śmigłowiec ma nas zabrać z misji, ale może wylądować tylko w środku terenu wroga, mimo iż wokoło pełno jest dobrych miejsc do lądowania. W tej samej misji musimy jeszcze wysadzić działka przeciwlotnicze, aby nie zestrzeliły naszego ratunku. Kiedy dochodzimy do działek, okazuje się, że nawet nie są one obsadzone żadną załogą. W innej misji hakujemy komputer, ale do chatki z nim zbliżają się wrogowie, więc trzeba szybko uciekać, tak szybko, że w trakcie tej misji okazuje się, że bohater zdążył znaleźć płytę CD, wrzucić ją do napędu i wypalić dane (wszystko w czasie kilku sekund). Tym podobnych uproszczeń i rzeczy, na które trzeba przymykać oko jest mnóstwo i irytują na każdym kroku, dopełniając tylko obrazu słabiutkiej gry budżetowej.

     

    Tak szumnie zapowiadany symulator snajpera przewiduje zmianę toru lotu pocisku o dobre pół metra na dystansie około 200 m. Rzeczywiście, bardzo to realistyczne. Podobnie jak to, że wrogowie nie patrząc na nas, wiedzą gdzie jesteśmy, bo widzą dookoła głowy, przez krzaki itp. Zwłaszcza denerwuje ten patent w misjach, gdzie jedno zauważenie kończy rozgrywkę. Przeciwnicy widzą nas zawsze, a my nie mamy pojęcia, gdzie są. Irytują ponadto akcje, w których wróg wali w bok, w krzaki czy gdzieś, a my i tak przyjmujemy te pociski, chociaż jesteśmy jakieś 20-30 m od tych krzaków! Rozwaliło mnie to zupełnie. Mamy 2010 rok, a niektórzy nadal robią sobie w ten sposób jaja z graczy. Pozycja ta jest ponadto pełna bugów i niedoróbek, a grafika prezentuje się ładnie tylko na screenach, i tylko w terenach zalesionych. O wyglądzie cieni nawet nie będę wspominał. Podsumowując, odradzam zakup tej pozycji nawet największym FPS-owym fanom. Ze te pieniądze można mieć 2-3 starsze i o wiele lepsze tytuły. Do polskiego snajpera radzę się nawet nie zbliżać.

     
    Guybrush Threepwood wylądował
     
    09-07-2010 | 11:07
     

    W końcu jest. Oczekiwany od ukończenia pierwszej części LeChuck's Revenge Special Edition. W środę (premiera na XL i PSN) kilka razy odpalałem konsolę tylko po to, żeby zobaczyć, czy nowe przygody Guybrusha Threepwooda już wylądowały. Wersja na PS3 (którą ogrywałem) zabiera aż 1,14 GB, ale po odpaleniu gry od razu wiadomo dlaczego. Gra wygląda po prostu cudownie, a w ruchu prezentuje się jeszcze lepiej niż na screenach, które można było już od jakiegoś czasu obejrzeć w Internecie. Pięknie wygląda zwłaszcza woda (np. na molo czy w wodospadzie na Phatt Island). W nowym numerze PE znajdziecie pewnie reckę gry, ja jednak napiszę już teraz, że 800 MP czy też 36 zł za tę pozycję to świetny interes dla gracza, cieszy mnie, że Lucasarts nie polecieli na kasę i nie wypuścili gry w wyższej cenie (na XLA jest kilka pozycji, które kosztują po 1200 czy 1600 MP, a Monkey Island nie dorastają do pięt). Powiem krótko: jeszcze więcej gagów i zabawnych sytuacji i wciągająca, klimatyczna przygoda. Rewelacja. Muszę jednak przestrzec niektórych, że gra do najprostszych nie należy i jeśli mieliście problemy z obejściem pierwszej części, poważnie przemyślcie zakup. "Dwójka" jest w porównaniu do pierwszej części bardziej rozbudowana, przez co można utknąć na dłużej, a system hintów nie sprawdza się najlepiej. Czasem będzie nas przerzucał z jednego miejsca do drugiego i z powrotem, zwykle aby się czegoś dowiedzieć musimy użyć podpowiedzi 2 lub 3 razy bo albo mówi nam coś oczywistego, albo zbyt szybko znika i nie zdążymy jej przeczytać. Jest to jednak mała skaza na tym diamencie cyfrowej dystrybucji, który szczerze polecam. W pierwszej dobie od zakupu gry obszedłem ją dwa razy, a mam ochotę na kolejny (z włączonymi komentarzami twórców), a to o czymś świadczy.

     
    Bóg Wojny, Bóg Gier cz. 2
     
    20-04-2010 | 12:04
     

    Po zdobyciu platyny w God of War III i kilkukrotnym obejściu gry muszę uzupełnić moje poprzednie spostrzeżenia. Po pierwsze, walki z bossami. Poprzednio pisałem, że brakuje mi kilkuetapowych walk. Po zaliczeniu poziomu trudności Titan stwierdzam, że takie walki są. Na Normalu nie zwróciłem na to uwagi, gdyż mój styl gry (walec, non stop atak) nie przewiduje zbytnio unikania ataków czy też ich blokowania:). Na wyższym poziomie trudności byłem do tego zmuszony, dzięki czemu zaobserwowałem zmieniające się ataki bossów w różnych fazach. I mimo że takiej walki jak z Krakenem z "dwójki" nie ma (gdzie trzeba było używać elementów otoczenia), to wycofuję pragnienie umieszczenia różnych faz walk z bossai, bo to już w grze jest. Najważniejszą rzeczą, jaką chciałbym jednak dodać do poprzedniej oceny, jest to, że ta gra w ogóle się nie nudzi. Obszedłem ją kilka razy, oglądałem, jak brat grał i za żadnym podejściem nie miałem uczucia znurzenia, które towarzyszyło innym znakomitym grom za drugim czy trzecim obejściem. Nie wiem, jak Sony Santa Monica się to udało, ale są geniuszami.

     
    Bóg Wojny, Bóg Gier
     
    09-04-2010 | 15:04
     

    31 marca był nie tylko dniem startu PPE, ale i premierą PlayStation 3 w moim domu. Wcześniej cena odstraszała mnie od zakupu, ale fakt wypuszczenia odchudzonej wersji konsoli i wydania God of War III ostatecznie przekonały mnie do wydania kasiory. W ten oto sposób już ponad tydzień pogrywam w najnowszą odsłonę Boga Wojny. I chyba nikogo nie zaskoczę, mówiąc, że jest to jedna z najlepszych gier w historii.

     
    Najgorszy z Finali
     
    29-03-2010 | 11:03
     

    Kilka dni temu udało mi się ukończyć trzynastego Finala, teraz próbuje go wymasterować na 1000G. Ponad 70h na liczniku pozwala trochę napisac o tej grze. Niestety już na wstępie musze napisać, że jest to najgorzy Final, w jakiego grałem. A grałem we wszystkie oprócz "jedenastki". Fabuła jest po prostu słaba, zagmatwana jeśli nie doczytamy o niej w innych źródłach. W ogóle nie jest motorem napędowym, jak to miało miejsce we wcześniejszych częściach cyklu. Najlepsze jest jednak przedstawienie antagonistów. Gram sobie, aż tu nagle wyskakuje jakiś chłopek, którego w ogóle nie pamiątam i zaczyna się walka, bez żadnego ważnego powodu, tak dla urozmaicenia rozgrywki. Następnym zgrzytem są dla mnie postacie. Tylko Lightning mi się spodobała, reszta to żenada: jakiś głupi emo w szałowej chuście, który chce wszystkich chronić (słowo "protect" jest przez niego używane zdecydowanie zbyt często), ale i tak nie wie, co ma robić; jakiś przymulony dzieciak, który od początku nie wie, co się dzieje, stęka tylko jakieś "hę", "y" itd.; Murzyn z afro, który podobno jest najmądrzejszy z całej ekipy, robi coś, ale za chwilę mówi, że to było bez sensu; nastolatka, która sama nie wie, czego chce i jej "opiekunka", postać najgorzej zarysowana ze wszystkich.

     
    Piłka nożna
    Inter z Ligą Mistrzów

    Po całkiem niezłym meczu Inter wygrał finał LM i chyba zasłużenie wywalczył w tym sezonie najważniejsze klubowe trofeum świata w piłce nożnej. Mourinho, którego nie lubię i uważam za buca, rozplanował taktykę doskonale i pokonał na swojej drodze dwie inne najsilniejsze drużyny tego sezonu: Chelsea i Barcelonę. Brawa dla niego i całego zespołu, a zwłaszcza dla Milito, to co zrobił przy drugim golu to poezja. Teraz pozostaje czekać na kolejne piłkarskie emocje na mundialu.

     

    Ja jeszcze chciałbym wyróżnić telewizję Polsat, która rewelacyjnie spisała się z transmisją: mecz komentował człowiek, który ponoć jest najlepszym polskim komentatorem, a nie wie, kto wygrał ostatnio potrójną koronę i twierdzi, że takie coś zdarzyło się pierwszy raz w historii; studio prowadzi gość, który nawet nie wie, kto komentuje mecz, stawia "autobusa" przed bramką i zaprasza "eksperta", który do tej pory nie może przeboleć, że jego ukochana Barcelona odpadła z Interem w półfinale, przez co sam sobie co chwilę zaprzecza. No i to studio 20-sekundowe w przerwie też zwaliło mnie z nóg i przypomniało, że jeśli jest przerwa w meczu, to jakąkolwiek polską telewizję się przełącza na inny kanał lub idzie zrobić zapasy na drugą połowę. Naprawdę świetna robota chłopaki, tak trzymać!

    Gry
    Worst DLC ever

    13 maja THQ ogłosiło, że dodatek do Metro 2033 wyjdzie niedługo. To niedługo to, jak się okazało, prawie dwa miesiące. Podobno trzeba było tyle czekać, bo producent - 4A Games - musiał sobie poradzić z drobnym bugiem. OK. To pseudo DLC ukazało się 3 sierpnia za cenę 240 MP. Taniocha, można by pomyśleć, biorąc pod uwagę ceny innych dodatków. Ja też tak pomyślałem i DLC pobrałem... całe 108 kb, które potem okazało się naprawdę 56 kb. Dodatek miał przynieść nowy poziom trudności, 240 GS i dwa gnaty. Ale jak widać te dwa gnaty na płycie już były, a mały pliczek tylko je odblokowywał, żadna nowość w świecie chciwych wydawców. Achievementy, nie dość, że niektóre niemal takie same, jak te z gry właściwej (czyli trzeba jeszcze raz zaliczać coś, co już wykonaliśmy), okazały się zepsute, bo nikt nie zdołał jeszcze odblokować żadnego z nich. 4A Games winą obarcza Microsoft i odwrotnie. A tymczasem gracze, którze zapłacili za coś, co na PC jest darmowe, już od dwóch tygodni nie mogą się doczekać naprawionego dodatku. Super, podobna sytuacja jak z dodatkiem do Army of Two: TFD, gdzie gracze, którzy odblokowali osiągnięcia z multi przed pobraniem dodatku, nie mogą zaliczyć achievementów z DLC. Oba problemy do tej pory nie zostały naprawione, ale gracze kasę wybulili, więc nie ma potrzeby niczego naprawiać - zdają sie myśleć producenci/wydawcy.

     

    A prawda jest taka, że zamiast podwyżki cen gier, mamy właśnie DLC, bo już nie raz zdarzało się, że producent umyślnie usunął z gry jakąś zawartość, by później puścić ją w dystrybucji cyfrowej (lub klucz do niej). Standardem są już dodatki zapowiadane przed premierą gry (nawet kilka miesięcy). Wystarczy dorzucić tylko jakieś osiągnięcia, żeby gracze potracili komplety i już można wrzucać na rynek byle crap, bo, nie oszukujmy się, masa ludzi kupuje DLC tylko z powodu kolejnych achievementów. Nieco lepiej wypada to na PS3, bo tam platynowego trofeum dodatki nam nie odbiorą, ale 100% ukończonej gry i tak przepada. Zdarzają się oczywiście naprawdę dobre DLC (niektóre do Fallouta 3 czy Borderlands), ale większość z nich to co najwyżej miernej jakości produkty. Odnosząc się jeszcze do osiągnięć w DLC, to tak pazerne na kasę Activision w paczkach z mapami do Modern Warfare 2 takowych nie umieściło, co nie przeszkodziło zarobić DLC kupę kasiory (nawet pomimo wysokiej ceny).

     

    Po co ten cały wpis? Może po to, że muszę się wyżalić na olewających graczy wydawców. Może, aby przestrzec niektórych przed marnowaniem na ten badziew pieniędzy. Bo dodatki w tej formie to nic innego jak podwyżka ceny gry, tylko w sprytnie zamaskowanej formie.